Recenzja komiksu The Backstagers Volume 1

The Backstagers

Backstagers trafiło do mnie jako tzw. preview (czyli po prostu pierwszy zeszyt) i z miejsca zachwyciło, więc szybko zakręciłam się wokół reszty tej miniserii. To odpowiednik Lumberjanes, nawet opublikowany w tym samym wydawnictwie, tyle że dziejący się w szkole dla chłopców. Najwyraźniej BOOM! Studios zatrudnia najlepszych twórców książek z nurtu young adult: tworzących tak naprawdę pozycje dla dorosłych, ale bez przemocy i seksu. Lub jestem jednak niedojrzała (mój ojciec przychyliłby się do tej drugiej opcji).

Ten komiks opowiada o grupce ekscentrycznych uczestników kółka teatralnego. Nie o aktorach, ale ludziach zza kulis, o których podobno często się zapomina (choć jako doświadczony wolontariusz kilku festiwali wiem, że stać na to jedynie widownię, a aktorzy, organizatorzy i reżyser muszą być dla nich mili i spełniać wszystkie ich życzenia). Bez technicznych nie ma teatru, tylko występy na skrzyni. Jak znajdziecie sobie sami mocną skrzynię. Na pewno nie wystarczyłaby ona głównym gwiazdom tej trupy, braciom McQueen (przecież ktoś im musi zrobić na przykład tęczową barykadę niezbędną w Les Terribles), więc muszą znosić bandę przydatnych dziwaków, straszącą za sceną…

Chłopaki z Backstagers stanowią kolorową i wybuchową mieszankę, a im dalej w tajemnicze zascenie, tym więcej magii i puchatych potworów o lśniących oczętach. Ze znanych maszkar straszy tam też queer – bohaterowie tworzą mozaikę rozmaitych pochodzeń, orientacji i wyborów życiowych, które doprowadziły ich w to samo miejsce. W rekwizytorniach mogą gromadnie olewać normalsów z ich „wypada” i „nie należy”. Mają po prostu lepsze zajęcia niż przejmowanie się, co ludzie powiedzą. Są śrubki do dokręcenia, dekoracje do zbicia, kable do połączenia w tajne obwody, korytarze do odnalezienia… Bo jakoś tak jest, że mają tendencję do przemieszczania się. Poza tym od czasu do czasu gdzieś w tym labiryncie otwierają się przejścia do innego świata. Bajzel i ręce pełne roboty! Magazyny szkolnego teatru roją się od cudów i strachów, być może mieszkają tam nawet chłopcy bez kieszeni (a może i wszystkich klepek) – zagubiona w 1987 roku ekipa technicznych.

Tyły szkolnej sceny mają być dla chłopaków bezpiecznym schronieniem i przestrzenią wolności w świecie nastoletniej rywalizacji i męskości (którą Jory świetnie opisuje już na drugiej stronie – ale jak, sprawdźcie sami: może nie najsubtelniej, ale trafnie). James Tynion IV (scenarzysta) powiedział w wywiadzie dla Comics Alliance, że chodziło mu o odmalowanie swojego własnego braku poczucia bezpieczeństwa, ale połączonego z wysłaniem do czytelników sygnału o bezsensowności udawania. Jeśli czujesz się niedopasowany, poszukaj miejsca, gdzie gromadzą się „dziwacy” – bo nie jesteś pierwszy ani ostatni. Ta przystań może nie wyda się na pierwszy rzut oka najbardziej cool miejscem w szkole, ale może okazać się najbardziej swobodnym. Osadzenie takiej historii za kulisami teatru dodaje jej realizmu – to jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę mogą się spotkać złota rączka, nieśmiały artysta, jeszcze bardziej zahukany geniusz od komputerów i kabli oraz „generalni pomocnicy”, którzy po prostu są kreatywni, mają zmysł do porządkowania i pamiętają, gdzie co leży.

Dzięki temu komiksowi zrozumiałam wreszcie, co robi człowiek od kolorów. Rysunki Riana Sygha są przecudne i pełne ekspresji. Każdy chłopak z ekipy technicznych jest nieco inny: rzeczowy Aziz, nieustannie czymś zachwycony Sasha (ukłon w stronę mangowych słodziaków), praktyczny i zawsze gotowy do wiercenia Hunter, szalony naukowiec Beckett… No i główny bohater pierwszego zeszytu, a po trosze także całości, Jory: nieśmiały, ale nie sierotowaty (to ogromna, wielka zaleta tej serii). Więc rysunki idealnie oddają pomysł Tyniona na dream team. Trochę przypominają kreskę Yuko Oty z Our cats are more famous than us. Wydawałoby się, że nie może być lepiej, a każdy dodatkowy element sprawi, że komiks będzie przeładowany. I wtedy Walter Baiamonte dodał kolory. Całkiem sporo kolorów, z dominującą ciepłą, lekko fioletową i często fuksjową ciemnością kulis. Wspaniała robota.

Teraz się przyznam, że cały ten zachwyt nad Backstagers może być czysto osobisty. Też działałam w kółku teatralnym (pozdrawiam Prawie Lucki!), które dawało mi oparcie i schronienie. Nasza szkoła była mało amerykańska, więc każdy z nas pełnił role aktora i technicznego zarazem. Koczowaliśmy po zajęciach w „ciemni”, zupełnie niewielkim pomieszczeniu. Jego ściany musiały wędrować jak korytarze w tym komiksie, tyle tam było mikrokanciapek i schowków. My także kombinowaliśmy z tworzeniem nowych światów. Tynion zna dobrze tę atmosferę i potrafił to wykorzystać. A Sygh i Baiamonte nadali jej wygląd, dzięki któremu wracam jak do domu w jedyne naprawdę przyjazne miejsce w liceum. Czy to nie jest całkiem niezła rekomendacja komiksu dla młodzieży?

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Backstagers #1
Wydawnictwo: BOOM! Box
Autor: Jonathan Tynion IV, Rian Sygh, Walter Baiamonte
Typ: komiks
Gatunek: young adult, weird fiction
Data premiery: 25.06.2017

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).