Epitafium dla Człowieka ze Stali. Recenzja komiksu Superman: The Final Days of Superman

    Superman: Last Days of Superman cover

Superman umierał już wielokrotnie na kartach komiksów DC. Działo się to przy okazji globalnych kryzysów, zmieniających oblicze całego uniwersum, a śmierć pierwszego z superbohaterów zawsze była opłakiwana przez rzesze ludzi i meta-ludzi (nie tylko tych narysowanych). Moore’owskie Whatever Happened to the Man of Tomorrow? wyznaczało zmierzch srebrnej ery i nadejście Kal-Ela wykreowanego przez Johna Byrne’a i działającego po Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach. Historie Death of Superman oraz Reign of Supermen z 1992 roku były szeroko komentowane przez fanów oraz mainstreamowe media (które nie skumały, że bohaterowie komiksowi nigdy nie umierają na zawsze). Oczywiście, niecały rok później Wielki „S” powrócił z zaświatów bogatszy o doświadczenia, kolejne tajemnice oraz gustowną plerezę, aczkolwiek serie z jego udziałem nie sprzedawały się tak dobrze jak wtedy, gdy walczył z Doomsdayem.

    Superman is dying

Niemal 20 lat potem (w 2011) uniwersum DC znów przeszło gruntowną przemianę podczas cross-overu Flashpoint. Nie do końca rozumiem, co kierowało wydawcami, wywracającymi komiksowe status quo na nice. Zapewne była to chęć wyprostowania skomplikowanych historii postaci i przyciągnięcia kolejnych czytelników, by ci mogli zacząć lekturę od zera. Dostaliśmy zatem nowego Supermana z Ziemi 1. Jak wszyscy bohaterowie z New 52 (bo tak nazywała sie odrodzona linia wydawnicza) był on młodszy i mniej doświadczony niż wcześniejsze wcielenie, a jego superkariera dopiero się zaczynała. Ten Kal-El diametralnie różnił się od swojego postkryzysowego imiennika, do którego przyzwyczailiśmy się na przestrzeni trzech dekad. Był narwany i łatwo popadał w gniew, a nawet berserkerski szał. Pewnie dlatego, że stracił swoich przybranych rodziców – Mathę i Jonathana Kentów. Jego kostium również uległ modyfikacji – na starcie paradował nawet w t-shircie z „S”, dżinsach oraz glanach, potem odnalazł kryptoński strój bardziej przypominający ten ikoniczny, choć bez majtek na gaciach. Ponadto – z ciekawostek – chodził z Wonder Woman, a z Lois Lane łączyła go wyłącznie przyjaźń…

    Superman Superfriends

Po pięciu latach od restartu nadszedł dość rychły koniec New 52. Uniwersum DC narodziło się po raz kolejny pod wiele mówiącym tytułem Rebirth. Wydawcy zapowiedzieli, że do rzeczywistości powrócą postacie i motywy pochodzące z poprzedniej jej inkarnacji i będzie to fuzja starego z nowym. Zmiany dotknęły między innymi Człowieka ze Stali. W The Final Days of Superman zebrano wszystkie opowiadające o tym odcinki serii Superman, Batman/Superman, Superman/Wonder Woman oraz Action Comics.

Kal-El – zatruty po wizycie na Apokolips, napromieniowaniu kryptonitem oraz bitwie z Rao – umiera. Świadom nieuchronności swojego losu odwiedza bliskie osoby – Lanę Lang, Lois Lane, Bruce’a Wayne’a oraz Karę (Supergirl), która ma przejąć po nim schedę kryptońskiego obrońcy Ziemi. Diana (Wonder Woman) – dowiaduje się na końcu i nie jest tym zachwycona. Podczas swojego pożegnalnego tournée Ostatni Syn Kryptonu musi zmierzyć się z tajemniczym osobnikiem, twierdzącym, że jest… Supermanem. Oprócz pożegnań całkiem sporo tutaj walk z różnorodnymi przeciwnikami – szczerze mówiąc, niezbyt porywających. Ciekawym motywem jest chiński rządowy projekt stworzenia nadczłowieka – oczywiście z wykorzystaniem DNA Supka. Superbohaterowie z Państwa Środka pojawiają się tutaj tylko na moment, ale wywołują ciekawość i ochotę na więcej.

    Superman is back

Uchylę rąbka tajemnicy i napiszę, że Kal-El znajdzie swojego następcę w postaci poprzedniej inkarnacji. Szczerze powiedziawszy, projekt New 52, przynajmniej jeśli chodzi o Ostatniego Syna Kryptonu, nie przypadł mi szczególnie do gustu (poza Batman/Superman), dlatego cieszę się z tego powrotu. Bohater o niemal 80-letniej historii po prostu po 2011 roku przestał być sobą. Drastycznie zmieniono jego charakter i przebudowano fundamenty mitologii. Superman jest ikoną DC Comics, archetypowym superbohaterem i grzebanie w jego emploi nigdy nie wychodzi na dobre. No, chyba że mamy do czynienia z alternatywnymi inkarnacjami z Elseworlds (Red Son, Superman/Tarzan: Sons of the Jungle) bądź Injustice.

Ostatnie dni Supermana nie są projektem na miarę wspomnianych Whatever Happened to the Man of Tomorrow? bądź Death of Superman. Zarówno kreska, jak i fabuła stoją na średnim poziomie (poza intrygującym wątkiem chińskim, prowadzącym do nowej serii) i sprawiają wrażenie powstałych w pośpiechu. Finał opowieści (Spoiler! Superman umiera!) nie ma żadnej wagi emocjonalnej. Przynosi nawet ulgę, bo wreszcie powraca jedynie słuszny Człowiek ze Stali.

    Tytuł: Superman: The Final Days of Superman
    Scenariusz: Peter J. Tomasi
    Rysunki: Mikel Janin, Doug Mahnke, Tyler Kirkham, Fernando Pasarin
    Wydawnictwo: DC Comics
    Rok wydania: 2016
    Liczba stron: 200

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...