Recenzja komiksu The Walking Dead Volume 10

The Walking Dead tom 10

Żadnej serii nie da się ciągnąć w nieskończoność. Chociaż Robert Kirkman z takim założeniem stworzył swoje Żywe trupy – i ten cykl będzie musiał dotrzeć do jakiegoś finału. Albo chociaż odpowiedzieć na najważniejsze, towarzyszące lekturze pytania. Czy może być jednak bardziej istotna kwestia niż ta, jak właściwie doszło do zombie apokalipsy? Grunt pod jej wyjaśnienie (a przynajmniej pozorny; jak zwykle czas pokaże, co z tego wyjdzie) położyli twórcy w drugiej połowie dziewiątego tomu, wprowadzając na scenę postać, która wie, co się stało i co należy zrobić. Teraz trzeba nieco wygładzić ziemię i… No właśnie. Czy nadeszła już pora na kilka odpowiedzi?

 1

Po ataku Gubernatora na więzienie ocaleli rozdzielili się, próbując na nowo odnaleźć się w świecie. Wkrótce udało im się spotkać i na nowo połączyć w jedną grupę. I wtedy na ich drodze stanął Eugene, który chciał dotrzeć do Waszyngtonu, bo jest jednym z ludzi wiedzących, co i dlaczego doprowadziło do końca rzeczywistości, jaką znali. Teraz Rick i jego towarzysze wędrują wraz z nim, psychopatycznym twardzielem, Abrahamem, i jego towarzyszką, Rositą, zmierzając do stolicy. Niestety wzajemne napięcia pomiędzy przywódcami obu grup prowadzą do niebezpiecznych sytuacji, które w konsekwencji mogą kosztować kogoś życie. Podobnie tragiczne w skutkach zapowiadają się wspomnienia minionych zdarzeń. Rick pogrąża się w swoim prywatnym szaleństwie, nie rozstając z telefonem, a tymczasem w kimś innym ujawniają się skrywane dotychczas skłonności samobójcze. Kiedy nikomu nie można już ufać, a zagrożenie czai się ze wszystkich stron, na jaw wychodzą podobieństwa pomiędzy Rickiem i Abrahamem, które mogą w końcu ustabilizować ich relacje…

 2

Chociaż scenarzysta cyklu rozpoczął przygotowania gruntu pod wspomniane odpowiedzi na pytania, w tym tomie wciąż odwleka ich wyjawienie Na szczęście ta tradycyjna już dla serii zabawa w kotka i myszkę, żonglowanie obietnicami i ich realizacjami nie psuje odbioru albumu. Jak zwykle dzieje się więc dużo, szybko i niebezpiecznie. Akcja toczy się od jednego ataku żywych trupów do drugiego, a pomiędzy Robert Kirkman wcisnął tyle, ile tylko się dało. Niektóre wątki nie przekonują już jak wcześniej (telefon), inne, nowe, brzmią sztampowo (przeszłość Abrahama), niemniej jednak dziesiąty tom The Walking Dead trzyma poziom. Szczególnie, gdy na scenie pojawia się dawno zapomniany bohater. I chociaż wydaje się to zagrywką w stylu „zabiliśmy zbyt wielu, więc trzeba jakoś teraz wyrównać bilans”, zabieg ten ma szansę ewoluować w coś ciekawego.

3

Bez zmian pozostała strona graficzna. A więc jest bardzo dobrze. Adlard radzi sobie znakomicie, czuje temat, a praca nad serią niemal od samego początku sprawiła, że doskonale wie, co ma robić. Jego ilustracje, choć nie epatujące czernią, potrafią być mroczne, krwawe i brutalne, kilka sekwencji natomiast pozostaje w pamięci na długo. A że przy okazji tej części losów Ricka i jego przyjaciół miał możliwość przygotowania kilku splashpage’y, które wychodzą mu iście rewelacyjnie; jest na co popatrzeć.

Reasumując – wciąż warto. Nie ma w tym tomie niczego nowego (co niestety jest zmorą wszystkich serii, choć tutaj rzuca się to w oczy dość wyraźnie), jednakże nie schodzi on poniżej pewnego poziomu. Miłośnicy zombie, jak i cyklu będą więc usatysfakcjonowani i czeka na nich spora porcja dobrej, mocnej rozrywki. Polecam.

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/

  • Pospolita Ola

    Muszę przyznać, że uwielbiam serial The Walking Dead, ale po komiks też z wielką chęcią bym sięgnęła 🙂
    Widzę, że serial jest bardzo podobny. Recenzja bardzo mi się podoba!

  • Paul U

    Fajna scenka z Maggie, ładny spoiler 😀
    Brawo Nie Tylko Gry 😀
    Co do postu, bardzo fajnie napisany i nie mogę się doczekać waszego zdania na temat tomu 17 😀