Ta szalona epoka kamienia łupanego. Recenzja komiksu The Flintstones Volume 1

The Flintstones

Wyniki ostatnich badań wykazały, że w epoce kamienia łupanego nastąpiło równocześnie wiele rewolucji: ludzie zaczęli osiedlać się w niewielkich domkach, kosić trawę i zmywać naczynia, rozwinął się wściekły kapitalizm i gra w kręgle. Odbył się także pierwszy lot w kosmos oraz „spring break”. Wynaleziono rodzinę nuklearną, uznawaną początkowo za perwersyjną.

Właściwie pamiętamy ich dobrze z dzieciństwa: cwany Fred, ciapowaty Barney, ich piękne i mądre żony Wilma i Betty. Moi rodzice uwielbiali The Flintstones, trochę przez łzy, za gagi oparte na nierównościach materialnych między tymi dwiema rodzinami. Pamiętam odcinek o wspólnej wyprawie na wakacje, w którym Flintstonowie siedzieli w samolocie w klasie biznes, a Rubble'owie w ekonomicznej – czyli na ogonie. I w tym kontekście dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że nowa wersja tego klasyka, wydana w 2016 przez DC, będzie komentować kwestie społeczne. Ale jak komentować – to już ciekawsze zagadnienie.

Kapitalizm, bezwzględny i dziki, jest uosabiany, a więc i wykładany przy każdej okazji, przez właściciela kamieniołomów, Slate'a (czyli pana Łupka, jawne nawiązanie do niegdysiejszego barbarzyńskiego traktowania skalników w Walii…). Jego najwierniejszym pracownikiem jest Fred – zawsze elegancki i pod krawatem, chociaż pełni funkcję operatora diplodoka i nie przesiaduje w biurze HR (Hominid Resources). Po prostu wie, że powinno „ubierać się nie do tej pracy, którą się ma, ale której się pragnie”. Nawet gdyby trzeba było czekać na awans wiele lat.

Lepsza praca z wyższą płacą jest Flintstone'owi potrzebna, gdyż w miasteczku otwarto supermarket, gdzie oferowane są zmywarki (ośmiornice), odkurzacze (słoniki), gramofony (ibisy)… Obok zagadnień popytu i podaży komiks porusza także kwestię niewolniczej pracy zwierząt, używanych jak przedmioty, choć zupełnie nimi niebędących. Zastanówmy się wszyscy nad humanitarnym traktowaniem wszystkich stworzeń, gdy otwieraczowi do konserw znowu skończy się pasta do zębów lub gdy to nimi pokaże nam, że chciałby pobyć w samotności.

Na 170 stronach tego komiksu pojawiają się jeszcze wątki małżeństwa, osób homoseksualnych i ich miejsca w społeczności, równouprawnienia artystów z różnych nurtów, feminizm, wybory i wojna. Ostatnia trójka tworzy mniej więcej jednorodną krytykę przywództwa opartego na strachu i przemocy, wydającego się jedyną opcją dla „silnego lidera”. Czy to istotnie najlepsze rozwiązanie dla wszystkich – po części zobaczymy w tym tomie, ale zdaje się, że to zagadnienie jest na tyle skomplikowane, że pojawi się także w kolejnych zeszytach. Moim ulubionym problemem ludzi epoki kamienia łupanego jest religia – jakiego zwierzaka czcić, żeby nie okazał się kosiarką albo radiem… Natomiast wybór optymalnego rozwiązania wszystkich powyższych oparty jest na ewolucjonizmie i utylitaryzmie. Można się nie zgadzać i dyskutować, ale trzeba przyznać, że to wyjątkowo spójny i przebiegły pomysł scenarzysty, Marka Russella.

Prehistoria A.D. 2016, rysowana przez Steve'a Pugha, nieco różni się od tej z lat 70-90., także wizualnie. Fred nie jest pociesznym prostokątnym gościem z cieniem zarostu, ale gładko wygolonym mięśniakiem. Barney dalej jest blondynem o miłej, trochę naiwnej aparycji, jednak obaj mają postury Waligóry – jak przystało na wojennych weteranów. Wilma i Betty są piękne, dużo delikatniejsze i drobniejsze od mężów. Pebbles wygląda na pra-punka. Miasteczko Bedrock to budynki i pojazdy wyjęte na żywca z oryginalnej kreskówki, ale stłoczone i gęsto zaludnione. Najbardziej nostalgicznym elementem jest Dino, pupil Flintstonesów, który nic a nic się nie zmienił, w przeciwieństwie do pozostałych zwierzaków, ciut bardziej drobiazgowo i realistycznie oddanych.

Flintstonowie to jeden z kilku dziecięcych klasyków od Hanny-Barbery przerabianych przez DC na doroślejsze wersje. Mieszanina humoru, melancholii i pastiszu wydaje się być dla nich charakterystyczna, widać ją także w niedawno recenzowanym przez nas Scooby Apocalypse. Myśl przewodnia tej inicjatywy to pokazanie, jak razem z nami wydorośleli bohaterowie kreskówek. Nie zostaje ona potraktowana tak poważnie i głęboko jak w Fables Willinghama, ale skutkuje wciągającymi, ciekawymi wizualnie historiami, które mogą jeszcze narobić trochę szumu.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Flintstones Volume 1
Wydawnictwo: DC Comics
Autor: Mark Russell, Steve Pugh
Typ: komiks
Gatunek: komediowy
Data premiery: 28.03.2017

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).

  • zenobiusz

    “za gagi oparte na nierównościach materialnych między tymi dwiema
    rodzinami. Pamiętam odcinek o wspólnej wyprawie na wakacje, w którym
    Flintstonowie siedzieli w samolocie w klasie biznes, a Rubble’owie w
    ekonomicznej – czyli na ogonie.”
    A nie chodzi o film “Człowiek zwany Flintstonem”, w którym Fred zostaje tajnym agentem i dostaje od szefa bilety na samolot w pierwszej klasie, a żeby Rubble’owie mogli polecieć z nim, kupują za własną kasę bilety w ostatniej klasie?
    Szczerze mówiąc, poza zupełnie pojedynczymi odcinkami (z oczywistymi sytuacjami typu Barney traci pracę, Barney zostaje przełożonym Freda, bo okazuje się być kuzynem pana Łupka, albo Flintstonowie wprowadzają się do bogatej okolicy by Pebbles miała lesze wzorce) zupełnie nie pamiętam, by między tymi dwiema rodzinami były jakieś nierówności materialne, a już na pewno nie było sytuacji, by to Flintstonowie byli bogatsi od Rubble’ów. Owszem, taki był motyw przewodni filmu aktorskiego z 1994 roku, ale w serialu animowanym i jego animowanych spin-offach – sorry wielkie, takie coś nie miało miejsca.