Recenzja komiksu Sons of Anarchy Volume 1

Sons of Anarchy

Adaptacje czy kontynuacje komiksowe, nawet spin offy znanych seriali i filmów są praktyką dość powszechną. Jeśli coś się przyjmuje w jednym medium, wszystkie inne starają się to od razu przenieść na swój grunt. Wystarczy spojrzeć na tak kultowe dzieła, jak Star Wars czy Aliens, by przekonać się, jak eksploatować można przeboje. Zazwyczaj są to dzieła przeciętne, szczególnie adaptacje seriali (wystarczy wspomnieć komiksy z serii 24), czasem jednak trafiają się w tym błocie perełki i jedną z nich jest właśnie cykl Sons of Anarchy.

Córka Hermana Kozika znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jedyne co jej pozostaje to szukać ratunku wśród dawnych druhów ojca, Synów Anarchii Samcro. Narwany Tig postanawia zapewnić jej bezpieczeństwo wszelkim kosztem, nawet jeśli będzie to oznaczało krwawą wojnę…

 1

Zacznijmy od tego, że serialowego pierwowzoru nie widziałem, chociaż ten zaskarbił sobie uznanie wielomilionowej publiczności i sławę ciągnącą się przez siedem sezonów. Co w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło mi sięgnąć po album. I nie żałuję. Christopher Golden (spec od podobnych rzeczy, autor powieści o Buffy – postrachu wampirów) i Damian Couceiro (odpowiedzialny choćby za komiksy z cyklu Planeta Małp) stworzyli bowiem – kolokwialnie mówiąc – kawał dobrej roboty. W wyniku ich starań powstała opowieść, która zachwyci fanów serialu, serwując im nowe wątki spomiędzy sezonów 4 i 5, a zarazem akcję toczącą się równolegle do serii 5 – a osobom go nieznającym pokaże, dlaczego został tak doceniony, nie wymagając przy tym znajomości pierwowzoru.

2

Sam scenariusz to rzecz męska, mocna, szybka i konkretna. Piękne kobiety, zagrożenie, kodeks honorowy… Akcja pędzi na złamanie karku, ocieka brudem i goryczą, a ponad to – a może przede wszystkim – brutalnością i krwią. Poprowadzona w dynamiczny sposób; zaskakuje zwrotami i świetnym klimatem. Klimat dodatkowo potęgują znakomite rysunki, dość klasyczne, czasami ocierające się o dokonania Johna Romity Jr.; proste, acz konsekwentne, pozbawione dziwnych eksperymentów, a w najlepszych momentach (sceny leśne, drobiazgowe oddanie charakterystyki miast USA itd.) genialnie wpadające w oko. A wszystko to doprawione wyśmienitym kolorem – komputerowym, ale nałożonym z głową i pomysłem.

3

Reasumując: warto. Czy znacie serial, czy też nie, jeśli macie ochotę na konkretną męską opowieść, w której liczą się układy, siła i wartości, nie zawiedziecie się. Ten komiks aż ocieka adrenaliną, a dobre wykonanie przykuwa uwagę.

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/