WW meets BW cover

Wielki powrót do lat 70., a nawet klasycznej Wonder Woman ze złotej ery komiksów. Nostalgiczny, kiczowaty, trochę naiwny, bardzo oldschoolowy. Do tego od razu nasuwa się tu skojarzenie z feminizmem – w końcu dostajemy dwie superbohaterki, ikony walki o prawa kobiet, we wspólnej misji.

Jeśli ciepło myślicie o serialu Wonder Woman (ten z Lyndą Carter), lubicie bioniczną Jaime Sommers (grana przez Lindsay Wagner), macie ogólny sentyment do starych komiksów czy filmów pełnych szalonych naukowców długo i węzłowato tłumaczących swoje plany i motywy, to komiks dla was. Nawet jego choreografia jest mocno stylizowana, przez co komuś przyzwyczajonemu do XXI-wiecznych superbohaterów będzie się wydawała nieco niezręczna. Nie wspominając o kolorach – ta charakterystyczna, nieco zbyt ciepła i trochę zbyt jaskrawa kolorystyka jest świetnie widoczna nawet w elektronicznej wersji.

Jaime i Diana spotykają się w pierwszym zeszycie tej historii zupełnie przypadkiem: ratują cywili (i nie tylko) podczas nagłego wybuchu rządowego budynku. Dość szybko okazuje się, że na IADC (Inter-Agency Defense Command), agencję zatrudniającą obie bohaterki (w tym jedną, oczywiście, w charakterze sekretarki), czyha cała szajka terrorystów, tzw. CASTRA. Wszyscy złole są w niej wyciągnięci z różnych klasycznych odcinków komiksów o obu dziewczynach, w miarę kolejnych zeszytów będziecie mieli okazje posłuchać ich wspomnień o pojedynkach i klęskach.

WW meets BW cover

Wonder Woman i Bionic Woman świetnie się dogadują, są skoordynowane, naprawdę czuć pozytywną chemię pomiędzy tymi bohaterkami. Trochę gorzej wyglądają ich współpracownicy – panowie są bardzo pewni siebie, ale często im coś nie wychodzi. Poza tym jedynie Jamie zauważyła (i to od razu), że Diana Prince i księżniczka Amazonek to ta sama osoba – okulary w grubej oprawce i garsonka oszukały nawet Steve’a Trevora (drugiego, czyli wnuka tego oryginalnego – co trochę go usprawiedliwia). Superzłoczyńcy bywają mocno nieogarnięci, jak to w okresie od lat 30. do 90., za to mocno inwestują w stylówę i mizoginię. Troszkę spojlerując zdradzę wam też, że większość czasu spędzają knując we własnym gronie, zamiast walczyć gdzieś na mieście…

Krótko mówiąc, WW’77 meets BW to coś dla zakochanych w klasycznych pościgach za złoczyńcami mającymi wiele do powiedzenia, barwności lat 70., Carter i Wagner… W pewnym momencie pojawi się nawet irytujący wielu robocik z drugiego sezonu serialu o Dianie. Co do feminizmu, komiks jest dość realistyczny – panie są dzielne i skuteczne, ale koledzy z agencji co jakiś czas żartują na temat pudrowania noska i spóźnianiu się do pracy przez spędzanie czasu w garderobie.

Spodziewałam się trochę więcej emancypacji i kiczu, a mniej długich wynurzeń superzłoczyńców i… ogólnie nie aż tak wielu bohaterów i lekkiego chaosu. Ten projekt ma szalony urok, ale autorzy wcisnęli w pierwszy tom co tylko się dało, jakby spodziewali się, że kolejnego nie będzie. Dlatego też akcja bywa aż zbyt wartka, Diana przebiera się czasem kilka razy podczas wykonywania jednego zadania, a fragment dziejący się na jej Rajskiej Wyspie zapamiętuje się jak bardzo wiele powitań – coś jak impreza firmowa, na której poznajemy samych super ludzi, którzy po chwili zleją nam się w jedną osobę. A jednak… gdyby pojawiła się kontynuacja tej miniserii, pewnie bym się na nią połasiła. Wszyscy już się przywitali, byłaby szansa na prawdziwe disco…

WW meets BW

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Wonder Woman’77 meets the Bionic Woman Volume 1
Wydawnictwo: Dynamite
Autor: Andy Mangels, Judit Tondora
Typ: komiks
Gatunek: superhero, przygodowy
Data premiery: 18 października 2017

7/10

Podsumowanie

Plusy:
– dobra stylizacja na lata 70.
– akcja trzyma w napięciu
– sporo uroku
– bardzo klasyczny, w stylu komiksów z lat 70. i 90.
– pozytywna chemia między Wonder Woman a Bionic Woman

Minusy:
– trochę zbyt wielu bohaterów, na których nie ma czasu w miniserii
– czasem zbyt dużo się dzieje

Sending
User Review
0 (0 votes)

Dodaj komentarz

avatar