Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby Władca much był pięknie i kolorowo zilustrowaną baśnią? Pewnie nie, na co dzień podobne rzeczy przychodzą do głowy ludziom pokroju Stephena Kinga, ale jak widać nie tylko. Piękna ciemność jest tego najlepszym przykładem. Wystarczy przekartkować album, by zauważyć, że to przepięknie w swej prostocie zilustrowana historia kojarząca się z bajkami o kolorowych bohaterach zamieszkujących las. Bliższe spojrzenie pokazuje jednak coś zgoła innego, jakże realistycznego w swej brutalności i odzierającego z wszelkich złudzeń, choć nie zatracającego jednocześnie niewinności postaci zdających się pozbawionymi świadomości tego, co się dzieje i jakie konsekwencje mają ich czyny.

Czym byłaby bajka bez przyjęcia, gdzie piękna dziewczyna w zwiewnej sukni i przystojny, o książęcych manierach chłopak, zasiadają wspólnie, by zjeść coś i wypić w swoim towarzystwie? Od tego właśnie zaczyna się Piękna ciemność. Co może pójść nie tak? Nagle na bohaterów zaczyna kapać jakaś czerwona substancja, wszystko wokół rozpada się w galaretowatą paćkę. Nasza bohaterka, Aurora, i pozostali uciekają w popłochu, wybiegając na deszcz. Wtedy okazuje się, że wszyscy są malutkimi stworzeniami, a uciekli właśnie z leżących w lesie zwłok dziewczynki, które traktowali niczym dom.
Po tym nic już nie jest takie samo, a nakreślone w tym momencie ramy zaczynają wyznaczać tor całej opowieści. Nasi bohaterowie żyją w lesie jak niczego nieświadome dzieci. Wciąż trzymają się blisko rozkładającego się ciała dziewczynki, ale muszą jakoś radzić sobie w świecie, zdawałoby się, im obcym. Wyrywają odnóża owadom, w poszukiwaniu jedzenia porywają się na szalone wyczyny, które często kończą się dla nich tragicznie, jedna z bohaterek pożera nawet swoją malutką towarzyszkę, a na oburzenie koleżanki reaguje prosto – by udawały, że jest w ciąży, na co ta z ochotą się zgadza. Pojawiają się jednak pytania o to, do czego to wszystko zmierza i prawdziwą naturę oraz pochodzenie bohaterów…

Mocna, poruszająca, dla wielu pewnie także wstrząsająca, Piękna ciemność to zdecydowanie najlepszy i najbardziej oryginalny komiks, jaki czytałem od wielu miesięcy. Sięgając po niego nie miałem pojęcia, co znajdę w środku, zachwyciły mnie jednak ilustracje i sama okładka – i to do tego stopnia, że już wtedy wiedziałem, iż będę miał do czynienia z czymś niezwykłym. Tym bardziej cieszę się, że nie poznałem wcześniej choćby blurba, dzięki temu mogłem podejść do albumu z czystym umysłem i dać mu się zaskoczyć. Najbardziej pozytywnie, jak to możliwe oczywiście.

Bo Piękna ciemność to coś o wiele więcej niż suma poszczególnych elementów składających się na całość. Określenie, że to brutalna i krwawa bajka byłoby wielkim uogólnieniem. To w końcu taki komiksowy odpowiednik Władcy much, podobnie ambitny, podobnie głęboki i w podobnie bezlitosny sposób rozliczający się z bezwiednym dziecięcym okrucieństwem, pierwotnymi instynktami i naszą własną, jakże bezlitosną, choć jednocześnie niewinną naturą.

Czyta się to znakomicie. Na rynku komiksowym co prawda nie brakuje cartoonowo i dziecinnie rysowanych komiksów, które są jednocześnie dziełami brutalnymi i krwawymi, jednak żadne z nich nie robi takiego wrażenia jak Piękna ciemność. O jej sile decyduje nie chęć szokowania, a pokazania za sprawą szokujących elementów czegoś więcej. Dzięki temu wszystko jest tu na swoim miejscu i daje piorunujący efekt finalny. Tym większy, że całość jest po prostu rewelacyjnie zilustrowana. Z jednej strony mamy tu prostotę i cartoonowość połączone z barwnymi kolorami, z drugiej dosadny realizm, kiedy na scenę wkraczają postacie z realnego świata. Rezultat autentycznie poraża i zachwyca. Każdy więc, kto szuka dobrego, mocnego i dojrzałego komiksu, będzie po prostu urzeczony.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

ZOBACZ W SKLEPACH

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Piękna ciemność
Data premiery: czerwiec 2018
Scenariusz: Fabien Vehlmann
Rysunki: Kerascoët
Typ: komiks
Gatunek: fantastyka

Dodaj komentarz

avatar