Co jakiś czas pojawia się nowy zeszyt lub tom zbiorowy Sagi, którego recenzje zaczynają się od słów „najsmutniejszy”, „najbardziej mroczny”, „depresyjny”… Więc witajcie w pierwszym z nich. Przez trzy poprzednie zbiorówki oglądaliśmy szczęśliwych zakochanych, a potem rodzinę – nawet jeśli ściganą przez pół galaktyki. Teraz… teraz będzie dużo smutniej.

Marko i Alana wreszcie osiedli. Zaparkowali swoją drzewną rakietę na planecie Gardenia, gdzie mieści się studio nagraniowe… opery mydlanej bazującej na emocjonalnych dyskusjach i wrestlingu. No, i czasem sugestywnej bieliźnie. To nowa praca Alany. Tymczasem jej rogaty mąż zajmuje się dzieckiem. Jako obywatel Wieńca może poruszać się swobodnie po planecie, więc zabiera Hazel na plac zabaw i do szkoły tańca prowadzonej przez pewną uroczą młodą nauczycielkę. Założę się, że już czujecie ten dramat?

To naprawdę najcięższy tom z dotychczasowych. Porusza wątki nudy i samotności. Co dzieje się, gdy jedno z małżonków wychodzi codziennie do pracy, a drugie tylko siedzi w domu? Co to w ogóle znaczy pracować w rozrywce i od czasu do czasu chałturzyć? Pojawią się narkotyki i interwencje znajomych. Wydarza się „ta trzecia”. Jak mów Hazel na samym początku, to historia o tym, jak jej rodzice się rozstali.

Pamiętam swoje rozbicie po pierwszym zetknięciu się z tym tomem. Tandem Staples i Vaughan wciąga czytelnika tak głęboko w stworzony przez siebie nastrój, że poczujecie się, jakbyście sami byli w kryzysie i mieli poczucie, że nic już nie będzie dobrze. Ten mechanizm działa także wtedy, kiedy już znacie ciąg dalszy. Najpierw będzie poczucie beznadziei, potem jeszcze stres związany z eskalacją bezsensownej, niepotrzebnej przemocy – bo to w czwórce wydarza się coś, co znowu pchnie całą historię na nowe tory. Kolejny raz za sprawą Księcia Robota IV. Jeśli ogólnie nie macie ostatnio zbyt dobrych dni, lepiej nie czytajcie tego tomu bez możliwości płynnego przejścia do piątki. Nie obiecuję, że tam jest lepiej, ale na pewno po prostu coś pójdzie do przodu. Nie chce was też straszyć, że recenzowana zbiorówka kończy się jakoś mało konkluzywnie. Będzie clifhanger, ale część napięcia zdąży się rozładować.

Może sobie wyobrażam, ale słyszę pytanie od czytelników: co z Upartym? Napisałam o głównych bohaterach, zdradziłam, że wątek IV powróci… A Gwendolyn i reszta? Dziewczyny pojawią się na chwilę, sam łowca też, ale to jest ten tom, w którym te postacie przycichają. Bardzo klasyczny zabieg, Vaughan i Staples sprawili, że ktoś stał się nam drogi, ale jednocześnie zniknął z naszego horyzontu na dłuższy czas. Poczekajcie na niego, wróci, ale to będzie zupełnie inna historia.

Założę się, że spotkaliście się już z opinią, że cała ta Saga jest przereklamowana, bo w zasadzie nic się tam nie dzieje. Tak zwana akcja trochę przyspieszy w kolejnych tomach, jednak perspektywa i sposób opowiadania wybrane przez twórców (rodzina, wokół której kręci się wszystko; jedna narratorka) sprawia, że mimo dramatycznego tła fajerwerki godne sensacji czy komiksu superbohaterskiego prawie się nie zdarzają. Czasem ktoś dostanie w twarz, odbędzie się pościg czy brawurowa ucieczka – i tyle. Najwięcej działo się dotąd w tomie trzecim, bo zobaczyliśmy polityczny, wojenny kontekst nielegalności związku Alany i Marko. Ale zawężenie opowieści do ich spojrzenia sprawia, że czytelnik wie tyle, co bohaterowie, i przeżywa to razem z nimi. Stąd Saga ma charakter bardzo mangowy, jest skupiona na uczuciach i relacjach międzyludzkich. Jeśli nie macie ochoty na taką rzecz, to nie jest komiks dla was. A jeśli macie – zapraszam na długą podróż po galaktyce murem podzielonej.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz recenzencki.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Saga Volume 4
Wydawnictwo: Image Comics (Mucha Comics w Polsce)
Scenariusz: Brian K. Vaughan
Rysunki: Fiona Staples
Typ: komiks
Data premiery: 2014 (2016 w Polsce)

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Sparky Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Sparky
Gość
Sparky

Czytam komiksy już od kilku dekad. Mam ich kilka tysięcy. I jakoś tak się złożyło, że nigdy nie czytałem Sagi. Wiem o czym jest, m.in. z takich recenzji jak powyższa.
No i właśnie wczoraj nabyłem tom 1. Zobaczymy czy mnie wciągnie, jak wciągnęła pół komiksowego świata.