Red Hood Okładka

“Ludziom warto dać szansę. Mogą nas wtedy pozytywnie zaskoczyć.” Ten dosyć istotny dla całej serii banał, wypowiedziany przez Batmana na samym jej początku, zdaje się być bezpośrednią prośbą scenarzysty, Scotta Lobdella, do czytelników. Wieści o pozostawieniu komiksu w jego rękach wywołały wśród fanów takie niedowierzające, chóralne “proszę nie”. Nic dziwnego, przecież głównym jego osiągnięciem z czasów New 52 było sprowadzenie Starfire do roli ucieleśnienia niegrzecznych fantazji o seksownych kosmitkach. Czyli mamy do czynienia z kolejnym chybionym pomysłem, który dołoży kolejną deskę do trumny nowego bloku wydawniczego DC Comics, prawda? Otóż nie, bo okazuje się, że czasem ludziom faktycznie warto dać szansę.

Red Hood and the Outlaws vol. 2: Who is Artemis? to drugi tom zbiorczy nowego runu, więc chyba przyda się wam małe, możliwie bezspoilerowe wprowadzenie. Poprzednio Red Hood odkrył, że burmistrza Gotham zarażono techno-organicznym wirusem (wszelkie podobieństwo do Marvela przypadkowe) i po mało dyplomatycznym zaaplikowaniu poszkodowanemu odtrutki został, całkiem słusznie, uznany za zamachowca. Dało mu to powszechny szacun na dzielni i otworzyło drogę do gangu Czarnej Maski – głównego podejrzanego o zarażenie polityka. Ciągiem prawie niewymuszonych zbiegów okoliczności były Robin poznaje przyszłych-nowych Outlaws, Artemis i Bizarro. Ostatecznie eliminuje też z gry czarnogębego przestępcę, w charakterystyczny dla siebie sposób (czyli trochę mrok, ale nie za bardzo, bo by się Batman-senpai zawiódł).

Red Hood Skan 1

Po wyjaśnieniu kulis zawiązania się ekipy przychodzi pora na bardziej szczegółowe ogarnięcie genezy jej członków. Większość drugiego tomu jest poświęcona tytułowej Amazonce – Artemis. Poszukiwanie zaginionego przed laty artefaktu wiedzie ją na Środkowy Wschód. W rozdartym wojną Quracu, który przypadkiem jest też miejscem pamiętnego spotkania czaszki Jasona z łomem, jedna ze stron zdaje się złomować miejscową infrastrukturę w sposób charakterystyczny dla poszukiwanego przez ognistowłosą wojowniczkę pradawnego Łuku Ra. Przy okazji typowej rozwałki dowiadujemy się więcej na temat przeszłości bohaterki, zagłębiamy się w przeżartą traumą psychikę wychowanka Batmana i obserwujemy, jak Bizarro nieświadomie ratuje sam sobie życie, a następnie zostaje bohaterem małej społeczności.

Red Hood Skan 2

Typowa i banalna fabuła superhero? Jak najbardziej, ale nic w tym złego. Dostatecznie wiele jest komiksów, które są dobre, bo “ukazują superbohaterów w innych okolicznościach”, bez bujania w obłokach. Tym razem jest magia, artefakty, ograniczenie mroku i sporo całkiem sympatycznych momentów. Lobdellowi udało się dowieść, że potrafi wyciągnąć wnioski z krytyki i napisać fantazyjną sztampę, której głównym motorem napędowym jest skupienie się na rozwoju bohaterów i występującej między nimi relacji. Strasznie fajne jest to, że drużyna złożona z bootlegowych wersji głównych herosów uniwersum nie truje ciągle wyłącznie o tym, jak to pragną być tacy sami (albo przeciwnie) jak pierwowzory. Dobra, często otwarcie to przyznają, nie kryją szacunku i podziwu. Są jednak wyraźnie osobnymi postaciami o własnych motywacjach i mocno nakreślonych charakterach. Te mają z kolei wpływ na to, jak na naszych oczach w tymczasowym sojuszu wynikającym z okoliczności zacierają się zgrzyty, a zaczyna pojawiać się sympatia, troska, przyjaźń i nawet w coś na wzór uczuć rodzicielskich. Naiwny Bizarro uczy się całego świata jak urocze niemowlę o mocy bomby nuklearnej, Artemis powoli zrzuca twardą skorupę nieprzystępności, a lider grupy wciąż szuka akceptacji, głównie od samego siebie (wcale nie od Batmana, nic a nic!). Czasem to wszystko zdaje się nienaturalnie wyeksponowane, przerysowane, ale ani na chwilę nie traci uroku. Losami postaci łatwo się przejąć, a stopniowo budująca się między nimi chemia jest naprawdę zaraźliwa. Dzięki temu frajda z czytania jest duża, zwłaszcza dla miłośników widowiskowego, kolorowego mordobicia.

Red Hood Skan 3

No i właśnie w warstwie wizualnej leży druga siła tego albumu. Who is Artemis? zbiera zeszyty od #7 do #11 i w pierwszych dwóch nie uświadczymy niestety kreski głównego rysownika – Dextera Soya. Zastępujący go Mirko Colak i Kenneth Rocafort odwalili kawał dobrej roboty, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że pod względem szczegółowości, dynamiki i architektury kadrów ten pierwszy jest trochę zbyt powściągliwy, a drugi ma tendencję do przesady. Dopiero z Soyem do historii wraca wizualny konsensus, pełen porywającej akcji, przemyślanych kompozycji i plakatowych kadrów. Prostą konwencję fabularną podkreśla niewyszukana, ale bardzo intensywna i pieczołowicie dopracowana kolorystyka. Przyczepiłbym się tylko do mimiki, bo zawadiackie rozgniewanie zdaje się być wyjściową emocją większości bohaterów.

Red Hood Skan 4

Lobdellowi dałem szansę i nie żałuję. Nie stworzył komiksu nad wyraz ambitnego, nie wyszedł poza ramy gatunku i nie zaskoczył w jego kontekście. Do tego mu daleko. Udało mu się jednak napisać wciągającą, prostą opowieść, opierając ją głównie na barkach budzących sympatię charakterów i na ciekawie dobranej, wiarygodnie funkcjonującej kooperacji między nimi. Po dodaniu miejscami zachwycającej oprawy dostajemy tytuł nie tyle wybitny, co zwyczajnie bardzo porządny. Było mi to szczególnie potrzebne w tych czasach, gdy z jednej strony w pogoni za jakością odchodzi się od urokliwych sztamp, a z drugiej straszą inne pozycje z Odrodzenia, zupełnie niespełniające nawet minimalnych oczekiwań. Do tej pory uparcie twierdziłem, że “DC nie umie w superdrużyny”. Red Hood and the Outlaws udowodniło mi, że na szczęście mogę się mylić.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Red Hood and the Outlaws Vol. 2: Who Is Artemis?
Wydawnictwo: DC Comics
Autorzy: Scott Lobdell, Dexter Soy, Kenneth Rocafort, Mirko Colak, Veronica Gandini
Typ: komiks
Data premiery: 04.10.2017
Liczba stron: 144

Dodaj komentarz

avatar