Guy Delisle to autor kojarzony głównie ze swoich świetnych powieści graficznych traktujących o życiu w obcych krajach. Już tytuły jego czołowych pozycji, takich jak Pjongjang, Kroniki jerozolimskie czy Kroniki birmańskie mówią wszystko. Teraz nadszedł czas na nowe dzieło, o wiele lżejsze, zabawniejsze i bardziej zwyczajne niż wspomniane dokonania (jakkolwiek by to nie brzmiało), ale równie rewelacyjne i dostarczające świetnej, bardzo trafnej w swej satyrze rozrywki. Nieważne, czy sami jesteście rodzicami czy nie.

Witajcie w świecie ojcostwa. Guy Delisle, autor komiksów, podróżnik, człowiek, który przeżył wiele i wiele widział, mierzy się z największym w swoim życiu wyzwaniem. Bo jak tu upilnować niegrzeczne dzieciaki, które wejdą wszędzie i wszystko spsocą? Jak prowadzić sobie z wytłumaczeniem im kwestii, których nie rozumieją? I jak przetrwać własne porażki rodzicielskie, które prowadzą do sytuacji równie komicznych, co kłopotliwych?
W krótkich opowiastkach z życia ojca Guy Delisle pokazuje rodzicielską codzienność może i nieco w krzywym zwierciadle, może i z ironią, ale z wielką trafnością. Od problemów z nieprzychodzącą po ząb wróżką, przez zmagania z piłą łańcuchową, po przypadkową rozmowę uświadamiającą. Jak przeżyć to wszystko i nie zwariować?

Oczywiście z humorem! Delisle zawsze swoje opowieści, nawet te najbardziej mroczne i poruszające, serwował nam z przymrużeniem oka. Kontrast ten sprawiał oczywiście, że czytelnik odbierał je w jeszcze intensywniejszy sposób, a jednocześnie mógł złapać nieco oddechu, kiedy tego potrzebował. Tym razem jest nieco inaczej, powaga schodzi na dalszy plan, nie ma tu dramatycznych momentów ani poruszania ważkich i drażliwych dla świata tematów. Jest humor, jest lekkość, ale są też prawda i trafność. I wszystko to, co miliony czytelników pokochały w pracach Delisle.

Bo Vademecum złego ojca to tylko pozornie rzecz inna niż wcześniejsze dzieła autora. W końcu w niejednym swoim travelogu poruszał temat ojcostwa i związanych z tym przypadków. Tu jedynie skoncentrował się na nim całkowicie, pomijają właściwie całą towarzyszącą dotąd otoczkę. Dodatkowo skupił na luźnych epizodach, które na myśl przywodzą typowe europejskie komiksy tego typu. Wszystko to zrobił jednak naprawdę znakomicie i z taką lekkością, że album – a właściwie tomik – pochłania się w kilka minut.

Spora w tym zasługa zmiany formy. Niewielki format, mała ilość kadrów na stronie, więcej opowiadania obrazem niż tekstem. Graficznie jednak komiks pozostał bez zmian względem poprzednich dokonań autora: jest prosty, cartoonowy, oszczędny, ale wyrazisty. Zmieniło się za to samo wydanie, bardziej przypominające mangi niż inne komiksy z nazwiskiem Delisle na okładce, bo i format podobny, i dodatkowa obwoluta, i nawet grubością rzecz do złudzenia przypomina typowy tomik tankōbon.

I to właściwie tyle, jeśli chodzi o pierwszą część Vademecum złego ojca. To kawał dobrego komiksu głównie dla dorosłych czytelników, którzy mieliby ochotę na dobrą, życiową satyrę. Ma swój urok, ma swój klimat, jest zabawny, przesłania i mądrości też trudno mu odmówić. Bardziej to jednak pozycja rozrywkowa niż zaangażowana, miejcie to na uwadze, kiedy będziecie sięgać po komiks. A sięgnąć jest po co, bo jak na rzecz stricte służącą zabawieniu czytelnika to naprawdę dobra i satysfakcjonująca pozycja. Jak każde dzieło autora, polecam gorąco, bo Delisle nigdy nie zawodzi.

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Vademecum złego ojca, tom 1
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Autorzy: Guy Delisle
Typ: komiks
Data premiery: czerwiec 2019

Dodaj komentarz

avatar