Jeśli chcecie (a będziecie chcieli) zanurzyć się w atmosferze Tylera Crossa, puśćcie sobie muzykę Ennio Morricone albo Milesa Davisa z lat 70. Dzięki pierwszemu wczujecie się bardziej w wizję scenarzysty (Fabiena Nury), za to mocny, ciemny jazz będzie współbrzmiał z pełną kontrastów, czerpiącą z ekspresjonizmu i ligne claire kreską Brüno. A przynajmniej taki podkład proponują autorzy w wywiadzie przeprowadzonym podczas festiwalu w Angoulême.

Ten frankofoński komiks to, zgodnie z tradycją wyznaczaną przez Blueberry czy amerykańskie przygody Mézièresa i Christina, esencja dzikiego zachodu. Ale nie tylko, bo wziął się przede wszystkim z fascynacji kinem noir i Bogartem. Czyli razem z Crossem dostajemy do ręki kawał filmowej historii, mnóstwo nostalgii, czysty romantyzm i sporo humoru, oczywiście czarnego. To taka Casablanca dla rewolwerowca. Nawet okładka jest stylizowana na poster filmu I Died a Thousand Times (1955), remake’u High Sierra (1941). To właśnie fotosy z tej ostatniej produkcji były wizualnym początkiem pracy nad nową serią Nury i Brüno. Serią, bo to komiks kilkutomowy. Na wydanie drugiego (Angola) po polsku czekamy do sierpnia (!), ale jakby co, po francusku są już trzy.

Tyler Cross jest mężczyzną o mrocznej przeszłości (musimy o niej wiedzieć tylko tyle, że kiedyś przyjdzie mu zapłacić za swoje grzechy), który trafia na pustynię w okolicach Rio Bravo (ja tu od razu słyszę Simona i Garfunkela) z mnóstwem drogiej heroiny i kilkoma dolarami przy tyłku. Jak głosi okładka „docenia ironię i rusza przed siebie”. Spotkacie ten cytat w wielu recenzjach i na bookstagramie, co nie dziwi, taki początek historii intryguje i po prostu cieszy. Jak przystało na filmowego amanta z lat 50., wyjęty spod prawa przemytnik będzie sarkastyczny, ale z charakterystycznym rozmachem zawalczy o wolność i sprawiedliwość. Po drodze trafi do skorumpowanego miasteczka rządzonego przez rodzinkę twardych facetów z Południa dręczących (to się musiało stać) piękną kobietę. Będzie romans, nawet scenka, Nury (co jest leciutkim spojlerem) nie zamknie się jednak w klasycznym motywie panienki do uratowania, skorzysta z nowszych trendów, bardziej niejednoznacznych i emancypacyjnych. Bardzo doceniam subtelność i empatię, z jaką został poprowadzony ten wątek.

Nury wymyślił romans, rozpirzenie westernu w drzazgi, wybuchy… A Brüno nadał im życie znacznie głębsze niż tylko hollywoodzkich dekoracji. Scenarzysta mówi, że nie chodziło mu o to, żeby Tyler Cross był pastiszem czy hołdem dla kina noir i westernu, miał pokazywać przyjemność zanurzania się we wszystkich tych gatunkach naraz. Chłopakom się udało, w każdym razie ja ją poczułam. Do tego gruba kreska, wyraźne, nieprzesadnie realistyczne kolory, dramatyczne zwroty akcji i długa, absurdalna sekwencja monologu wewnętrznego grzechotnika!… Być może bylibyście w stanie przewidzieć wydarzenia składające się na ten komiks, ale nie sposób, w jaki zostaną pokazane. Nie przewrotność i czułość snucia tej narracji.

Usłyszycie o Tylerze Crossie, że to męski komiks o twardym facecie. To nie jest może brednia, ale jak to późny wnuk Bogarta, ten bohater ma co najmniej dwie twarze. Jedną na pokaz, drugą do skrupulatnie dawkowanego użytku wewnętrznego. I to właśnie ona sprawia, że kochamy takich rewolwerowców i ich autorów. Może nie da się z nimi żyć długo i szczęśliwie, ale zmieniają nasze życie, dają nam kopa do tego, żeby pójść dalej i nie zapominać… Sami widzicie, przy historii Nury’ego i Brüno można się rozmarzyć. Od łzawości ocali nas ironia i absurd, jak i odpowiednia dawka masakry w stylu Tarantino. Co prawda autorzy się na niego nie powołują, ale skojarzenia są, w końcu wszyscy czerpią z tego samego pulp fiction.

Bardzo dziękuję OMG! Wytwórnia Słowobrazu, a zwłaszcza Katarzynie Kamieniarz, za egzemplarz komiksu do recenzji!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Tyler Cross 1 – Black Rock
Data premiery: marzec 2018 (Polska), 2013 (Francja)
Scenariusz: Fabien Nury
Rysunki: Brüno
Typ: komiks
Gatunek: noir, western

wow2

Dodaj komentarz

avatar