Recenzja komiksu Rat God

okładka

Cthulhu na prezydenta! Po co wybierać mniejsze zło? – to hasło pojawia się w memach w kontekście każdej kampanii prezydenckiej w USA; tym razem Wielki Przedwieczny na pewno miałby spore szanse pokonać (i pożreć) Trumpa.
Kto by się spodziewał, że H.P. Lovecraft, autor pulpowych horrorów z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, zmarły w biedzie i zapomnieniu, spłodzi w swym umyśle istotę, która zostanie bohaterem masowej wyobraźni… Jednak Cthulhu to przecież nie jedyne dziecko Samotnika z Providence.

Twórczość Howarda Phillipsa Lovecrafta powszechnie kojarzona jest z mackowatymi potworami, zakazanymi księgami, szalonymi kultystami oraz kilkoma kultowymi ekranizacjami (polecam szczególnie Re-Animatora). Jednak autor Zewu Cthulhu nie ograniczał tematyki swoich opowieści wyłącznie do bluźnierczych, nieopisywalnych i plugawych istot, zamieszkujących cyklopowe miasta o nieeuklidesowej architekturze. Zabarwiał swoje opowiadania również bardziej przyziemnymi lękami – przede wszystkim strachem przed Obcym. U Lovecrafta osoby o kolorze skóry innym niż biały (Indianie, Murzyni, Chińczycy) stanowią zagrożenie dla aryjskiej cywilizacji. Gromadzą się przy blasku ognia, by odprawiać nieludzkie rytuały ku czci mrocznych bóstw, przyczyniając się do skażenia ludzkości. Ten właśnie motyw zainspirował Richarda Corbena (Den, Punisher, Hellblazer) do stworzenia pięcioczęściowej serii Rat God (Szczurzy bóg), wydanej w 2015 roku przez Dark Horse Comics, teraz dostępnej także w formie zbioru.

2

To nie pierwsze zetknięcie Corbena z tym tematem – wcześniej ilustrował opowiadania Lovecrafta na potrzeby marvelowskiej miniserii Haunt of Horror. Tym razem rysownik i scenarzysta w jednej osobie zapragnął kontynuować myśl mistrza, tworząc komiksowy pastisz naszpikowany odniesieniami do mitów Cthulhu. Wyszło jednak trochę inaczej niż zamierzał – w pewnym momencie opowieść zmierza w kierunku zgoła nie lovecraftowskim, co paradoksalnie wychodzi jej na dobre. Ileż można bowiem czytać o ludziach, którzy wpadają w otchłań szaleństwa po spotkaniu z rzeczami, których żaden człowiek nie powinien poznać?

2

Bezpośrednim nawiązaniem do twórczości Samotnika z Providence jest tutaj przede wszystkim postać głównego bohatera komiksu, Clarka Elwooda – intelektualisty i doktoranta na Uniwersytecie Miskatonic, a przy tym zajadłego rasisty i snoba – będącego de facto odzwierciedleniem, również fizycznym, poczciwego i tolerancyjnego Howarda Philipsa. Rzeczony mister Elwood opuszcza Arkham w poszukiwaniu ukochanej, która zniknęła z miasta w tajemniczych okolicznościach. Po drodze bohater uczestniczy w serii niesamowitych incydentów, by trafić wreszcie do odciętej od świata osady zamieszkanej przez rdzenną ludność, która uległa niewytłumaczalnej inwolucji i zdziczeniu. Corben pieczołowicie odmalowuje stworzone na potrzeby komiksu indiańskie plemię Cthanhluków, łącznie z jego językiem, strojami i mową znaków (Indian Sign Language)- wzmaga to wrażenie obcości i niezrozumienia, tak ważne w prozie Lovecrafta. Pompatyczny styl opowieści złożonej ze znanych motywów grozy przełamywany jest za pomocą ironii obecnej zarówno w warstwie słownej, jak i rysunkowej. Kreska jest bardzo specyficzna, undergroundowa i karykaturalna, co nie każdemu może przypaść do gustu – szczególnie, jeśli jest to pierwsze zetknięcie z tym twórcą.

2

Historia zawarta w Rat God sama w sobie nie jest szczególnie porywająca czy oryginalna; komiks, czytany w oderwaniu od twórczości Lovecrafta wiele straci, dlatego polecam go przede wszystkim odbiorcom zaznajomionym z Zewem Cthulhu, Koszmarem w Dunwich i Widmem nad Innsmouth (oraz Necronomiconem).

Dzieła Samotnika z Providence nieustannie inspirują filmowców, pisarzy, a także twórców komiksowych, na czele z Alanem Moore’em oraz Mike’em Mignolą. Corben ze swoim Rat Godem nie jest na tym tle wyjątkowy, ale fani mitologii Cthulhu nie będą zawiedzeni jego komiksem.

Ocena: 6/10

Ocena dla fanów Lovecrafta bądź Corbena: 7/10

Ocena dla fanów obu autorów: 8/10

Plusy:
+ wykorzystanie mniej znanych motywów z twórczości Lovecrafta
+ czarny humor
+ plemię Cthanhluków!

Minusy:
– raczej dla koneserów twórczości Richarda Corbena
– lektura dla czytelników zaznajomionych z opowiadaniami Lovecrafta

Autor: Martinez

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...