Recenzja komiksu The Walking Dead Volume 8

TheWalkingDeadV8.1

W serii The Walking Dead co chwilę ktoś znaczący ponosi śmierć bądź też zostaje okaleczony. Ten zabieg stał się swoistą kliszą cyklu, grożącą praktycznie kompletną wymianą postaci co jakiś czas, pozostawiając tylko nieliczne znajome twarze. Może to znudzić? Może, a jednak, jak udowodnił tym tomem Kirkman, wciąż da się z tak zgranego motywu wykrzesać mnóstwo emocji, wzruszeń i przykuwającej uwagę akcji.

Zaczęło się jednak niepozornie. Można by nawet rzec, że w sposób na siłę odwlekający to, na co czekali czytelnicy. Potwornie okaleczony przez Michonne Gubernator balansuje na krawędzi życia i śmierci. Kastracją i utratą kilku fragmentów ciała, w tym także oka, zapłacił za swoje dotychczasowe czyny, jednakże nadal nie zmalała jego żądza mordowania. Uratowany niemalże cudem, wkrótce zaczyna działania mające pomóc mu odnaleźć więzienie, gdzie ukrywają się Rick oraz jego ludzie i przeprowadzić na nich niespodziewany atak. Tylko przypadek sprawia, że udaje mu się osiągnąć cel i ze swoimi towarzyszami rozpoczyna oblężenie całego terenu. Wprawdzie czołg, który posiada, jest jedynie typowo pokazowym gadżetem, ale nie zmienia to faktu, iż sytuacja prezentuje się bardzo niebezpiecznie. Obrona mieszkańców więzienia przebiega więc nie bez ofiar, a kiedy sam Rick zostaje ranny, okoliczności stają się jeszcze bardziej dramatyczne. Podział wśród bohaterów doprowadza do osłabienia sił, a przewagi po stronie Gubernatora może nie zrównoważyć nawet straceńcza misja, której wbrew woli Ricka podejmuje się część jego towarzyszy…

TheWalkingDeadV8.2

Doskonale wiedziałem, czego spodziewać się po tym tomie. Nie oglądałem serialu aż tak długo, zniechęcony po kilku odcinkach, ale miałem okazję czytać powieści współtworzone przez Kirkmana. Orientowałem się więc już, kto zginie, a kto nie i jakie losy czekają poszczególnych bohaterów. Może nie tak do końca; książki prezentowały w końcu akcję z perspektywy tych złych, ale pewien ogólny obraz całości posiadałem. Po co o tym wspominam? Ponieważ niektóre opowieści potrafią poruszać niezależnie od tego, ile razy się je czytało, nawet kiedy już nie są w stanie niczym zaskoczyć, a ich treść zna się na pamięć. I dokładnie tak dzieje się w przypadku Made to Suffer. A chociaż czasem akcja nazbyt zwalnia, zaraz pojawiają się sceny, które to wszystko rekompensują.

TheWalkingDeadV8.3

Graficznie jest bez zmian. Adlard utrzymuje swoje prace na poziomie, jaki sam zresztą wyznaczył. Jest mrok, jest dużo krwi, są charakterystyczne elementy, jak kadrowanie, delikatna niechlujność czy podejście do cieniowania. I jak zawsze znalazło się także miejsce na absolutnie genialne sceny, od których nie można oderwać wzroku. Aż chciałoby się powiedzieć o nich coś jeszcze, opisać ze szczegółami bądź po prostu przedstawić tutaj w formie ilustracji, ale niestety zepsułoby to największe zaskoczenia i odebrało siłę przekazu. Zamiast więc mówić więcej, zachęcam – sięgnijcie po komiks, nie zawiedziecie się.

TheWalkingDeadV8.4

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/

  • G-WEB

    Osobiście mniej odpowiada mi komiksowy Gubernator. W serialu wydawał mi się on bardziej ogarnięty. Masz też słuszność w tym, że naprawdę sceny się trochę wlokły. Warto jednak przeczytać i porównać z serialem 🙂