David Lapham (Crossed, Harbinger, Young Liars) to człowiek orkiestra. W wieku 25 lat wraz z żoną powołał do życia wydawnictwo El Capitán Books, by własnym sumptem opublikować napisany i narysowany przez siebie komiks. Jest nim Stray Bullets, czarno-biały kryminał, za który w 1996 roku autor otrzymał Nagrodę Eisnera w kategorii najlepszy pisarz/artysta dramatyczny. Co ciekawe, nie skończyło się na jednej. Trade paperback zatytułowany Innocence of Nihilism, zbierający siedem pierwszych części serii, rok później uznano najlepszym wznowionym albumem graficznym. Omawiany w tej recenzji reprint ukazał się w październiku 2014 nakładem Image Comics.

Stray Bullets to zbiór krótkich, zazwyczaj 30-stronicowych opowieści z gatunku noir. W pierwszym tomie znajdziemy po jednej na każdy wydany w oryginale zeszyt. Niektóre z nich są one-shotami, inne są kontynuowane, ale każda z nich stanowi zamkniętą całość. Choć ich akcja rozgrywa się w różnych odstępach czasowych, wielu bohaterów spotkamy więcej niż jeden raz. W pierwszej historii poznamy nieszczęśliwie zakochanego Joeya. Nieszczęśliwie, ponieważ wybranka jego serca jest martwa. Jednak nie wygląda na to, żeby mu to zbytnio przeszkadzało. Małoletnią Virginię cechują częste, niekontrolowane napady złości. W dedykowanych jej epizodach dowiemy się między innymi o źródle tej przypadłości i kolejnych etapach dorastania nastolatki. The Party to nowela przedstawiająca młodzieńczą miłość od pierwszego wejrzenia i jej konsekwencje. Backin’ Up the Truck to z kolei przewrotne opowiadanie o chłopcu, który za sprawą nowo poznanej dziewczyny zbyt szybko spróbuje wkroczyć w dorosłość. Amy Racecar – wyjęta spod prawa i ścigana przez wymiar sprawiedliwości – jest jedną z najbarwniejszych postaci stworzonych przez Laphama. Zadebiutowała w shorcie How I Spent My Summer Vacation, z czasem doczekując się osobnej antologii.

Jednym słowem – Innocence of Nihilism zbiera kilka pozornie luźno powiązanych ze sobą historii, osadzonych w różnych miejscach i w różnym czasie. Wszystkie mają jednak, poza poszczególnymi protagonistami, wspólny mianownik – jesteśmy w nich świadkami wyraźnej przemiany bohaterów. Czytelnik ma szansę obserwować przełomowe momenty w ich życiu,co sprawia, żenie pozostaje obojętny na ich los. A oni swoją autentycznością szybko zaskarbiają sobie naszą sympatię.

Noir, czerń i biel, kryminał, seria autorska – wszystkie te skojarzenia wręcz proszą się, by porównać cykl do dziecka Franka Millera. Jednak Sin City, ze swą stylistyką, środkami wyrazu i postaciami, bliżej raczej do komiksu superbohaterskiego, podczas gdy Stray Bullets to zupełnie inny gatunek. Widać to zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej. Bardzo trudno byłoby zestawić ze sobą te dwa, tak różne od siebie dzieła. Nawet gdyby spróbować, śmiem twierdzić, żez tego pojedynku to raczej Naboje wróciłyby z tarczą. Brzmi niewiarygodnie? Jedno bezsprzecznie udało się osiągnąć Laphamowi – stworzenie brutalnego, ale do bólu prawdziwego świata, w którym jest miejsce na satyrę i krytykę naszej rzeczywistości. Każda historia zawiera niebanalną fabułę, zaskakujące zwroty akcji ispójnie poprowadzoną narrację, ukazując naszą codzienność w krzywym zwierciadle. To zadziwiające, jak bogato przedstawione są wszystkie indywidua, nawet – a może zwłaszcza – te drugoplanowe. Bardzociężko w tak krótkiej formie, jaką jest zamknięta opowieść jednozeszytowa, zbudować postać od zera i dokonać w jej życiu rewolucji w wiarygodny sposób. To właśnie oni są najmocniejszą stroną komiksu – pełnokrwiści, pełnowymiarowi bohaterowie, których nie sposób nie pokochać. Każdy z nich szuka swojego miejsca na tym ziemskim łez padole.

Od strony wizualnej artyście nie można zarzucić dosłownie niczego. Wręcz przeciwnie – realistyczny, pulpowy styl, wyraźna, gruba kreska – Stray Bullets ogląda się niezwykle przyjemnie. Autor doskonale operuje czernią i bielą, umiejętnie przedstawiając mroczny i brutalny świat skryty w cieniu. Dzięki wzorowemu oddaniu dynamiki postaci i przemyślanemu kadrowaniu plansze wyglądają niczym żywcem wyjęte z filmu. Tutaj nawet litery i dymki idealnie współgrają z formą plastyczną historii.

Czy dzieło Laphama to twór wybitny? Czy jest to kanon opowieści kryminalnej? Czy można tego komiksu nie znać? Wszystkie powyższe pytania to pytania retoryczne, na które odpowiedź zapewne już znaleźliście czytając recenzję. Nie lubię uciekać się do określeń typu „pozycja obowiązkowa”, bo osobiście mam wstręt do takich wyświechtanych frazesów i kryjącego się za nimi pasywnego przymusu poznawczego. Jednak gdybym miał użyć takiego określenia wiedząc, że zachęcę w ten sposób choć jedną osobę do sięgnięcia po tę perełkę – nie zawahałbym się. Zastanawia mnie tylko jedno – czemu nikt jeszcze tego u nas nie wydał?

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Stray Bullets Volume 1: Innocence of Nihilism
Wydawnictwo: Image Comics
Autor: David Lapham
Typ: komiks noir
Data premiery: 2014
Liczba stron: 244

wow2

Dodaj komentarz

avatar