Recenzja komiksu Our Expanding Universe

1

Jesteście w okolicach trzydziestki, osiągnęliście swoją małą stabilizację, stać was na komiksy i kino, zbieracie figurki i t-shirty z popkulturowymi hasłami, nawet macie znajomych, z którymi możecie o tym wszystkim spokojnie pogadać… I nagle ci znajomi zaczynają mieć dzieci i sporo się zmienia? A może odwrotnie, sami chcecie zakładać rodzinę, ale też oswoić z tym pomysłem otaczających was nerdów? Jeśli jakoś tak wygląda wasze życie, Our Expanding Universe (Nasz rozszerzający się wszechświat) was pocieszy. Jego bohaterowie są o dekadę starsi!

Alex Robinson jakiś czas temu znalazł się w takiej sytuacji: “Myślę, że po prostu nigdy nie czułem, że dzieci mają dla mnie jakiś urok. W pewnym sensie starałem się zrozumieć, co takiego myśleli moi przyjaciele. Jakby… dlaczego właściwie chcieli wszystko popsuć?” (tłumaczenie własne wywiadu www.tcj.com). Powstał z tego komiks nienachalnie autobiograficzny. Robinson stworzył (nie tyle portretując swoich znajomych, ile kompilując ich cechy) trzech chłopaków, z których każdy ma trochę inną wizję dorosłości, choć wszyscy myśleli, że zostaną razem już do końca.

2

Scotty, Billy i Brownie mieszkają w Nowym Jorku. Dwaj pierwsi mają żony, trzeci to zatwardziały nerd i kawaler… z odzysku. Chłopaki znają się „od zawsze”, regularnie grają razem w kosza, na PlayStation lub chodzą na piwo. Komiks jest bardzo realistyczny i pełen szczegółów; Robinson pokazuje przechodniów i innych użytkowników boiska (czasem daje im twarze swoich znajomych, czasem znanych osób). Gdy trójka bohaterów idzie do pubu, dokładnie wiadomo, co zamówią. Każdy z nich ma swoją mimikę, sposób poruszania się, krótko mówiąc – niepowtarzalny wygląd i osobowość. I zgodnie z nimi wybierają hamburgery oraz planują życie.

Scotty ma małego synka i spodziewa się córeczki. Brownie do tej pory jakoś sobie z tym radził, ale gdy Billy także zaczyna myśleć o dziecku, poważnie go to martwi. Jego obawy to coś w rodzaju „jest tak sobie, będzie gorzej”. Póki co, chłopaki trzymają się razem, chociaż jedyny ojciec w ekipie czasem się spóźnia i nie może z nimi siedzieć po nocach. Ale teraz? Kolejna „pociecha”, kolejna „pełna rodzina” wszystko zmieni, a może nawet zniszczy. I najprawdopodobniej to Brownie zostanie sam na boisku.

3

I tak wygląda akcja tego komiksu. Wszyscy uważnie obserwują Billego: czy on i jego żona zdecydują się na dziecko? Jeśli tak, to koniec z nerdzeniem? Zmiany będą radykalne i na zawsze, czy może po jakimś czasie wszystko wróci do normy?

Bohaterowie Robinsona na okrągło rozmawiają. Chodzą po mieście i gadają, dyskutują siedząc w swoich mniej czy bardziej zagraconych pokojach. Pewien ważny dialog toczy się w trakcie gry, więc za dymkami widać magów lub paladynów siekających potwory. Przy innej okazji dostajemy Wielką Improwizację na temat rozmnażania się. Jest też epizod specjalny (skomponowany nieco inaczej niż całość komiksu), dziejący się na babskiej imprezie, pokazujący kobiecą wersję opowieści o byciu z kimś lub bez nikogo.

Mogliście się już zorientować, że ekspandujący wszechświat i opisujące go teorie to metafora relacji międzyludzkich, w każdym razie jednego ze sposobów myślenia o nich. Za nią idzie sporo astrofizycznych smaczków, pojawiają się bohaterowie o sławnych nazwiskach i plansze z rysunkami planet i galaktyk. Jeśli odwiedzicie facebookowy profil Robinsona, zobaczycie, że często umieszcza tam artykuły o kosmosie i jego losach.

4

Robinson jest fascynatem astronomii, ale też Beatlesów i Gwiezdnych Wojen. Od 2013 prowadzi z Petem Bonavitą podcast Star Wars Minute, gdzie objaśniają sagę… minuta po minucie (www.starwarsminute.com, mają także kanał na YouTube). Z kolei w 2014 powiększyli trochę zespół i stworzyli AlphaBeatical, gdzie omawiają piosenki chłopaków z Liverpoolu w kolejności alfabetycznej. Ten projekt skończył się w maju na Your Mother Should Know. Jeśli kochacie ten zespół, zajrzyjcie na www.alphabeatical.com i do poprzednich komiksów tego autora.

Najbardziej znaną książką Robinsona jest Box Office Poison, opowiadająca historie z życia kilkorga współlokatorów i ich znajomych. Jeśli to czytaliście, Our Expanding Universe da wam wrażenie kontynuacji, chociaż z nieco innymi bohaterami… Niektórzy wydają się być starszą wersją tych z poprzedniej pracy, a główne pytanie obu historii brzmi: jak to jest być dorosłym w świecie popkultury, do której Box Office nawiązuje znacznie częściej niż Universe. To świadoma decyzja, próba uczynienia nowego komiksu bardziej ponadczasowym.

Our Expanding Universe nie zawiera gotowych rozwiązań i rad, jak sobie poradzić z istnieniem przyjaciół, którzy „chcą wszystko popsuć”. Może znajdą się w nim podpowiedzi w stylu „niektórzy robią tak…” Pozwala za to choć na chwilę spojrzeć na „dorosłe” plany cudzymi oczami. To świetna, dobrze skomponowana książka, w której słychać bardzo różne głosy i pomysły na życie. Jest też o lojalności, o tym, jak się ją okazuje kumplom i żonie (co można spokojnie stosować także gdy ma się męża). A nade wszystko, nic tu nie jest patetyczne, przyciężkawe ani przedstawione z pozycji wszechwiedzącego.

Ocena: 10/10

Plusy

+ dobrze skomponowana opowieść
+ żadnego nauczania „jak jest”
+ wiarygodni bohaterowie o bogatej psychice
+ dobry punkt wyjścia do zostania fanem Alexa Robinsona

Minusy
– raczej nuda dla nastolatków niemających takich problemów
– tylko jedna scena walki

Autor: Fushikoma

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).