Namnożyło się w ostatnich latach opowieści graficznych o czasach krucjat, oj namnożyło. W ciągu minionego roku przeczytałem kilka komiksów poświęconych, a to wcale niemało, jak na tak hermetyczną – i mimo wszystko dość daleką od mainstreamu – tematykę. Dlatego do albumu Benedykta Szneidera, nie ma co ukrywać, podchodziłem z dużą ostrożnością, choć nie przeczę, pewne nadzieje także wiązałem z jego dziełem. Co z tego wszystkiego wynikło? Cóż, Syn, na kolana mnie nie powalił, ale jednocześnie okazał się całkiem przyjemną, świetnie narysowaną i szybką w odbiorze opowieścią, która dość wiernie podąża utartymi ścieżkami opowieści przygodowych.

W XIV wieku papież wezwał rycerzy chrześcijańskiego świata do nawrócenia pogańskich ludów Europy. Skutki tego zna chyba każdy – zaczęły się Krucjaty północne, tępienie grzeszników ogniem, mieczem i czym tylko się dało, a także poszukiwanie kolejnych innowierców w najbardziej niedostępnych nawet miejscach. Jednym z takich miejsc są zimne krainy niedostępnych lasów, gdzie przyszło żyć chłopakowi imieniem Syn. Kiedy buntuje się przeciwko własnym towarzyszom z Akademii tortur, zostaje skazany na śmierć i zrzucony ze skały. Cudem uchodzi jednak z życiem i trafia pod opiekę tych, których nazywają Ludem Popiołów – rdzennego plemienia tych ziem. Tak zaczyna się jego pełne niebezpieczeństw i przygód życie wśród ukrywających się przed chrześcijańskimi najeźdźcami ludzi. U jego boku stoi młoda dziewczyna, Iskra, która z czasem zaczyna znaczyć dla niego coraz więcej…

Syn to komiks skrojony według gatunkowych schematów, zaczynając od świata, w jakim dzieje się akcja (dziki, tajemniczy i pierwotny, który chce ocaleć w tym stanie mimo najazdu wrogich sił), przez bohaterów (zbuntowany młodzik, zmuszony odnaleźć się w obcym dla siebie – także ideologicznie – świecie, gdzie znajduje przyjaźń i miłość, do tego tajemnicza staruszka i dziewczyna, silna, niezależna i odważna), na fabule skończywszy. Dzieje się tu dużo, tempo wydarzeń jest szybkie, a tekstu nie ma wiele, Szneider woli sugestie i niedomówienia, co należy mu zaliczyć jak najbardziej na plus. Trochę brakuje oryginalności, bo mimo wszystko podobnych historii była już masa, choć najczęściej trafiałem na dużo słabsze od Syna.

Jeśli zaś chodzi o szatę graficzną, album znajduje się na styku typowo europejskich komiksów i mangi. Z tego pierwszego typu Szneider zaczerpnął przede wszystkim kadrowanie, dynamikę i sposób prezentacji plenerów. Z drugiego, upraszczanie tła w zbliżeniach postaci, skupienie się na jak najlepszym oddaniu bogactwa przyrody, a nawet dwie kolorowe plansze, które są niczym wyrwane z japońskiego komiksu, uwielbiającego tego typu wtrącenia w czarnobiałych dziełach. Wszystko to ciekawie ze sobą współgra i estetycznie prezentuje się naprawdę znakomicie. Jest też tu kilka absolutnie urzekających perełek rysunkowych, jak chociażby rozkładówki przedstawiające las, podnoszących tylko wartość całości.

Efekt końcowy jest całkiem udany. Jak pisałem na wstępie, na kolana całość nie powala, ale to dobry komiks rozrywkowy. Rzecz w sam raz do przeczytania w kwadrans i nieżałowania spędzonego nad nią czasu. Miłośnicy europejskich przygodówek w historycznych realiach (ale osadzonych w klimatach typowych dla fantasy), będą z Syna zadowoleni.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Syn: Woda i ogień
Data premiery: wrzesień 2018
Scenariusz i rysunki: Benedykt Szneider
Typ: komiks
Gatunek: komiks fantastyczny

Dodaj komentarz

avatar