Recenzja komiksu The Wicked + Divine Volume 1: The Faust Act

wicdiv cover

A jeśli bogowie pojawiają się na Ziemi? Raz na jakiś czas i tylko na chwilę? Skupiają wokół siebie tłumy wyznawców, zmieniają historię świata, narobią bałaganu i znikają? A żeby jak najbardziej bezpośrednio wpływać na ludzkie dusze, umysły, emocje – stają się gwiazdami muzyki?

Czy to nie brzmi jak materiał na przebojową mangę dla nastolatków? Tak właśnie pomyślałam po kilku pierwszych stronach The Wicked + Divine, po czym skrzywiłam się na niepasujący do tej wizji hiperrealistyczny styl tego komiksu. Czy to nie jest wobec tego wyjątkowo głupi pomysł, i jeszcze pokazany nie dość przebojowo? Jednak WicDiv nie zrobiłoby takiej kariery, gdyby było jedynie tym. A jest doceniane nie tylko przez czytelników, ale i innych twórców, którym zdarza się stosować ten tytuł jako coś w rodzaju miarki hardkorowości ich historii.

Ojcami WicDiv są Kieron Gillen i Jamie McKelvie, twórcy Phonogramu. Wymyślili kolejną wariację na temat swojego pierwszego uniwersum, gdzie muzyka jest Boginią i stwarza własne demony, kapłanów i świętych. Tylko tym razem jest odwrotnie – to kontakt z antycznymi bóstwami jest koncertem (jak koncert?) britpopu, metalu, rocka. Czasem występują w przeznaczonych do tego pubach, kiedy indziej w podziemiach metra. Przygarniają wszystkich do serca albo każą się poszukiwać w ciemności. Mówią zagadkami. Mieszkają w ciałach zwykłych nastolatków, którzy nagle stają się wszechmocni – ale mają przed sobą jedynie dwa lata życia.

wicdiv 1

Głównymi postaciami The Faust Act są Lucyfer – androgyniczna, przypominająca Bowiego istota w białym garniturze – i szukająca swojego boga Laura, póki co wyznawczyni całego Panteonu. Jej ogromnym marzeniem jest zostać przyboczną któregoś z nich – skoro taki Odyn (Woden) ma swoje walkirie, dlaczego Lucy nie miał(a)by mieć demona? Mniej więcej taką logiką, połączoną z fascynacją i zwykłą sympatią dla Szatana, kieruje się Laura postanawiając pomóc swojemu bóstwu. Dzięki temu pozna pozostałych, nawet Ananke, która jest ich akuszerką. Wiele się dowie, ale to jeszcze nie znaczy, że czegoś się nauczy i dużo zrozumie…

WicDiv jest bardzo wciągające, ale im dalej w las, tym mniej zrozumiałe. Panteon albo się chwali swoimi osiągnięciami, albo przemawia stylem Pytii. Każdy z bogów jest BARDZO WAŻNY i ma (chyba) MISJĘ, ale może zginąć – z ręki rodzeństwa lub Ananke. Umrzeć, z punktu widzenia pierwszego tomu komiksu, kompletnie bez sensu. Rozczarowująco. Jeśli czytaliście Phonogram, wiecie, że Gillen tak robi, głównie po to, żeby wciągnąć czytelnika jeszcze głębiej w wymyślony przez siebie świat.

wicdiv 2

Rysunki McKelviego wydają się trochę zbyt statyczne i realistyczne jak na pomieszczenie całej nieziemskości WicDiv, ale ten kontrast też jest czymś zamierzonym i kultywowanym przez ten duet od dawna. Phonogram był czarno-biały, co świetnie do niego pasowało. Ten komiks jest kolorowy dzięki pracy Matta Wilsona (Eisner za Paper Girls), ale… Nie chciałabym narzekać… ale w skali szarości McKelvie miał jakby więcej głębi i surrealizmu. Za to okładki serii są odpowiednio nieziemskie.

Wybranie Lucyfera na główną postać pierwszego tomu serii o boskich wizytacjach na Ziemi jest przewrotne, klasyczne i intrygujące. Zwłaszcza, że skład Panteonu jest naprawdę eklektyczny: Baal, Woden, Minerwa, irlandzka Morrigan… Jak dla mnie to na razie największa zagadka WicDiv, zaraz obok tej, po co w ogóle bogowie zstępują między ludzi na dwa lata. Bo już powoli domyślamy się, że chyba nie dlatego, żeby podtrzymać wiarę w swoje istnienie. Mają plan, przykryty brokatem, tłustymi bitami i cool stylizacjami. Albo ma go ich akuszerka. Nie wiadomo.

wicdiv 3

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Wicked + The Divine
Wydawnictwo: Image
Autor: Kieron Gillen, Jamie McKelvie, Matt Wilson
Typ: komiks
Gatunek: supernatural, fantasy
Data premiery: 12 listopada 2014
Liczba stron: 177

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).