Recenzja komiksu The Walking Dead Volume 1

1

Pewnie wielu za te słowa mnie zlinczuje, ale nie trawię serialu The Walking Dead. Niby dobrzy twórcy, niby niezła obsada i efekty robiące wrażenie, a jednak. Nic na to nie poradzę, że żywe trupy nigdy jakoś mnie nie pociągały i poza filmami Romero nie znajdowałem niczego ciekawego w temacie. A jednak ta seria komiksowa urzekła mnie od pierwszych stron i wiem, że tak szybko nie skończę z nią przygody.

2

Rick Grimes jest typowym gliną. Kiedy go poznajemy, wraz z partnerem bierze udział w wymianie ognia z przestępcą na autostradzie. Sytuacja nie jest wesoła: partner Ricka zostaje postrzelony w rękę, sam Rick zaś pada z piersią przebitą kulą. Kiedy się budzi, jest w szpitalu, jednak koszmar dopiero się zacznie. Jego stan się poprawił, może wstać z łóżka, poruszać się, wykonywać ogólne czynności, ale coś jest nie tak. Szpital wygląda, jakby opuszczono go w panice, a Rick wydaje się być jedynym jego pacjentem. A przynajmniej jedynym żywym, bowiem placówkę zajmują hordy żywych trupów. Niestety, poza szpitalem sytuacja wcale nie przedstawia się lepiej. Chodzące zwłoki zaludniają postapokaliptyczną scenerię, a rodziny naszego bohatera nie ma w domu; tak jak i nikogonżywego nie ma w okolicy. No prawie. Spotkani w dość osobliwych okolicznościach Morgan Jones i jego mały synek stają się towarzyszami Ricka w wyprawie do Atlanty, gdzie być może kryje się rodzina Grimesa, a wraz z nią inni ocalali…

3

To, co tak bardzo przekonało mnie do komiksu, a czego całkowicie zabrakło mi w serialu, to lekko pastiszowe podejście do tematu; pastiszowe, a jednak w pełni poważne. Brzmi sprzecznie? Tylko z pozoru. Komiksowe The Walking Dead jest jak kinowy Krzyk – mamy atmosferę zagrożenia, duszny klimat upadku cywilizacji, mamy wreszcie grozę w postaci tytułowych chodzących trupów, a przy tym nie zabrakło humoru i zabawy schematami. Cóż się jednak dziwić, skoro za scenariusz wziął się Kirkman, młody uparciuch z pomysłem, do przeforsowania którego gotów był na niemal wszystko. Nawet obiecanie wydawcy, że całość wyjaśni się jako plaga mająca osłabić ludzkość, by łatwiej przebiegła inwazja obcych. Na szczęście to akurat była obietnica bez pokrycia, a gdy seria zdobyła sławę i uznanie, Kirkman mógł zająć się nią tak, jak chciał od początku – tworząc niekończący się tasiemiec o zombie, który realizuje nieprzerwanie już od trzynastu lat.

4

Drugim filarem tej opowieści jest oczywiście jej rysownik, Tony Moore. Przed The Walking Dead prawie nieznany, obecnie natomiast mogący się pochwalić pracą nad flagowymi tytułami Marvela, jak Deadpool (wydani po polsku Martwi prezydenci), Ghost Rider, Punisher czy Venom. Jego kreska jest prosta, trochę ocierająca się o cartoonowe korzenie, ale klimatyczna, nie stroniąca od niezbędnych detali, dobrze oddająca rozkład ciał truposzy i światłocień. To w niej także tkwi spory potencjał humorystyczny (choćby mimika postaci), ale nie jest to humor, który wprowadzałby dysonans do mrocznej treści. W skrócie: Moore rysuje tak, jak Kirkman pisze, i dlatego Trupy w ich wykonaniu mają w sobie to coś.

5

Podsumowując: The Walking Dead to naprawdę bardzo udana seria, po którą śmiało mogą sięgnąć nawet wszyscy ci, którzy nie znoszą zombie. W końcu dobry komiks pozostaje dobrym niezależnie od tego, jak ograny i sztampowy temat sobą reprezentuje. Polecam.

Ocena: 7.5/10

Plusy
+ klimat
+ pastiszowe ujęcie tematu
+ znakomite rysunki

Minusy
– właściwie żadne; chyba, że ktoś ma chroniczną alergię na zombie

Autor: Lipka

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/