Recenzja komiksu The Walking Dead Volume 9

TheWalkingDeadV9.1

Nastał czas zmian. Znów. Tym razem twórca cyklu, Robert Kirkman, zdecydował się nie tylko dokonać przetasowania wśród postaci, ale także zostawić za sobą przynajmniej część bagażu serii i pozwolić bohaterom na nowy początek. To zaś pociąga za sobą wiele ciekawych rzeczy, ale czy taki stan długo się utrzyma?

Po walce z Gubernatorem, która Ricka i jego ludzi kosztowała nieludzką cenę, drogi ocalałych rozeszły się. Część uciekła z pola walki, część po tragicznym w skutkach pojedynku błąka się rozdzielona z resztą. Michonne, jak to ona, radzi sobie nieźle, ale gorzej ma się szukający wraz z synem miejsca do zamieszkania Rick. Opustoszałe miasto i jeden z domów wydają się być całkiem niezłym rozwiązaniem. Niestety, ostatnie wydarzenia odcisnęły na ocalałych swoje piętno. Rick traci przytomność, a stan jego zdrowia pogarsza się z każdą chwilą. Mały Carl, pozostawiony sam sobie, musi zatroszczyć się o potrzeby własne i ojca, co pozwala mu się przekonać, że potrafi poradzić sobie bez opieki. A przynajmniej chciałby w to wierzyć – wbrew temu, co czuje. Kiedy Rick odzyskuje wreszcie siły, pojawia się nowa nadzieja. Odebrany telefon od kobiety, która żyje w większej społeczności, staje się szansą na ponowne ułożenie życia, ale żaden z nich nie ma pojęcia, kim jest rozmówczyni i jaka tajemnica kryje się w kontaktach z nią…

TheWalkingDeadV9.2

Jak się można domyślić, wspomniany już na wstępie swoisty drugi początek losów Ricka i Carla nie trwa długo. Zostawieni z tyłu bohaterowie z czasem pojawiają się znów w ich życiu, ale przetrzebiona przez Gubernatora garstka nie ma lekko. Stracili wielu przyjaciół i bliskich, nie mają dachu nad głową, a także środków do zaspokajania potrzeb. Wszystko to jednak przychodzi w swoim czasie; wcześniej mamy kameralną historię, której treść przypomina nieco Drogę Cormaca McCarthy’ego, skupiającą się na prywatnej tragedii i relacjach ojciec-syn. Szybko jednak te tematy zostają zdominowane przez rozpalający wyobraźnię wątek, czyli rozmowy telefoniczne Ricka. Jego rozwiązanie – choć od początku zdajemy sobie sprawę, że kryje coś więcej – zaskakuje, porusza i urzeka. Szkoda jednak, że pociąga za sobą wyjaśnienie sekretu Michonne, przedstawione w sztampowy i oczywisty sposób, a przy okazji jest prowadzony zbyt długo, psując odrobinę początkowy efekt.

TheWalkingDeadV9.3

Scenariusz jednak to kawał dobrej, solidnej roboty, gdzie zombie i inni wrogowie znajdują się na dalszym planie, zaś w centrum zainteresowań leżą wątki osobiste. Rysunki Adlarda, który najlepiej czuje się w makabrze, także nie zawodzą. Autor sprawnie przedstawia stonowane, spokojne sekwencje, niemalże pozbawione akcji, nie zapominając przy okazji o porcji mroku. Wprawdzie nie wszystko tu trzyma tak wysoki poziom, na jaki liczyłem, a twórcom zakradło się wiele oczywistości i klisz, ale zabawa nadal jest bardzo dobra.

TheWalkingDeadV9.4

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/