Powrót starych znajomych. Recenzja komiksu Superman: Action Comics Volume 1: Path of Doom (Rebirth)

Superman: Action Comics

Czego można spodziewać się po komiksowej serii o nazwie Action Comics? Oczywiście wartkiej akcji, dynamicznych kadrów oraz niezbyt poważnych wyzwań intelektualnych. Z sensem bywa różnie.

W Rebirth do głównego uniwersum DC Comics powrócił Superman w wersji istniejącej od Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach po Flashpoint. Chwaliłem już tę zmianę przy okazji Last Days of Superman, bowiem nigdy nie przyzwyczaiłem się do chimerycznego i narwanego Chłopaka ze Stali z New 52. Obecność nowego-starego Kal-Ela na Prime Earth stanowi nadal tajemnicę. Jeszcze większym sekretem jest jego rodzina – żona Lois Lane oraz syn Jon, dopiero uczący się kontrolować odziedziczone po tacie moce.

Action Comics Path of Doom Big S

Nie będzie zbytnim spoilerem, jeśli napiszę, że Człowiek ze Stali będzie musiał teraz stawić czoła swym dwóm największym wrogom (ich facjaty widnieją na oryginalnej okładce numeru #957) – Doomsdayowi oraz Lexowi Luthorowi, który teraz odgrywa rolę następcy zmarłego Supermana przywdziawszy zasilaną nowogenezyjską technologią zbroję z wielkim „S” na piersi. Pojawienie się całego i zdrowego (choć nieco starszego) herosa wywołuje zrozumiałe zamieszanie. Dwaj panowie odziani w błękit tłuką na zmianę Doomsdaya i ratują cywili oraz infrastrukturę Metropolis, kłócąc się przy tym zawzięcie. Muszę przyznać, że zadufany w sobie SuperLex z niechęcią (ale jednak) podejmujący współpracę z „uzurpatorem” to nowatorskie spojrzenie na tę personę.

Action Comics Path of Doom Diana

Jeśli natomiast mowa o Kal-Elu, to należy wspomnieć również o jego małżonce oraz synu, którzy wraz z nim zawitali do uniwersum Rebirth. Relacje rodzinne stanowią ważny element nowej mitologii Supermana – główne problemy postaci wynikają z rozdarcia pomiędzy obowiązkami globalnego herosa i głowy rodziny. Moim zdaniem potencjał fabularny tego elementu nie został tutaj wystarczająco wyeksploatowany – owszem, służy w dużej mierze do popychania akcji do przodu, lecz ukazywany jest za pomocą garści dialogowych truizmów. Interesująco wypada jedynie próba uchronienia Jona przed szokiem, jaki z pewnością wywołałaby informacja o wyniku poprzedniej konfrontacji jego ojca z „Wielkim DD”. Skoro o Doomsdayu mowa, to pozostał on praktycznie niezmienioną machiną przemocy i zniszczenia, rozdającą ciosy na lewo i prawo.

Prócz wspomnianych bohaterów spotkamy jeszcze innych starych znajomych – Jimmy’ego Olsena, Maggie Sawyer oraz Wonder Woman. Ta ostatnia występuje na moment jako bitewne wsparcie, a w przerwach od walki socjalizuje się z rodziną Kal-Ela, który wygląda przecież dokładnie jak jej zmarły niedawno chłopak. Na szczęście to silna kobieta i nie roni nawet jednej łzy. Na kartach komiksu pojawia się jeszcze pewien przybyły zza grobu dziennikarz, ale zagadka tego powrotu pozostaje nierozwikłana.

Action Comics Path of Doom Lois Lane

Dan Jurgens, scenarzysta tej serii, nawiązuje do swojego opus magnum, czyli Death of Superman z roku 1992. Chciał chyba zacząć od trzęsienia ziemi, jednak trudno emocjonować się pojedynkiem (dwóch, a nawet trzech na jednego!), którego wynik z góry jest przesądzony – bo przecież historia Supermana w nowej rzeczywistości ledwo się zaczyna. Myślenie nigdy nie było zbyt mocną stroną Człowieka ze Stali, więc i tutaj nie należy spodziewać się błyskotliwej taktyki – jej szczytem jest „utrzymam Doomsdaya na dystans” czy „użyję sztuczki podpatrzonej u Flasha”. Słabo jak na kogoś, kto z pamięci obudował własną Samotnię z kryptońską technologią. Luthora natomiast traktuje nieufnie, bo „wie czego się po nim spodziewać”.

Path of Doom tworzyło aż trzech rysowników i jakkolwiek kreska Patricka Zirchera oraz Stephena Segovii przypadła mi do gustu (tego pierwszego bardziej, bo przypomina Jerry’ego Ordwaya), to inspirowana mangą maniera Tylera Kirkhama była dla mnie dość irytująca – szczególnie jeśli chodzi o mimikę bohaterów. Cała historia, opierająca się na radosnym łubudu, jest do przeczytania w niecałą godzinę. I do równie szybkiego zapomnienia.

Tytuł: Superman Action Comics: Path of Doom
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Tyler Kirkham, Stephen Segovia, Art Thibert, Patch Zircher
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 139

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…