Uncanny X-Force 1 Okładka

Pod względem jakości fabularnej komiksy z głównego nurtu dzielę na: fatalne (te występują w naturze najczęściej), średnie (drugie pod względem liczebności) i mocne (wyjątkowe okazy zagrożone wyginięciem). Tak mniej więcej na przełomie ostatnich dwóch kategorii, w sferze optymalnej przystępności, gęściej pojawiają się historie wycelowane w starszego czytelnika i właśnie w te okolice trafia też zbiorcze wydanie Uncanny X-Force.

Włochaty, kanadyjski karzełek z metalowymi pazurami, znacząco mniej włochata Brytyjko-Azjatka z ostrzami psionicznymi, skrzydlaty blondasek, najbardziej eksploatowany najemnik Marvela i Francuz z trzema mózgami, który tak naprawdę nie jest Francuzem, a sztucznym pół mutantem, pół sentinelem. To aktualny (przynajmniej podczas tej serii) skład X-Force, czyli tajnej odnogi X-Men zajmującej się robieniem wszystkiego, o czym opinia publiczna wiedzieć nie powinna. Tym razem Aniołki Wolverine’a stawiają czoła reinkarnacji Apocalypse’a w zestawie z nowymi jeźdźcami, nienawidzącym mutantów Reaversom i armii robo-herosów z przyszłości zdeterminowanych w szerzeniu swojej zero-jedynkowej wizji świata.

Uncanny X-Force 1 Skan 1

Brzmi całkiem sztampowo? Prawda, bo tak jest. Na szczęście lekko oklepane historie są tutaj tylko narzędziem, obnażającym psychikę członków drużyny i często kością niezgody, testującą jej integralność. Każdy z wątków dotyka osobiście przynajmniej jednego z mutantów, co z kolei wpływa na całą ekipę. Siła scenariusza Ricka Remendera leży właśnie w często zgrzytającej, wielowarstwowej chemii między bohaterami i w bardzo wyraźnym nakreśleniu ich charakterów i motywacji. Logan ukazuje swoje zdolności przywódcze, miejscami ocierające się o rodzicielską troskę, Angel miotany jest rozterkami związanymi ze swoim apokaliptycznym alter ego, a Psylocke usilnie stara się odnaleźć swoje miejsce w tej małej, psychotycznej ekipie. Chwali się poświęcenie dużej uwagi złożonej, i dla wielu czytelników nieznanej, postaci Fantomexa. Najbardziej wyróżnia się jednak Deadpool, którego żarty przestały być cechą definiującą, a stały się oznaką szaleństwa i nieudolnym sposobem radzenia sobie z własnym zagubieniem i niemalże niemożliwymi do zrealizowania, heroicznymi ambicjami. Warto ten komiks przeczytać choćby tylko po to, żeby zrozumieć. jak tragiczną postacią jest naprawdę Wade Wilson.

Starczy tych pochwał, teraz o samej fabule: motywuje do czytania… i tyle. Niestety “dorosłość” nie opiera się tutaj na jakiejś głębokiej, wielowarstwowej intrydze, a na zwykłej brutalności i wyraźnym doczepieniu małego, kostropatego dopisku “anty-” przed każdym “bohater”. Kontrowersje są jednak stonowane, dzięki czemu mijają się z niesmacznym przerysowaniem i nie uciekają z ogólnego klimatu. Najlepiej wypada Sposób na Apocalypse’a, bo nawet chwilami zaskakuje, a reszta tomu utrzymuje porządny poziom.

Uncanny X-Force 1 Skan 2

To wszystko jest przede wszystkim świetnie narysowane. Wstęp autorstwa Leonardo Manco jest miejscami niedbały, ale odkupuje winy szczegółowością i względnym realizmem. Następnie ołówek przejmuje Jerome Opeña, którego pełne dynamiki, dopracowane kadry podkreślają wartość pierwszej historii. Jego kreska jest gładka i pewna, ale obrazowość i doskonale dopasowane kolory Deana White’a wypełniają strony dosyć posępną atmosferą. Część zatytułowaną Reavers szkicował Rafael Albuquerque, przedkładający szarpaną ekspresję nad realizm, i temu podejściu też nie można odmówić specyficznego, złowrogiego uroku. Końcówka w wykonaniu Esada Ribića daje radę, nawet bardzo, ale zachwyca sporadycznie.

Wiecie, co jeszcze bardziej nie zachwyca? Tłumaczenie. Może to po prostu zboczenie zawodowe anglisty, może mniej uważny czytelnik tego nie wyłapie. Ja musiałem czasami powstrzymywać się przed soczystym facepalmem. Pierwszym problemem są żarty, głównie w wykonaniu Deadpoola. Nawet w oryginale nie są zbyt zabawne, bo nie miały być, ale ich przekład (zwykle nie dosłowne tłumaczenie, co akurat pochwalam) jest rzadko dopasowany do sytuacji i zbyt często niezgrabny gramatycznie. Chwilami miałem wrażenie, że odpowiedzialna za translację osoba nie załapała, że dana kwestia ma zabarwienie humorystyczne. Dochodziło do tego, że nawet przy zwykłych rozmowach zauważałem jakiś zgrzyt językowy i od razu mogłem odgadnąć, jak tekst brzmiał w oryginale i z czego wyniknął błąd. Byków takich jak przetłumaczenie dosłownie angielskiego idiomu “as the next guy” (który oznacza po prostu “jak każdy”) jest niestety sporo. Jak na ironię – najbardziej skrzywdzony pod tym względem jest pierwszy, najmocniejszy etap historii. Szkoda, że tak wyszło, bo psuje to wrażenie z wydania, które pod względem jakościowym i estetycznym jest prawie nieskazitelne.

Uncanny X-Force 1 Skan 3

Nie zniechęcajcie się jednak, bo Uncanny X-Force jest mocnym zawodnikiem, jednym z mocniejszych w swojej wadze. Szansa, że rozbudzi w malkontentach nagłą miłość do superludzi w trykotach jest mała, ale nawet umiarkowani miłośnicy tematyki powinni być zadowoleni. Ten komiks po prostu nie sili się na nic ekstremalnie ambitnego. Robi swoje i jeśli nie jest w tym najlepszy, to z pewnością cholernie dobry.

P.S. Jeśli tłumaczenie The Apocalypse Solution na Sposób na Apocalypse’a miało być jakimś odniesieniem do Sposobu na Alcybiadesa, to ja tego żartu nie kupuję.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Uncanny X-Force – 1 – Sposób na Apocalypse’a
Wydawnictwo: Marvel Comics/Mucha Comics
Typ: Komiks
Gatunek: Komiks superbohaterski
Data premiery: 20.09.2017
Autorzy: Rick Remender, Rafael Albuquerque, Leonardo Manco, Jerome Opena, Esad T. Ribic
Liczba stron: 224

Dodaj komentarz

avatar