Recenzja komiksu The Hellblazer Volume 1: The Poison Truth

Hellblazer 1

„Świat toczy się tylko wokół swych śmiesznych interesów. Nawet nie zdaje sobie sprawy, co mi zawdzięcza. Jezu, mówię jak idiota, jak paranoidalny, samotny idiota”.
Jamie Delano, John Constantine, Hellblazer[1]

Jamie Delano w latach 80. ubiegłego wieku był nie tylko pierwszym scenarzystą serii Hellblazer, ale też przedstawicielem brytyjskiej inwazji – ruchu, który odmienił komiks. DC Comics jako wydawnictwo poszukiwało sposobu na odświeżenie swoich produktów i przyciągnięcie nowych potencjalnych klientów, co spowodowało sprowadzenie do Stanów Zjednoczonych szeregu brytyjskich twórców i oddania w ich ręce części uniwersum. Okres ten był czasem rozkwitu ambitnych tytułów skierowanych do dojrzałego czytelnika, które różniły się od pozycji ówcześnie dostępnych na rynku. Za sprawą odważnych redaktorskich decyzji, dokonywanych przede wszystkim przez Karen Berger, która sama stała się legendą, świat poznał twórczość Alana Moore’a, Neila Gaimana, Granta Morrisona czy właśnie Jamiego Delano. W wyniku brytyjskiej inwazji, wydawnictwo DC stworzyło imprint Vertigo, który na lata zdominował ten segment rynku. To był dobry czas dla fanów komiksu.

Hellblazer 2

Dziś, w dobie postępującej cyfryzacji, wydawnictwa nadal walczą o uwagę odbiorców. DC i Marvel borykają się z narastającym problemem spadku sprzedaży swoich flagowych produktów, czyli komiksów. Coraz częściej potencjalny odbiorca sięga po inne, bardziej przystępne medium, co odbija się w sposób niekorzystny na dochodach firm. Remedium na stagnację to cyklicznie powtarzające się resetowanie uniwersum. Ma to ułatwić nowym odbiorcom sięgnięcie po komiks, bez potrzeby orientowania się w skomplikowanych zależnościach, które przez lata narosły wokół tytułu. Tym właśnie jest Rebirth próbą wyjścia z impasu, „odrodzeniem”. W historii kultury, renesans kojarzy się zawsze z nawiązaniem do epoki antyku. Okres dokonań starożytnych Greków czy Rzymian był dla badaczy kultury złotym wiekiem na tle średniowiecza, które przecież definiujemy od upadku Rzymu do upadku Konstantynopola. Nowy Hellblazer, jeżeli chcielibyśmy się posługiwać się dalej analogią zarysowaną wyżej, jest dokładnie tym, czym powinien być: odrodzeniem. Po pierwsze, The Poison Truth nawiązuje do najlepszego okresu serii, czyli do jej początków. Hellblazer skupiał się na osobie Johna Constantine’a, okultysty stworzonego przez ojca inwazji, Alana Moore’a, i zawsze był na wskroś brytyjski. Zbiorcze wydanie prezentuje nam dwie zamknięte historie: Rebirth oraz tytułową The Poison Truth. Chociaż pierwsza z nich jest zdecydowanie słabsza od drugiej, nie znaczy to, że jest pozbawiona znaczenia.

John Constantine właśnie wraca do domu. Przed obecnym restartem, DC zdecydowało się na zamknięcie jednej z najdłużej utrzymujących się serii imprintu Vertigo, wydawanej nieprzerwanie od 1988 do roku 2013. Wydawnictwo zakończyło Hellblazera pomimo protestu fanów. Wszystko dlatego, że firma przygotowywała się do zapoczątkowania nowego tytułu w ramach The New 52. Constantine został wyrwany z Vertigo i przesunięty w stronę mainstreamu komiksu superbohaterskiego. Wszystkie elementy opowieści zostały podporządkowane tej koncepcji, komiks stał się niezwykle amerykański, nawet tytuł klasycznie nawiązywał bezpośrednio do głównego bohatera. Wszystko stało się dużo bardziej dosadne. Tak naprawdę, pozbawiono serię jej brytyjskiego charakteru i skazano na przymusową amerykanizację. Constantine został wygnany do Ameryki. Seria Constantine zakończyła się po dwudziestu trzech numerach i nie zdobyła rzeszy fanów. Próba zmiany charakteru tego tytułu była błędem. Dlatego też Rebirth jest jako komiks tak symboliczny. Nieważne, że opowieść może być postrzegana jako wtórna, że fabuła nie jest najwyższych lotów, bo jest zarazem bardzo wyraźnym intertekstualnym przesłaniem. Simon Oliver, scenarzysta całego zbiorczego wydania Hellblazera, zdaje się to doskonale rozumieć. Odważnie burzy czwartą ścianę i nawiązuje z odbiorcą dialog, wprost zapraszając go na karty komiksu. Może to wydawać się dziecinne, ale w Rebirth wszystkie komunikaty przeznaczone są dla odbiorcy. Nie jest to kolejna powieść, której fabuła ma przedstawiać wariacje na temat motywu homo viator i powrotu do domu. Jest to bowiem szeroki komentarz do sytuacji całego tytułu i medium.

Gdy Swamp-Thing oznajmia, że członkowie Ligi Sprawiedliwości mają nie mieszać się w sprawy Constantine’a, nie są to tylko słowa skierowane do postaci przedstawionych w kadrze. To odważna deklaracja: miejsce Hellblazera w uniwersum DC jest inne niż klasycznych superbohaterów, nawet jeśli ci zajmują się magią. Brytyjska inwazja nie zdobyła szturmem całego amerykańskiego imperium, ale komiks grozy rządził się po niej odmiennymi prawami. Oliver we wprowadzającej historii odważnie manifestuje swoje poglądy i nie pozostawia złudzeń, że należy przywrócić Hellblazera na jego prawowite miejsce, a inni bohaterowie nie mają tu czego szukać. Takich intertekstualnych elementów w całym albumie jest znacznie więcej. Fakt, że to właśnie Swamp-Thing jest posłańcem scenarzysty, nie jest bez znaczenia, ponieważ właśnie w Sadze o Potworze z Bagien za sprawą Alana Moore’a zadebiutowała postać Johna Constantine’a. Simon Oliver jako scenarzysta o brytyjsko-amerykańskich korzeniach jest świadomy tego, jaką siłę przekazu ma tak symboliczne odrodzenie i umiejętnie z niego korzysta. Potwór z Bagien przywraca Constantine’a na należne mu miejsce, pozwalając mu się „odrodzić”. Całość Rebirth narzuca silne skojarzenia z Loose Ends Alana Moore’a. Była to opowieść, w której Brytyjczyk przejął obowiązki scenarzysty nad Sagą o Potworze z Bagien i zakończył w jednym numerze wszystkie luźne. Moore wyraźnie odciął się od poprzednika tak bardzo, że zabił głównego bohatera. Po tym numerze Saga o Potworze z Bagien nigdy nie była już taka sama.

Hellblazer 3

Hellblazer, w przeciwieństwie do Potwora z Bagien, odradza się, wraca do swoich korzeni. Jednak strukturalnie Simon Oliver zastosował analogiczną konstrukcję. Wyraźnie odciął się od związków tytułu z Constantine’em. Język, jakim autor się posługuje, jasno definiuje jego stosunek do poprzednika. Nie boi się nawet zaryzykować życia miliona Brytyjczyków, byle tylko znaleźć się w miejscu, w którym być powinien. Można to rozpatrywać jako wprowadzenie nowego czytelnika w świat. Zdecydowanie wolę patrzeć na to jak na dyskusję twórcy z przemysłem komiksowym. Przecież każdy wie, że owo medium to nic innego jak tylko proste historyjki obrazkowe. Osobiście cieszy mnie kierunek, który obrał Oliver dla swojego nowego albumu. Inteligentnie komentuje obraz medium, jaki współcześnie przedstawia przemysł komiksowy. poza tym nie jest to tylko zabawa intertekstualna z odbiorcą, gdyż stara się podarować mu to, co obiecuje wydawnictwo: renesans. Wracając do cytatu otwierającego tę recenzje: The Poison Truth wiele zawdzięcza Jamiemu Delano. To on wprowadził do Hellblazera wątki społeczne, które obok subtelnego okultyzmu zbudowały jeden z najbardziej rozpoznawalnych tytułów lat 80. ubiegłego wieku. Oliver w tytułowej opowieści albumu nie tylko przedstawia nam jako odbiorcom fabułę nawiązującą klimatem do początków serii, ale faktycznie mierzy się z całym jej ciężarem. Tak jak John Constantine’a, tak i odbiorca musi ponownie odnaleźć się w Londynie. Oczywiście, że zostaniemy wciągnięci w sieć zawiłych intryg, poznamy sekrety tajnych stowarzyszeń i wraz z kolejnymi rozdziałami historii będziemy się poruszać po okultystycznej scenie. Oczywiście, że spotkamy starych znajomych, takich jak Chad, oraz zupełnie nowe postacie. Wszystko to w lepszej lub gorszej oprawie graficznej, z inteligenckim dowcipem i szelmowskim uśmiechem. Nawet nawiązania do samej genezy postaci Constantine’a, jakim jest śpiewanie utworów The Police, to tylko niewinne sztuczki, które mają odwrócić naszą uwagę. Najważniejsze, co robi Oliver na spółkę z grafikami takimi jak Pia Gueera czy Moritat, to próba pokazania nam, jak Wielka Brytania się zmieniła w porównaniu z latami 80.

Siłą Hellblazera były dwie rzeczy. Po pierwsze: komentowanie rzeczywistości poprzez zderzanie jej z elementami fantastycznymi i żywcem wyjętymi z horroru. Po drugie: odnoszenie tego komentarza do czasów współczesnych. Pierwsze przygody kreślone przez Delano były głęboko osadzone w Anglii Margaret Thatcher. Dziś, w ramach odrodzenia, The Poison Truth pokazuje nam, jak zmieniła się Wielka Brytania i cały świat. W XXI wieku nawet sposób odbioru naszego medium i jego forma uległy przekształceniu. Sam, czytając egzemplarz recenzencki, robiłem to na kilkucalowym monitorze telefonu, zapoznając się z egzemplarzem otrzymanym wprost od samego wydawcy. Simon Oliver pokazuje nam, jak świat się zmienił, ale nie robi tego w sposób nachalny. Z dzisiejszego punktu widzenia, jest w dużej mierze wierny klasycznym wzorcom; rewolucja informatyczna nie wdziera się w każdy kadr. Zamiast tego widzimy, jaką drogę przebyło stare, żeby stać się nowym. Doświadczamy tego we wszystkich warstwach opowieści – od obyczajowej, przez przygodową, aż do mistycznej. Widać, że te wątki nie będą obce najnowszej serii, a to dobrze rokuje. Dobrze też, że tytuł nie będzie skupiał się tylko i wyłącznie na warstwie okultystycznej – to coś, czego nie potrafił zrobić Constantine. Oryginalny Hellblazer nigdy nie był serią tylko i wyłącznie o magii, zawsze niósł ze sobą istotne z punktu widzenia społecznego treści. Nie zrozumcie mnie źle, ale to stanowiło o jego niezwykłości. W ramach serii scenariusze do poszczególnych albumów pisali prawdziwi okultyści, badacze kultury i magowie. Ich sztuka zawsze była subtelna, bo dzięki słowom zmieniali nasze umysły. otwierali je na nowe idee, pokazywali, co kryje się za zasłoną rzeczywistości. Nie robili tego przy pomocy efektownych zaklęć, gdzie oprawa graficzna i wybuchy zajmowałaby całe strony. Powrót do korzeni daje nadzieję, że nowy Hellblazer zostanie z nami na dłużej. The Poison Truth to pierwszy krok. Na pewno nie jest idealny, ale zdecydowanie jest to krok w dobrym kierunku.

Hellblazer 4

[1]Wydaje mi się, że autorem tych słów tak naprawdę jest Garth Ennis, który również był scenarzystą Hellblazera. W przeciwnym przypadku, musiałyby one zostać wypowiedziane w komiksie dużo później. Przywołany cytat jest przedrukiem, który znajduje się w Księdze cieni, podręczniku gracza do gry fabularnej Mag: Wstąpienie. Wtedy jednak nie pasował tak idealnie do tekstu, a kto chciałby psuć tak dobrą historię prawdą? Mam nadzieję, że Constantine podzieliłby moje zdanie w tej kwestii.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Hellblazer Volume 1: The Poison Truth
Wydawnictwo: DC Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Horror
Data premiery: 04.04.2017
Scenariusz: SIMON OLIVER
Rysunki: MORITAT, PIA GUERRA
Okładki: MORITAT
Liczba stron: 169

Rafał Pośnik

Rafał Pośnik

Komiksowy geek i fan twórczości przedstawicieli brytyjskiej fali. Nowy w Nie tylko gry. Silnie zaangażowany w środowisko RPG, etatowy mistrz gry na najważniejszych konwentach w Polsce. Zapalony zwolennik szkoły Karen Berger. Po latach spędzonych z tytułami Vertigo przekonał się do image Comics. Niewątpliwie uwielbia dobry horror. Prowadzi silnie emocjonalne sesje w systemach takich jak : Wampir Maskarada, Mroczne Wieki, Mag Przebudzenie i Wstąpienie. Ceni nurt graficznego Hiperrealizmu, uważa się za Dziecko twórczości Lovecrafta, Gaimana oraz Mignoli. Lubi pracować dla Imperium Zła. Piszę również dla KZ - Magazynu Miłośników Komiksu.