Marguerite Dabaie zaczyna swój autobiograficzny komiks od opowieści o tym, jak trudno było go wydać. Stwierdza, że opowiadanie o sobie jako Palestynce (nie Izraelce, nie Arabce) mieszkającej w USA jest automatycznie klasyfikowane jako temat zbyt polityczny, kontrowersyjny, trudny… To niewątpliwie krzywdzące, jeśli spojrzeć na to z perspektywy rodzinnych historii – nieco etnicznie specyficznych, ale przecież uniwersalnych. Ale czy wydawcom faktycznie mogło chodzić jedynie o ten przymiotnik na „p”?

Książeczka Dabaie zaczyna się uroczo, jest przy tym ciekawie feministyczna i, na wiele sposobów, emancypacyjna. Po rozdziale opowiadającym historię tej publikacji (gdzie znajdziecie także wspomnienia z komiksowych konwentów) przychodzą ilustracje pokazujące autorkę jako lalkę do wycięcia, na którą można nakleić różne stroje – ortodoksyjnej muzułmanki (z obowiązkowym dzieckiem), nerd-dziewczyny, zmysłowej tancerki z 1000 i jednej nocy… Konstruowanie własnej tożsamości, do tego pod ciągłą obserwacją innych, od razu mających na nas pomysł wynikający z etnicznych i innych stereotypów, nie jest łatwe ani jednoznaczne. Autorka płynnie przechodzi tu do opowiadania o najpierwszym laboratorium, gdzie testowała bycie sobą – rodzinie. Narysuje nam rozgadanych wujków z wąsami, kobiety zwijające gołąbki w liściach winorośli (z dokładnym przepisem zaczynającym się od szabrowania zieleniny w winnicy). Sięgając po Hookah Girl miałam nadzieję na właśnie takie rzeczy – może w mniej szkicowym wydaniu, okładka sugerowała nieco bardziej stylizowaną kreskę. Tak na dobrą sprawę historie osób z mniejszości etnicznej, dzieci imigrantów czy przesiedlonych siłą w inne rejony, są do siebie bardzo podobne – wzruszająco domowe, mówią o próbach zrekonstruowania wokół siebie dobrze znanego świata zwyczajów, kuchni, estetyki zostawionej przez dziadków czy rodziców za jakąś wielką wodą. Są proste, ciepłe, intymne. Na szczęście coraz rzadziej mówią o przemocy i dyskryminacji, może w historycznych retrospekcjach.

To oczywiście nie wszystko. Gdyby było tak miło, nie mielibyśmy konfliktów etnicznych, problemów z adaptacją w nowym miejscu, inności rymującej się z obcością. Możemy zrzucać winę na większość, zwłaszcza konserwatywną i bojącą się zmian, odstępstw od tradycyjnej normy. Często będziemy mieć rację, że to na granicy emigrant-konserwatysta powstaje konflikt. Czasem rodzi się już w samych potomkach osób pochodzących z mniejszości – przecież mogłyby nie mieć tych wszystkich kulturowych dylematów. To także płodne tematy dla literatury. Wreszcie możemy zastanowić się, czy to ludzie skupiający się podczas budowania siebie na etniczności nie są trochę zbyt… zachowawczy. Na pewno mogą być kontrowersyjni, ich perspektywa jest stanowczo inna od tych „przeciętnych”, którzy określają siebie raczej przez pracę czy hobby niż pochodzenie. Trochę kluczę, próbując przygotować sobie grunt pod powiedzenie – nie wszystko jest ok i urocze w Hookah Girl.

Mam spory problem z dwoma wątkami, właściwie z ich niespójnością. Po pierwsze, Dabaie jednoznacznie krytykuje Gal Gadot (czy, jak pisze, „izraelską aktorkę” grającą superbohaterkę walczącą o pokój na świecie), a może raczej decyzję amerykańskich twórców Wonder Woman o obsadzeniu w tej roli osoby uczestniczącej wcześniej w okupacji Gazy. Tu jeszcze nie ma niczego kontrowersyjnego, taka dyskusja przewinęła się przez media, każda strona ma ważkie argumenty. Ale kilka stron później autorka serwuje nam opowieść o heroizmie palestyńskiej terrorystki Lajli Chalid, która wzięła udział w porwaniach samolotów w 1969 i 1970 roku. Nikt nie zginął ani nie został ranny w tych zamachach, co podkreśla Dabaie. Ja jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że legitymizowanie terroryzmu, nawet bezkrwawego, jest nie na miejscu… zwłaszcza po krytykowaniu Gadot. I rozumiem, dlaczego wydawcy mieli wątpliwości co do tego komiksu. Autorka nie poświęca tym dwóm sprawom żadnej głębszej refleksji, nie zastanawia się także nad paradoksalnością swojego podziwu dla Chalid – co mogłoby stanowić intrygujący wgląd w jej szeroką analizę swojej etniczności.

Hookah Girl to połączenie ciepłych rodzinnych opowieści i nie do końca dobrze przeanalizowanych politycznych wątków. To debiut młodej autorki, więc ma prawo nie być najbardziej przemyślaną, filozoficzną rozprawą. Może wkurzać, nie trzymać się kupy, jednocześnie wzruszać i irytować. Ważniejsze jest dla mnie teraz, po lekturze, pytanie dokąd ruszy Dabaie – wzniesie się ponad etniczną perspektywę czy skupi się jedynie na swojej palestyńskości? W każdym razie to moja główna refleksja po przeczytaniu tego autobiograficznego komiksu.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Hookah Girl: And Other True Stories
Data premiery: 9 maja 2018
Autorka: Marguerite Dabaie
Typ: komiks
Gatunek: komiks autobiograficzny

Dodaj komentarz

avatar