Tomy czwarty i piąty były bardzo, bardzo smutne. Podejrzewam więc, że z radością powitacie szósty – jeden z bardziej pozytywnych i pełnych energii odcinków Sagi od czasu jej początków. Powrócą starzy znajomi, magia znowu zadziała, a nasza ulubiona para będzie trzymać się razem.

Hazel i jej babcia zostały dość bezpardonowo, choć nie bardzo brutalnie, zabrane z drzewnego domu. Trafiły na planetę skrzydlatych, do miejsca będącego nieco patologicznym połączeniem więzienia i podstawówki. Ostatecznie wyszły na tym lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać, Klara ma klub książki, niemożliwe dziecko łyknęło wreszcie trochę edukacji. Jak wiecie z końcówki poprzedniej książki, potrwało to kilka dobrych lat. To oczywiste, że Marko i Alana robią w międzyczasie wszystko, żeby z powrotem zjednoczyć swoją rodzinę. Działają przy tym w niełatwym sojuszu z Sir Robotem.

Ten tom jest wręcz przepełniony energią i kolorami. Potem przekonacie się, że to jeszcze nie wszystko, na co stać Fionę Staples, ale już jest wspaniale. Twarze postaci są ekspresyjne jak nigdy, niektóre kadry z tego tomu (na przykład Hazel patrząca w oczy Klarze) stały się wizytówkami Sagi. Sir Robot nabrał płynności i naturalności ruchów, w których bardzo wyraźnie odbija się jego „skomplikowana” osobowość. Alana jest jeszcze bardziej pełna emocji, zwłaszcza przewrotności. Nie wszyscy wyładnieli, na przykład nasz ulubiony zły chłopak wróci w mocno odmienionej postaci, jako parodia siebie, a może najgorsza możliwa wersja, o tym jeszcze się przekonamy.

Vaughan także mistrzowsko rozwija… nie tyle historię (ten tom mimo wszystko ma dłużyzny, które bez magii Staples byłyby naprawdę nużące), ile filozofię Sagi. Kolejnym kultowym kadrem i cytatem z tego tomu jest stwierdzenie, że osoby, które znajdują wszystkie odpowiedzi w jednej książce – po prostu za mało ich przeczytały. Wypowiada je nauczycielka Hazel, najjaśniejsza (dosłownie) postać w jej szkolnym życiu, podczas gdy w tle Klara z koleżankami nabożnie czytają Heista. Bardzo doceniam tę autoironię. Vaughan najpierw zbudował mit, żeby potem samemu się z niego podśmiechiwać. Może właśnie po to go stworzył – jako punkt wyjścia dla rozważań o naiwności, cytowaniu autorytetów, pocieszaniu się słowem.

Jak zdążyliśmy się przyzwyczaić, tom zamknie się cliffhangerem… Ok, nie do końca. Zakończy się bardzo ważnym zdarzeniem, które sprawi, że nie będziemy mieć pojęcia, jak właściwie może potoczyć się dalsza część Sagi. Pewne będzie jedno – pozornie dysfunkcyjna zbieranina dawnych i niedoszłych wrogów może razem załatwić sporo ważnych spraw. To naprawdę siła mogąca stać się zarzewiem rewolucji. Z drugiej strony, po raz pierwszy nie zobaczymy nowych postaci, które wprowadzałyby kolejne wątki i problemy. Całość tego komiksu skupia się na rozdzielonej rodzinie i jej życiu.

Szósty tom Sagi pozwala głęboko odetchnąć po smutku i konfliktach z poprzednich. Bohaterowie może nie mają się dobrze, ale doskonale wiedzą, co robić. Mają jasny cel i dążą do jego realizacji. Vaughan i Staples dają nam doświadczyć gorączki i szalonej nadziei takiego stanu rzeczy. Jak wspominałam, zdarzają się tu dłużyzny, niektóre rozdziały mogą być odbierane nawet przez fanów jako „zapychacze”. Za pierwszym czytaniem cieszą, ale potem już się je szybko kartkuje. Jednocześnie dostajemy niejeden piękny kadr, pełen emocji, bez słów pokazujący, jak ważne w Sadze są relacje międzyludzkie.

Dziękuję wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz recenzencki!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Saga Volume 6
Wydawnictwo: Image Comics (Mucha Comics w Polsce)
Scenariusz: Brian K. Vaughan
Rysunki: Fiona Staples
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Typ: komiks
Data premiery: 2016 (2017 w Polsce)

Dodaj komentarz

avatar