Recenzja komiksu Superior Spider-Man tom 5: Zło konieczne

Superior Spider-Man tom 5

Można wiele zarzucać Danowi Slottowi, ale jednego nie da się mu odmówić – konsekwentnie stara się zrobić co w jego mocy, by stworzony przez niego, odświeżony Spider-Man stawił czoła w nowym stylu zbieraninie starych wrogów. Dotychczas DocOck, który przejął pajęczy kostium, mierzył się już m.in. z Shockerem, LivingBrainem, Speed Demonem, Beetle’em, Overdrive’em, Bumerangiem, Vulture’em, Masakrą, Avengers, Spider-Zabójcą, Skorpionem czy Kingpinem. Teraz nadszedł czas, żeby stanął twarzą w twarz z bohaterem wymyślonym z okazji trzydziestolecia powstania Pajęczaka – Spider-Manem 2099.

    1

Kiedy w Nueva Yorku w roku 2099 dochodzi do zawirowań czasowych, w wyniku czego na ulicach miasta pojawiają się dinozaury i samoloty z okresu pierwszej wojny światowej, tutejszy Człowiek-Pająk zostaje zmuszony odbyć podróż w czasie. Cofając się o 86 lat ma do wykonania jedną misję – zapobiec wydarzeniom mającym wtedy swój początek, które w konsekwencji doprowadzają do wymazywania z linii czasowej jego najgorszego wroga, a zarazem ojca. W ten sposób Spider-Man 2099 staje do walki z Superior Spider-Manem, a ten jak zwykle musi jednocześnie zmagać się z tradycyjnymi dla siebie problemami. Z jednej więc strony Allan Chemicals przejmuje Horizon Labs, z drugiej za „Peterem” wlecze się sprawa doktoratu, zbliżająca się wprawdzie do finału, ale nadal przysparzająca wiele trudności. Jakby tego było mało, na horyzoncie pojawia się dawna ukochana Doc Ocka, która nie jest świadoma, że teraz to on kryje się za pajęczą maską, a Gobliny dalej snują swoje plany. Jak tym razem Superior wybrnie z kłopotów, skoro coraz gorzej zaczyna radzić sobie w życiu? I jak rozwiną się relacje jego i Anny Marii?

    2

Często spotykam się z licznymi zarzutami odnośnie tego cyklu, twierdzącymi, że Slott nie za bardzo odmienił Spider-Mana albo że treść wciąż pozostaje w granicach opowieści snutej dla nastolatków, ale nie zapominajmy o kilku rzeczach. Po pierwsze zupełne złamanie postaci odebrałoby serii charakter, który miłośnicy kochają od ponad pięćdziesięciu lat. Po drugie zaś tytuł jednak przeznaczony jest dla nastolatków od samego początku jego istnienia, Peter natomiast, mimo osiągnięcia dorosłości, pozostał tym samym geekiem, co kiedyś. DocOck niewiele się od niego pod tym względem różni, dlatego połączenie obu musiało dać taki, a nie inny efekt.

    3

Fani Spider-Mana natomiast dostają w Superiorze… wszystko to, czego mogą oczekiwać. Jest więc dużo akcji, dynamiczne sekwencje walki, sporo humoru sytuacyjnego – mniej obecnie pojawia się tego słownego, to w końcu Peter słynął z rzucania dość kiepskich dowcipów – odrobinę romansu i dużo wątków dla znających temat. Slott zresztą ciągle puszcza oko do stałych czytelników i powraca do wcześniejszych treści, a jednocześnie zadaje ciekawe pytania na przyszłość. Tu pada jedno, ale konkretne, stanowiące zapowiedź tego, co czeka nas w Spider-Verse.

    4

Od strony graficznej także jest przyjemnie. Ryan Stegman nie zawodzi, natomiast niezbyt lubiany przeze mnie Giuseppe Camuncoli pokazuje się od najlepszej jak dotychczas strony. Miło się więc czyta, miło także ogląda, a że z bardzo dobrą treścią idą w parze równie dobre wydanie i cena, naprawdę warto Superior Spider-Mana polecić. Przede wszystkim fanom, niemniej jeśli ktoś chciałby zacząć czytać serię od początku (ten tom jest piąty w kolejności) nie znając dawnych przygód Petera Parkera, także będzie bawił się całkiem nieźle. I kto wie, może przekona się do postaci i bliżej przyjrzy tytułowi? Ja ze swej strony zachęcam.

Dziękujemy serdecznie wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/