Półautomagiczna spluwa. Recenzja komiksu Semiautomagic

    Semiautomagic cover

Po lekturze komiksu Archie vs. Predator, który miał całkiem śmieszne momenty splattera i gore, postanowiłem zapoznać się z innymi pozycjami napisanymi przez Alex de Campi. Wybór padł na Semiautomagic – nie ukrywam, że zaintrygował mnie już sam tytuł. Zbiór zawiera dwie historie – The Bomb That Will Bring Us Together oraz Throne of Blood – opublikowane wcześniej w odcinkach w periodyku Dark Horse Presents.

Główna bohaterka komiksu – Alice Creed wykłada religioznawstwo na Uniwersytecie Yale. Nie ma gwarancji stałego zatrudnienia, dlatego że dość często opuszcza zajęcia po to, by robić fuchy. Magiczne fuchy. Historia zaczyna się, gdy nasza protagonistka zostaje poproszona o pomoc przez bliską przyjaciółkę. Mieszkający z nią siostrzeniec zapadł w tajemniczy stupor o niewątpliwie nadnaturalnej proweniencji. Szybko okazuje się, że nastolatek pobrał z Internetu coś, czego nie powinien zobaczyć. Alice, zbrojna w smartfon i okultystyczną wiedzę, wyrusza więc w poszukiwaniu duszy chłopca. Na swej drodze spotyka innych adeptów sztuki magicznej, opętane przedmioty, zaklętych ludzi oraz potężne demony spoza naszej rzeczywistości. Walczy z nimi nie tylko za pomocą czarów (niekiedy rzucanych przez telefon), ale też obrzyna, noża czy… komputerowej myszki.

    Semiautomagic page 1

Całość przypomina trochę Sandmana (wizje przewijające się przez stronice są jakby żywcem wyjęte z Krainy Snów), a także Hellblazera (postać głównej bohaterki przywodzi na myśl Johna Constantine’a). Fabuła obu umieszczonych w tym tomie historii dotyczy inwazji nadprzyrodzonych bytów na naszą „normalną” rzeczywistość. Na drodze najeźdźców stoją Alice Creed i jej podobni, a także istoty pochodzące nie z tego wymiaru, ale w jakiś sposób ludzkości przychylne (choć w relacjach z nimi wskazana jest daleko posunięta ostrożność).

Historie są dość standardowymi horrorkami; jak już wspomniałem, autorka czerpie silną inspirację z klasyków Vertigo, ale pojawia się tutaj kilka interesujących rozwiązań fabularnych oraz nieoczekiwanych zwrotów akcji. Rzeczą nieco irytującą jest ustawiczne powtarzanie przez bohaterkę tego, co wydarzyło się na poprzednich stronach – wynika to z odcinkowej, antologicznej natury oryginału. De Campi nie boi się również drastycznych obrazów i nie stroni od epatowania obrzydliwością – więc jeśli nie lubicie widoku owadów czy pajęczaków bądź zakrwawionych ludzkich ciał, to lepiej nie sięgajcie po tę pozycję.

    Semiautomagic page 2

Kreska Jerry’ego Ordwaya, znanego polskim czytelnikom z wydawanego przez TM-Semic Supermana, ma klasyczny, profesjonalny sznyt. Rysunki monstrów nie z tej Ziemi są sugestywne i – na ile to możliwe – realistyczne, dzięki czemu wywierają mocne wrażenie. W przypadku grafiki mogę przyczepić się jedynie do nakładanych komputerowo „trójwymiarowych” kolorów; z tym artystą kojarzą mi się raczej oldschoolowe, płaskie barwy. Niemniej jednak maestria szkicu Ordwaya widoczna jest w każdym kadrze. Moim zdaniem to jeden z najbardziej niedocenianych twórców komiksowych; tym ciekawiej jest obejrzeć jego prace wychodzące poza superbohaterski krąg.

Semiautomagic to nie arcydzieło. Całość cierpi na mocną wtórność i siłą rzeczy nasuwają się porównania z lepszymi poprzednikami. Z drugiej strony akcja jest wartka, a rysunki bliskie ideałowi, dlatego miłośnicy komiksowych opowieści grozy nie będą zawiedzeni.

    Semiautomagic page 2

    Tytuł: Semiautomagic
    Scenariusz: Alex de Campi
    Rysunki: Jerry Ordway
    Wydawnictwo: Dark Horse Comics
    Rok wydania: 2016
    Liczba stron: 104

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...