Vikings: Sword of Kings

Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

Recenzje komiksów The Vikings i Vikings: Blood Legacy już za nami, przyszedł więc czas na ostatni wydany w tym roku – rozdawany w zeszłym na imprezie San Diego Comic Con przez wydawnictwo Zenescope zeszyt Vikings: Sword of Kings. Czy warto zainteresować się tą pozycją? Przekonajcie się, czytając tę recenzję. Zapraszam.

2

Komiks dzieje się w czasach, gdy Ragnar jest jeszcze earlem Kattegat i opowiada historię walki z earlem Skirnirem, który zaatakował jego ziemie. Podczas potyczki Ragnar niszczy swój unikalny miecz, przez co nie jest już tak skuteczny w walce, wobec czego Floki wyrusza w podróż do wioski krasnoludów, którzy świetnie znają się na kowalstwie i prosi ich o pomoc w naprawie oręża. Krasnoludy zgadzają się, ale oczekują w zamian pewne wynagrodzenia, na które Floki oczywiście się zgadza. W trwającej w międzyczasie bitwie Lagertha doznaje bardzo poważnych obrażeń i jest w ciężkim stanie. Choć bitwa została wygrana przez wojowników z Kattegat, to władca nie może spać spokojnie. Na szczęście przybywający po zapłatę za pomoc krasnoludy mają też umiejętności pozwalające pomóc żonie Ragnara.

Dużym plusem zeszytu, który z pewnością ucieszy fanów Wikingów, jest pojawienie się znanych twarzy – w tym krótkim trzynastostronicowym komiksie zobaczymy większość głównych bohaterów telewizyjnej serii – władcę Ragnara, jego żonę Lagherthę, przyjaciela Flokiego, brata Rollo oraz syna Bjorna.

3

Niestety jednak – tym, co najbardziej nie podoba mi się w tym zeszycie, jest powrót rysownika z pierwszego komiksu. Za scenariusz dalej odpowiada znany z Blood Legacy duet Ralph Tedesco i Joe Brusha we współpracy z Michaelem Hirstem, co wyraźnie widać. Historia jest ciekawa i w fajny sposób rozwija serialowe uniwersum. Wizualnie jednak komiks cofa się do poziomu The Vikings – plansze są nudne, z jednokolorowym i nijakim tłem, a twarze postaci są niewyraźne i zwyczajnie brzydkie. To niestety kolejny raz zasługa Dennisa Calera. Nawet plansze ze scenami walki, które tak chwaliłem w Blood Legacy, tutaj kompletnie nie pozwalają wczuć się w klimat. Ale wiadomo, chwaliłem, bo były przygotowane przez innego rysownika – Giuliana Piccininna – który, jak widać, jest co najmniej o poziom wyżej, zna się na robocie i dobrze wie, jak przykuć uwagę czytelnika.

4

Choć, jak wspominałem, od strony wizualnej komiks leży na całej linii, to jednak zawiera dość ciekawą i wartą zainteresowania historię rozszerzającą serialowe uniwersum Wikingów. Niestety, komiks bardzo ciężko zdobyć – nie ma go na stronie wydawnictwa oraz sklepach oferujących sprzedaż komiksów, ale jeśli kiedykolwiek wpadnie Wam w oko jakaś oferta z nim związana, to mimo wszystko zachęcam do zainteresowania się nią.

Pamiętajcie, że w każdy piątek o 22:00 – dzień po premierze w USA, na kanale History możecie oglądać nowe odcinki czwartego sezonu Wikingów.

Ocena: 6/10

Plusy
+ znane serialowe postaci
+ interesująca historia

Minusy
– powrót rysownika znanego z pierwszej części serii
– nudne i brzydkie plansze
– kadry ze scenami walki kompletnie nie oddające klimatu
– całość od strony wizualnej

Autor: Severan

Dodaj komentarz

avatar