voracious cover

Voracious to bezczelnie idiotyczny pomysł na komiks: pewien kucharz dziedziczy po wujku wehikuł czasu, dzięki czemu otwiera własną knajpę z potrawami z dinozaurów. Trochę to wszystko szurnięte, mieszają się tu wątki ukochane przez pulp fiction i popkulturę różnych lotów, a bohaterowie cytują Power Rangers (i nie tylko). W każdym zeszycie znajdziecie też co najmniej jeden przepis na porządny mięsny posiłek z prehistorycznego gada, do zastąpienia kurczakiem lub innym osiągalnym dla zwykłych śmiertelników zwierzęciem.

Wrzucenie na jeden talerz kulinariów, dinozaurów, wątków przygodowych i romantycznych (potraktowanych dużo subtelniej niż w klasycznej powieści brukowej) to prawdziwe kulturowe fusion, czyli posiłek nie dla każdego. Nie wystarczy miłość do Kung Fury, potrzebna jest odporność na (czasami niedorzeczne) rozwiązania jak z seriali s-f z lat 90. (zwłaszcza w drugim tomie). Dobrze byłoby też, żeby czytelnik lubił gotować. Wyobrażam sobie tu od razu adresata Men’s Health rozważającego, czy do pterodaktyla pasują pieczone pomidorki koktajlowe i ile to bydlę może mieć białka. Voracious sprawdziłoby się także wśród amatorów festiwali najgorszych filmów świata czy fanów VHS Hell. Ale z góry ostrzegam, dla tej publiczności to komiks ciut za mało groteskowy, nastawiony na totalny odjazd czytelnik może żałować (jak pisząca), że nie pociągnięto akcji do granic absurdu. Dodałoby to nie tylko odpowiedzialnego za poczucie nasycenia smaku umami, ale pozwoliło też bez mrugnięcia okiem zaakceptować pojawiające się sporadycznie bezsensowne „naukowe” wyjaśnienia.

Jak wygląda fabuła Voracious? Nate, odnoszący spore sukcesy szef kuchni, w wyniku osobistej tragedii porzuca nowojorską karierę i wraca do Utah, do swojego rodzinnego miasteczka Blackfossil. Tam czeka na niego jego twarda, indiańska babcia, znajomi z dzieciństwa, przyjaciele rodziny… Nie robi się z tego Powrót do Garden State, bo wszyscy za szybko mają huk pracy w nowej knajpce z wyjątkowo pysznym mięsem. Już w pierwszym zeszycie główny bohater otrzymuje nieoczekiwany spadek, zostaje bogatym człowiekiem i odkrywa wyjętą z naukowej fantastyki tajną willę wujka-dziadka oraz niesamowite wyposażenie swojej nowej jaskini Batmana. Pierwszy tom komiksu jest w zasadzie zupełnie beztroski, Nate cieszy się jak dziecko odkrytym nagle przejściem do prawdziwego Zaginionego Świata, opycha siebie i miasteczko „dinozauriną”, odzyskuje chęć życia. Dopiero ostatni zeszyt pokazuje, że nic nie jest proste, a każde działanie ma konsekwencje. Zapowiada także zupełną zmianę klimatu na poważniejszy i jeszcze bardziej fantastyczno-futurystyczny.

voracious 1

Choć scenariusz Markisana Naso czasami grzeszy generycznością, akcja Voracious jest zupełnie strawna w ramach rozrywki czy guilty pleasure. Trochę problemu sprawiły mi za to rysunki Jasona Muhra i kolory Andreia Tabacaru. Pierwsze niebezpiecznie przypominają Alexa + Adę, dążą do realizmu, jednak bywają nudnawe i niezręczne. Ruchy i mimika postaci są często uchwytywane w trakcie wykonywania, więc dostajemy dziwny grymas lub pozę – co zwykle dodaje scenom energii i naturalności, ale bywa też przyczyną dziwaczności i pewnej brzydoty. Natomiast barwy… są paskudne. Zwłaszcza prehistoryczne. Komiks daje po oczach i nie jestem pewna, czy to specjalne, prowokacyjne nawiązanie do lat 90., czy po prostu specyfika warsztatu, której nie umiem docenić. Zwłaszcza dinozaury straszą jaskrawymi łatkami, ale to z kolei pozostaje w zgodzie z ustaleniami paleontologii (co na to doktor Ross Geller?). Voracious to wyraźny kontur, mocne przejścia między kolorami, niedużo gradientu, a co za tym idzie – także trójwymiarowości… W porównaniu z Alexem czy Simsami wygrywa, więc jeśli to może być rekomendacja… Jestem pewna, że gdyby idiotyczność pomysłu na ten komiks została w nim w pełni wykorzystana, nie zwróciłabym najmniejszej uwagi na wizualne niedostatki, wówczas byłyby tylko naturalną konsekwencją jego pulpowości.

Voracious obiecuje nieskrępowaną realizmem rozrywkę i cytaty z tak brzydkiej, że aż pięknej popkultury końca XX wieku. Obietnica zostaje częściowo pokryta, jest tu guilty pleasure, nie ma powabu Kung Fury ani totalności produkcji studia filmowego Troma. Całość zamknie się w trzech tomach, pierwszy jest beztroski, drugi to poważniejsza fabuła policyjnej dramy z elementami horroru i futurystyki (naprawdę, wszystko naraz), na trzecią czekam… Szczerze mówiąc, tak, czekam, bo ciągle wierzę w absurd całego tego przedsięwzięcia, ignoruję niedostatki rysunku, rozważam skorzystanie z przepisów. Póki co radzę wam nie czytać Voracious na głodniaka, ja musiałam przerwać lekturę, żeby wyskoczyć po kawał czegoś mięsnego (czego się wstydzę, bo aspiruję do zupełnie innej diety). Poza tym, jeśli ciągle kochacie Żółwie Ninja i tym podobne, jest szansa, że znajdziecie nową ulubioną produkcję…

voracious 2

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Voracious Volume 1: Diners, Dinosaurs & Dives
Wydawnictwo: Action Lab – Danger Zone
Autor: Markisan Naso, Jason Muhr, Andrei Tabacaru
Typ: komiks
Gatunek: pulp fiction, science-fiction, kulinaria
Data premiery: 10 Sierpnia 2016
Liczba stron: 149

Dodaj komentarz

avatar