ZaPoznoCover

Wydawnictwo OMG! (ci od Jam jest legion) proponuje nam nową jakość na polskim rynku komiksowym: imprint Łukasz Kowalczuk Przedstawia. Przy takim redaktorze naczelnym (miłośnik kultury szlamowej, człowiek-networking z komiksowo-organizacyjnym ADHD) możemy się spodziewać powrotu lat 90. I 80. z tzw. pierdolnięciem…

Kowalczuk tworzy autorskie, niezależne komiksy drukowane jako ziny do sprzedawania na konwentach, ale ma na koncie także wydanie zbiorowe swoich Vreckless Vrestlers w Kulturze Gniewu. Poza tym jest pomysłodawcą i organizatorem gdańskiego Szlamfestu i planuje kolejną komiksową imprezę w Rumii, miasteczku w pobliżu Trójmiasta, z piękną i sławną wśród architektów i nie tylko Stacją Kultura. W Za późno, by przebaczyć & Rad Erwank połączył siły z Amerykaninem Michaelem J. Tannerem i Brytyjczykiem Jackiem Teaglem, którego mogliście spotkać w zeszłym roku na innej niezależnej imprezie, Złotych Kurczakach. Ten pierwszy jest najbardziej znany z Junior Braves of the Apocalypse (zapowiedziane u nas przez oficynę Ultimate Comics jako Młodzi śmiałkowie apokalipsy), drugi z prac inspirowanych wrestlingiem, a u nas z tłumaczeń wydanych przez Bazgrolle (np. Jeff Job Hunter).

Kowalczuk jest odpowiedzialny za rysunki w Za późno i scenariusz Rada, więc jeśli nie znacie jego twórczości, jest okazja obejrzeć go sobie z dwóch stron. To jeden z niewielu polskich twórców komiksowych żyjących z twórczości, do tego świetnie zorganizowany i całkiem płodny, odpowiedzialny człowiek – nie wyskoczy z imprintem, który umrze po jednym tomiku. Ale czy warto, pytacie, sięgać po tę książeczkę…

Fushikoma:

Na pewno jestem fanką Łukasza, więc bardzo ucieszył mnie kolejny komiks z jego stajni. Do tego od mniej więcej dwóch lat obserwuję jego szlamowanie, mnóstwo działań na rzecz rozwijania polskiego komiksowa, wychodzenia z nim na szersze, światowe sceny. Dlatego powierzenie mu imprintu jest świetnym pomysłem, poważnym przedsięwzięciem, które ma szansę nieźle się rozwinąć.

RadErwank

Jeśli chodzi o Za późno – obie historie są mocne, jajcarskie, z silnymi postaciami kobiecymi, z mnóstwem wybuchów… Zbiorek zawiera krótkie wywiady ze współautorami Łukasza, treściwe i konkretne. Kowalczuk pyta ich o bardzo praktyczne rzeczy: jak zaczynali, z kim współpracują, jak im się żyje z komiksów. Dla mnie obecność tych rozmów to kolejny dowód na poważne podejście redaktora i wydawcy do tej publikacji. Trochę mi się nie podoba okładka, a konkretnie to, że ilustracja nie pokazuje obu opowiadań – taką dostajemy dopiero na stronie tytułowej.

Logan:

Współpraca Kowalczuka z wydawnictwem pod szyldem autorskiego imprintu to dla mnie całkiem jaskrawe światło w tunelu i bardzo dobra wiadomość. Tak płodny i pomysłowy twórca będzie miał spore pole do popisu. Jeżeli przy tym konwencja ma polegać na zapraszaniu innych twórców, uzupełnianiu wydań o materiały dodatkowe (patrz wspomniane wywiady) to tym lepiej. Życzyłbym sobie jedynie nieco lepszej jakości wydania. Choć sama „podwójna” okładka (okładka jednej opowieści znajduje się na froncie, drugiej zaś z tyłu), o której wspomniałaś, mi nie przeszkadza, to jednak jakość papieru oraz sposób klejenia mógłby być lepszy. Teraz jest dobrze, ale obawiam się, że za kilka lat całość może się rozlecieć.

Fushikoma:

Czytałam wersję elektroniczną i w niej okładka Erwanka po prostu poprzedza komiks, ale to też zrozumiałe, że nie przygotowuje się innej okładki dla PDF-a, który nie będzie póżniej dostępny komercyjnie.

RadErwank3

Od razu powiem, że moją ulubioną historią z tego zbioru jest właśnie Rad Erwank. Kowalczuk to dobry scenarzysta, pisze mocne dialogi, siarczyste i pełne zjadliwego humoru. Czyli dzieciom nie pokazywać! Język tego komiksu jest bardzo żywy, fabuła szybka, ale nie rwana, naprawdę ma się poczucie, że w tej szalonej space operze w miniaturze wszystko do siebie pasuje i ma sens. Do tego jest nawet troszkę wzruszająca, jest w niej przyjaźń, miłość… Klasyk! Nie wiem, czy tak samo cieszyłabym się wersją rozszerzoną, ale tych kilkadziesiąt stron to bardzo udana rzecz. Przy tym rysunki Teagla nadają stylowi Kowalczuka lekkości, wydobywają więcej ironii. Za postaciami widzimy skomplikowane tła, pojazdy kosmiczne, centra dowodzenia pełne komputerów, wielkie futurystyczne budynki. Nikt się tu nie oszczędzał. Przy całej swojej cartoonowości bohaterowie nie są zbyt prosto pokazani, ich twarze są ekspresyjne, co nadaje wyraźny ton narracji. Całość to z pozoru prosta opowieść o bohaterze mającym uratować świat, ale coś takiego nie cieszyłoby żadnego z autorów, więc woleli pobawić się konwencją heroicznego scifi.

Logan:

Kowalczuk pokazał, że potrafi budować uniwersum. Bo choć Rad Erwank to krótka, mała opowieść, wydaje się być fragmentem większego tortu, wielkości którego możemy się tylko domyślać. Scenariusz pokazuje nam niewiele, zachęcając do poznania dalszych wydarzeń i pozwalając na dowolne interpretacje czy domysły. Lubię tego typu zabiegi, a ten wypadł tutaj świetnie. To po prostu dobry, kosmiczny akcyjniak ze sprawnymi dialogami i odpowiednią dozą (najczęściej czarnego) humoru. Podoba mi się również kreska Jacka Teagle’a, która w tym wypadku jest z jednej strony prosta i oszczędna, ale potrafi zawierać więcej szczegółów, kiedy zachodzi taka potrzeba. Ogólnie wspólne dziecko Kowalczuka i Teagle’a, jakim jest Rad Erwank to przyjemna lektura. Lekka, zabawna, nieco ironiczna, ale mająca też jakiś cel i charakter. Autorzy mają olbrzymią furtkę do pokazania nam kolejnych przygód tytułowego bohatera. Chociaż nic póki co nie wskazuje, że takowe powstaną, zdecydowanie sięgnąłbym po kolejne przygody Rada, bo pierwsza opowieść pozostawiła po sobie apetyt na więcej. A to już moim zdaniem spory sukces.

ZaPozno3

Fushikoma:

Za poźno to już bardziej typowa pulpa niż Erwank. Są źli ninja, piękne kobiety w bikini, mała drużyna komandosów wzywana na ratunek, tajemniczy kult… W cudzych recenzjach widziałam trochę czepiania się o rysunki Kowalczuka, że nie są idealne anatomicznie… Nie o to tu chodzi, jego estetyka flirtuje z brzydotą i pokrzywieniem, tak ma być. Mnie początkowo irytowało tłumaczenie, na przykład Diamond Force z oryginału to Diamentowa Siła… Ale potem zdałam sobie sprawę z tego, że ma ono ten niepowtarzalny czar lektora w filmach klasy B z lat 80. i 90. Oglądanych na VHS podczas dzikiej transformacji. Wojna gwiazd, te rzeczy. Można usłyszeć w głowie głos Knapika. Wychodzi na to, że nie jest to komiks dla ludzi ceniących klasyczną urodę i przezroczysty język, raczej dla fanatyków szalonych lat 80.

Jeśli chodzi o fabułę… Jest tu trochę skrótów i zgrzytów, pięknie wpisują się w konwencję (wyciągane znikąd miniguny, nagłe wybuchy, ocknięcia…), ale dla mnie czasami było za szybko. Nie miałabym nic przeciwko dłuższym scenom, dialogom, a nawet krótkiej prezentacji protagonistów, twardych i sprawnych psów wojny z Diamentowej Siły. Antagoniści są za to cudnie generyczni, niech tak zostanie, w tym wypadku to bardzo udany zabieg.

Logan:

Ja tam Diamentową Siłę pokochałem już z pierwszego blurba zapowiadającego wydanie recenzowanego tomiku. Fakt, to bardzo specyficzna opowieść dla specyficznego grona odbiorców. I nie chodzi o to, że duet Kowalczuk/Tanner to artyści tworzący sztukę dla wybranych. Bardziej jest tu wręcz niezbędna pewna wiedza o kulturze szlamowej/śmieciowej, aby w pełni tytułową historię docenić. Klasa D pełną gębą i absolutnie odmóżdżająca rozrywka. Ale przecież między innymi o to chodzi, a ja, czytając Za późno, by przebaczyć w drodze do pracy, bawiłem się świetnie. Są tu ninja, karatecy, kochanka prezydenta i komandosi ruszający na ratunek. Są roboty, tajemnicza wyspa, strzelaniny i wybuchy. Wartka akcja i banalne dialogi tylko dopełniają całości. To hołd złożony pewnej minionej erze, która niejednokrotnie dostarczyła mi więcej radości niż najbardziej ambitne dzieła oblegające wszystkie zestawienia TOP WSZECHCZASÓW. Kreska to typowy Kowalczuk i wszelkie zasady nie mają tu za bardzo prawa bytu. Cenię sobie dynamikę, zabawę konwencją (świetnie odwzorowane onomatopeje) czy pracę na kadrach. Opowieść ta zarówno w sferze scenariusza, jak i rysunku nie zapadnie mi w pamięć jakoś wybitnie. Ale wiem, że co jakiś czas będę do niej wracał, uśmiechał się pod nosem tak samo jak za pierwszym razem.

ZaPozno1

Fushikoma:

Czytanie Za późno i Rada dało mi sporo frajdy. To historie pełne bezpardonowego humoru, flirtujące z estetyką i konwencjami fabularnymi kina klasy B… Właśnie, wszędzie podkreśla się związki tych komiksów z latami 80., też o tym mówiliśmy, ale jestem przekonana, że to samodzielne historie, a nie fanfiki dużych dzieci. Trzeba być otwartym na ich przekorne piękno, jednak można się nimi cieszyć, także będąc młodszym milenialsem, kimś niezbyt zanurzonym w historię kina, miłośnikiem niezależnego komiksu, artystą szukającym wizualnych inspiracji. Jak mówisz, wiedza pozwala cieszyć się nimi bez reszty, ale kino klasy B i inspirowane nim rzeczy są popularne nie bez powodu…

RadErwankCover

Trzymamy kciuki za dalsze losy imprintu Łukasz Kowalczuk Przedstawia. Co prawda nie ma jeszcze oficjalnych zapowiedzi, ale po tak udanym debiucie pozostaje nam czekać na więcej. Za późno, by przebaczyć & Rad Erwank to całkiem udany zbiór, po który powinni sięgnąć w pierwszej kolejności fani czystej, nieskrępowanej rozrywki w klimacie rodem z lat osiemdziesiątych. Zdecydowanie warto.

ZOBACZ W SKLEPACH

Szczegóły:

Tytuł: Za późno, by przebaczyć & Rad Erwank
Wydawnictwo: OMG! Wytwórnia Słowobrazu / Łukasz Kowalczuk Przedstawia
Scenariusz: Michael Tanner, Łukasz Kowalczuk
Rysunki: Łukasz Kowalczuk, Jack Teagle
Typ: Komiks
Gatunek: superbohaterowie
Data premiery: 24.03.2018
Liczba stron: 68

Dodaj komentarz

avatar