Sass and sorcery. Nie do końca obiektywna recenzja komiksu Rat Queens Volume 1

Rat Queens 1

Rat Queens to komiks, który od dawna chciałam przeczytać. W sumie nie wiedziałam dokładnie, co się w nim dzieje, ale etykietka „jeden z najlepszych komiksów feministycznych” (źródło: Wikipedia) wydała mi się bardzo interesująca. I oto proszę – jak na zawołanie dostałam tom pierwszy na urodziny. Czy komiks okazał się wart swojej sławy?

Fabuła tomu pierwszego, zatytułowanego Sass and Sorcery, nie odbiega specjalnie od schematu znanego z gier RPG. Dawno, dawno temu, w bliżej niezidentyfikowanym świecie fantasy, było sobie miasteczko „Palisade”. Gdyby nie rezydujące w nim drużyny poszukiwaczy przygód, mogłoby to być bardzo spokojne miejsce, ale niestety… Dlatego też ktoś postanawia się awanturników pozbyć.

Gdzie tu miejsce na feminizm?

Otóż, tytułowa drużyna, Rat Queens, składa się z samych kobiet.

Mogłoby się wydawać, że jest to niewielka zmiana, a jednak! W odbiorze różnica jest wręcz kolosalna. Jako nastolatka zawsze miałam wrażenie, że świat RPG zdominowany jest przez bohaterów męskich (co nie przeszkadzało mi w namiętnym zabijaniu potworów przy komputerze), a kobiety to co najwyżej mogą być magami albo obiektami westchnień. Czasem jednym i drugim, tak jak Aerith z Final Fantasy VII. W Rat Queens natomiast, znalazło się miejsce dla:
– Hannah, Rockabilly Elfiej Kapłanki,
– Violet, Hipsterskiej Krasnoludki-Wojowniczki,
– Dee, Ludzkiej Kapłanki-Ateistki,
– Betty, Hippisowskiej Złodziejki-Niziołki[1].

Wszystkie cztery panie są silne i utalentowane w swojej dziedzinie, tak więc w trakcie lektury towarzyszyło mi bardzo miłe poczucie girl power. Dodatkowo wszystkie elementy związane z tematyką „magii i miecza” (ciężko przegapić aluzję w tytule tomu, prawda?) potraktowane są przez scenarzystę z urzekającą lekkością. Kurtis J. Wiebe nie próbuje pisać parodii, ale w jego pisaniu nie sposób nie dostrzec poczucia humoru oraz dużej dozy dystansu do swojego dzieła. Dzięki temu komiks czyta się lekko i przyjemnie, bez nieprzyjemnych doznań, jakie wywołuje czasem nadmiar patosu.

Rat Queens 2

O sile komiksu zdecydowanie stanowią jego protagonistki. Są to bardzo sympatyczne i dobrze wykreowane postaci. Co prawda pięć zeszytów to trochę mało miejsca na głęboką analizę charakterów, zwłaszcza w gatunku fantasy RPG. Na początku więc prawdopodobnie zapamiętamy tylko najbardziej wyróżniające się cechy dziewcząt. Hannah jest wredną lecz śliczną zołzą w typie Yennefer, ciemnoskóra Dee ma problemy z nieśmiałością, a drobniutka blondynka Betty lubi słodycze i halucynogenne grzybki. Widać jednak pewne wskazówki odnośnie historii i osobowości naszych bohaterek, które najprawdopodobniej rozwijane są w kolejnych tomach. Szczególnie intryguje mnie historia Violet, która pomimo dziarskiego wyglądu najwyraźniej skrywa bolesny sekret z przeszłości. Jak pokazał Pratchett, historie emancypacji kobiet-krasnoludów mogą zaskoczyć głębią.

Recenzje z tyłu okładki zachwalały Rat Queens za „zróżnicowane projekty postaci kobiecych”. Faktycznie, Roc Upchurch zadbał o to, by każda z dziewcząt wyglądała odpowiednio do swojej rasy i profesji. Nie wpada przy tym w schematy RPG i nie stara się rozbierać swoich bohaterek na siłę, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Również postacie drugoplanowe wyglądają bardzo zgrabnie, a przy tym bardzo zapadają w pamięć. Dzięki rysunkom Upchurcha przedstawiona w komiksie historia unika pułapki erotyzacji[2] i wypada zaskakująco… realistycznie. To znaczy, o ile historię o bijatykach z potworami na magię i miecze można uznać za realistyczne.

Na sam koniec chciałabym wyjaśnić jedną rzecz. Być może w trakcie czytania recenzji odnieśliście wrażenie, że Rat Queens to „feministyczna propaganda”, lub że autorzy skupiają się promowaniu różnorodności za wszelką cenę. Tak nie jest! W komiksie nie czuć żadnej przesady czy też wymuszonych zachowań. Jest to po prostu historia czterech dziewcząt, które lubią awantury i walkę z potworami. Nic więcej, ale też nic mniej. Tyle wystarczy, by stworzyć naprawdę dobry komiks, który spodoba się zarówno feministkom, jak i wyjadaczom Dungeons&Dragons.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Rat Queens vol. 1 Sass and Sorcery
Wydawnictwo: Image Comics
Scenariusz: Kurtis J. Wiebe
Rysunki: Roc Upchurch
Typ: komiks
Data premiery: 26 marca 2014
Liczba stron: 128

[1]Nie jestem pewna, czy to jest prawidłowe tłumaczenie słowa smidgen, ale…
[2]No bo jak to, cztery dziewczyny w jednej drużynie? Niektórzy rysownicy i/lub scenarzyści uczyniliby z tego orgię!

Ilustracje pochodzą z naszego Instagrama @nietylkogry

Joanna Kaniewska

Joanna Kaniewska

Japonistka, tłumaczka, badaczka popkultury, rocznik 1991. Nie boję się słowa na F (kończącego się na „izm”). Nie zgorszy mnie też słowo na G (kończącego się na „er”). Lubię pisanie, podróże, muzykę, kwiaty i pocztówki. Czasem dzielę się przemyśleniami na swoim blogu: typebnegativenowonderland.wordpress.com
  • Dobry tekst, czytało się go płynnie i naturalnie. Szacunek 😀

    Co do postaci w RPGach. Ja jednak jestem zatwardziałym osobnikiem, dla którego wojownik z wielkim mieczem to musi być facet. Całe szczęście, że wojownikami pogardzam i bardzie skupiam się na klasach typu jakiś łotrzyk czy łowca – a w takich odsłonach kobiety prezentują się znacznie, znacznie lepiej :DD A pomijając klasy postaci – kobieta-krasnolud… Okropieństwo. Udawajmy, że to nigdy nie istniało i krasnoludy rozmnażają się przez podział komórek xD

    • Cieszę się bardzo, że tekst się podobał – nawet mimo różnicy opinii 🙂