Recenzja komiksu Plants vs Zombies: Grown Sweet Home

1

Czy bycie człowiekiem to trudne zajęcie? Co wyróżnia ludzi na tle pozostałych gatunków? Wykonywanie jakich czynności sprawia, że możemy nazwać kogoś pełnoprawnym homo sapiens?

Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w Plants vs Zombies: Grown Sweet Home wydanym przez Dark Horse Comics. Scenariusz kolejnej odsłony przygód Nate’a Timely i Patrice Blazing napisał nie kto inny jak Paul Tobin, twórca znany wszystkim z poprzednich części. Za kwestie wizualne odpowiadał z kolei debiutujący w serii PvsZ Andie Tong, który pracował już przy takich tytułach jak Spectacular Spider-Man czy Smallville. Swój udział w powstaniu Grown Sweet Home mają też Matthew J. Rainwater oraz Steve Dutro, stanowiący już stałą część ekipy spod znaku zombie i roślin.

1

Akcja komiksu toczy się po wydarzeniach znanych z Garden Warfare. Po ciężkiej batalii mającej ocalić miasto przez hordami zombie, główny antagonista – Dr Zomboss znika. Ukrywając się w swojej tajnej kryjówce na nowo planuje zdobycie spokojnego Neighborville. W międzyczasie, w wyniku dość aktywnego trybu życia Crazy Dave’a, który prowadząc eksperymenty zakłóca ciszę nocną, część roślin decyduje się opuścić hałaśliwe lokum. Na pomoc przychodzą niezawodni Patrice Blazing i Nate Timely, oferując im możliwość zamieszkania w starym domu Crazy Dave’a, z dala od zgiełku. Jak się później okazuje, samodzielność oraz niezależność to nie taka prosta sprawa. Przyzwyczajone do luksusu rośliny muszą nauczyć się przydatnych w życiu czynności, takich jak pranie czy gotowanie. Z pozoru proste zadanie okazuje się być ponad siły głównych bohaterów. W tym samym czasie Dr Zomboss przez przypadek natrafia na Patrice oraz jej dziwnie zachowujących się przyjaciół. Przyglądając się bliżej zaistniałej sytuacji wpada na genialny plan podbicia miasta… od wewnątrz. Aby tego dokonać, będzie musiał nauczyć swoją armię zombie postaw typowo ludzkich, niewzbudzających podejrzeń lokalnych mieszkańców. Ale jak tego dokonać? Do czego posunie się Zomboss, aby wydobyć jak najwięcej informacji od niczego niedomyślających się nastolatków i ich armii roślin? Jakie techniki sprawią, że sympatyczni przedstawiciele flory zechcą nauczyć się wielu praktycznych rzeczy? Jakie zadania czekają na głównych bohaterów? Aby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać Grown Sweet Home.

1

Kolejna już komiksowa odsłona przygód nierozgarniętych nastolatków i ich pupilów, na którą składają się wydane w 2015 roku zeszyty Plants vs Zombies #4-6, to moim zdaniem najgorsza z wszystkich dotychczasowych części. Humor momentami jest strasznie naciągany, a akcja miejscami zwalnia do takiego tempa, że nudę mamy gwarantowaną. Nie można się za to przyczepić do elementów wizualnych, bowiem grafika jest na zadowalającym poziomie, a większość kadrów obfituje w szczegóły. Pod względem palety barw Grown Sweet Home nie odbiega od poprzedników.

1

Paul Tobin wraz z garstką grafików stworzył pięć dodatkowych historii (możliwe, że w ramach rekompensaty za kiepski scenariusz, znajdujących się na końcu komiksu. Warto przeczytać absurdalne Chestbeard’s Revenge, które dzięki wspaniałym rysunkom Karima Friha oraz luźnej i zabawnej fabule bije na głowę Grown Sweet Home pomimo czterech(!) stron. Uwagę tu przykuwa maszyna o wdzięcznej nazwie „Robotic Orange Juice”, nawiązującej być może do filmu Stanleya Kubricka Mechaniczna Pomarańcza. Kolejne historie może i nie urzekają wizualnie, ale można się z nimi zapoznać w ramach zadośćuczynienia za całość. Za kwestie graficzne pozostałych części odpowiadają Nneka Myers oraz Brian Churilla.

1

Komu mogę polecić Plants vs Zombies: Grown Sweet Home? Chyba tylko fanatycznym zwolennikom serii, choć może i im nie do końca spodoba się jakby na siłę pisany scenariusz.

Ocena: 3/10

Plusy
+ żywe kolory
+ szczegółowe kadry
+ Chestbeard’s Revenge jako dodatkowa historia
+ brak ograniczeń wiekowych

Minusy
– nudny i niezbyt wciągający scenariusz
– naciągany humor
– najnudniejsza i najmniej zabawna z dotychczasowych części

Autor: Kisiel

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.