Recenzja komiksu Plants vs Zombies: Garden Warfare

1

Kto nie chciałby zobaczyć siebie samego mającego 20 lat więcej? Czy podróż w czasie jest możliwa? Jak duży wpływ na przyszłość ma podejmowanie złych decyzji? O tym przekonają się główni bohaterowie kolejnej odsłony komiksowych przygód z serii Plants vs Zombies.

Paul Tobin pokazał, że jest scenarzystą uniwersalnym. Nieobce mu są wiedźmińskie klimaty, odnajduje się w tematyce horroru, i co najciekawsze, nie unika wyzwań dotyczących komiksów dla dzieci. Tym razem Tobin zabrał się za fabułę Plants vs Zombies: Garden Warfare, czyli kolejnej części przygód Patrice Blazing i Nate’a Timely, wydanej przez Dark Horse Comics. Za stronę graficzną komiksu odpowiadają, znani z wcześniejszych części, Matthew J. Rainwater i Steve Dutro oraz, debiutujący zresztą w Plants vs Zombies, Jacob Chabot, którego talent można podziwiać w m.in. Simpsons Comic oraz w komiksowych przygodach SpongeBoba.

1

Po nieudanej akcji zdobycia Neighborville, Dr Zomboss zamyka się w swojej twierdzy. Obmyślając nową taktykę na podbicie miasta, konstruuje stalowy zadek (tak, zadek), który inspiruje go do stworzenia mechów. W niedługim czasie udaje mu się stworzyć mechaniczną armię, ale na tym nie poprzestaje. Obmyśla plan zdobycia nowej technologii z przyszłości, która raz na zawsze pozwoli mu przejąć władzę w Neighborville. Za sprawą nowopowstałego wehikułu zaczyna swoje poszukiwania w pętli czasu. W międzyczasie mechy Zombossa zdobywają coraz to większy obszar miasta. Na pomoc Patrice i Nate’owi, którzy jak zwykle bronią swojej miejscowości, przychodzą… Patrice i Nate z przyszłości! Poza nimi pojawiają się też inne postacie, które mają ogromny wpływ na zaistniałą sytuację. Dr Zomboss również zyskuje sprzymierzeńców, co zapowiada niezłą jatkę, a przy okazji gwarantuje czytelnikowi świetną zabawę. Czy Dr Zombossowi uda się przy pomocy wehikułu czasu zdobyć technologię z przyszłości? Jaką rolę odegra maszyna stworzona przez Crazy Dave’a, której działanie opiera się na śpiewie płazów? Od kogo i dlaczego mieszkańcy Neighborville, poza głównymi bohaterami, otrzymali bilety na rejs statkiem? I skąd nagle w mieście pojawiły się setki kóz?

1

Garden Warfare, w porównaniu do poprzednich części, wyróżnia się szatą graficzną. Za sprawą Jacoba Chabota postacie są bardziej wyraziste i kolorowe. W nielicznych kadrach można rozpoznać schematy graficzne pojawiające się w komiksach ze SpongeBobem. I to tyle, jeśli chodzi o różnice w stosunku do wcześniejszych tomów. W takim razie, co je łączy? Na pewno absurdalny humor, którego Paulowi Tobinowi odmówić nie można oraz główni bohaterowie wraz z antagonistą, bez których cała seria komiksów o roślinach i zombie nie mogłaby istnieć.

1

Plants vs Zombies: Garden Warfare to doskonałe uzupełnienie serii. Pełne humoru oraz niespodziewanych zwrotów akcji ucieszy niejednego fana walecznych roślin. To doskonała pozycja zarówno dla najmłodszych, jak i dla nieco starszych czytelników, którzy cenią sobie dobrą zabawę. Jedynym mankamentem Garden Warfare jest to, że bardzo szybko się go czyta.

Ocena: 9.0/10

Plusy
+ absurdalne poczucie humoru
+ dużo nowych postaci
+ żywe kolory
+ dynamiczne kadry
+ komiks idealny dla dzieci

Minusy
– zbyt szybko się czyta
– momentami można się zgubić w natłoku akcji

Autor: Kisiel

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.