Recenzja komiksu Plants vs Zombies: Timepocalypse

1

Mimo doskonałych recenzji Plants vs Zombies, nic nie zapowiadało kontynuacji gry, ale już w 2013 roku za sprawą PopCap Games oraz studia Electronic Arts, na rynku pojawiła się druga odsłona tego kultowego tower defence – Plants vs Zombie 2: It’s About Time.

Równie dobre recenzje zebrała komiksowa historia zainspirowana pierwszą odsłoną gry. Plants vs Zombies: Lawnmageddon, bo o nim mowa, szybko znalazł uznanie wśród dojrzałej, jak i dużo młodszej rzeszy czytelników. Po dużym sukcesie Lawnmageddon, PopCap wraz z Dark Horse Books postanowiło wydać kontynuację, a za jej powstanie odpowiadało to samo trio, dzięki któremu pierwsza część okazała się dużym sukcesem. Paul Robin, odpowiedzialny za scenariusz, wykonał kawał dobrej roboty. Dzięki niemu Plants vs Zombies: Timepocalypse jest bardziej rozbudowany i mocniej wciąga niż część pierwsza. Odpowiadający za szatę graficzną Ron Chan oraz Matthew J. Rainwater zachowali wygląd postaci z poprzedniej części, ale urozmaicili kadry o dodatkowe kolory, dzięki czemu komiks jest żywszy i bogatszy kolorystycznie.

2

Przyjrzyjmy się teraz fabule. W Plants vs Zombies: Lawnmageddon, po udanej obronie miasta przed hordami zombie, wściekły Dr.Zombos ucieka poprzysięgając zemstę. Mając wystarczająco dużo czasu, obmyśla plan doskonały. Już na początku Plants vs Zombies:Timepocalypse dowiadujemy się, że stworzył machinę mającą zasłonić słońce, będące jedynym źródłem energii dla wszystkich roślin, stanowiących jedyną broń ludzkości w walce z bezmózgimi zombie. Po jasnej stronie znów spotykamy znanych z pierwszej części Nate’a Timely’a, Patrice Blazing oraz Crazy Dave’a. Rozwój sytuacji sprawia, że pole bitwy pomiędzy diabolicznym Zombosem a roślinami, dowodzonymi przez głównych bohaterów, znajduje się w różnych miejscach i… w różnym czasie. Za sprawą maszyny czasu, potyczki o zagubione przez Zombosa w czasoprzestrzeni elementy machinarium mają miejsce w starożytnym Egipcie, w przyszłości oraz wielu innych, kluczowych dla świata momentach historycznych. Czy Zombosowi uda się odnaleźć wszystkie brakujące części do swojej maszyny? Czy nowe rodzaje roślin, poznane podczas wędrówki w czasoprzestrzeni, pozwolą głównym bohaterom zniweczyć plany geniusza zła?

3

Podobieństwo pomiędzy Timepocalypse a Lawnmageddon jest widoczne gołym okiem. Ta sama kreska, ci sami bohaterowie i czarne charaktery. Jest jednak kilka detali, które sprawiają, że kontynuacja jest o wiele ciekawsza niż część poprzednia. To przede wszystkim scenariusz oraz nowe rośliny, znane z drugiej odsłony gry. Pojawia się uwielbiany przez graczy seler, który niczym Rocky Balboa nokautuje swoich przeciwników. Są też laserowe fasolki, które niejednego gracza uratowały przed porażką, a ich moc została bezbłędnie przedstawiona w scenach walki. Humor zaprezentowany w Timepocalypse jest jeszcze bardziej absurdalny niż w Lawnmageddon, dzięki czemu nie ma mowy o nudzie.

4

Plants vs Zombies: Timepocalypse to doskonały przykład na to, że kontynuacja nie musi być gorsza niż pierwowzór. Druga część jest zdecydowanie bardziej wciągająca, jest więcej zwrotów akcji a poziom humoru miejscami dorównuje niektórych skeczom Monthy Pythona.

Ocena: 9.5/10

Plusy

+ wciągający scenariusz
+ absurdalne poczucie humoru
+ nowe postacie
+ nawiązanie do 2. części gry
+ żywe kolory
+ dynamiczne kadry

Minusy

– zbyt krótki

Autor: Kisiel

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.