Jak powszechnie wiadomo, jeśli coś jest dla każdego, to najczęściej – jeśli jakimś cudem nie zawsze – jest też po prostu do niczego. Twórczość Janka Kozy na pewno nie jest dla wszystkich, ale niektórzy, patrząc na jego specyficzną kreskę, z pewnością zadadzą pytanie: czy to w ogóle może być dobre? Może. I jest. Choć zarazem jest to rzecz bardzo specyficzna, raczej dla dość wąskiego grona czytelników, którzy nie tylko lubią satyrę, ale i doskonale orientują się w panującej w kraju sytuacji. Kto lubi takie klimaty albo po prostu dał się urzec poczuciu humoru pana Kozy – łatwo natrafić choćby w Internecie na jego prace – ten przy Złotej kolekcji będzie się dobrze bawił.

Fabuła… Treść… Cóż można o tym napisać w przypadku tomu będącego po prostu zbiorem satyrycznych humoresek. Rysunkowych dowcipów, podzielonych na cztery kategorie. Pierwsza z nich to – jakżeby inaczej – Polska. Nasz kraj, w którym da się żyć… jeśli nie rzucasz się w oczy; nad którym nawet reptilianie nie chcą przejmować kontroli, a który nie ma perspektyw. Koza zastanawia się, czy w ogóle jeszcze jesteśmy Polakami, rozmyśla nad naszym patriotyzmem i barwami narodowymi.
W części zatytułowanej Wybory wszyscy ruszamy do urn, by przekonać się, że powyborcza rzeczywistość niczym nie różni się od tej przedwyborczej – oczywiście jeśli jeszcze jakiś cudem tego nie wiemy. Patrzymy, do czego mobilizują nas kampanie polityczne i co robią politycy, byle zwrócić naszą uwagę. Ale wybory to nie tylko wybory prezydenckie czy samorządowe, ale też te zwykłe, codzienne – i im także Janek się przygląda.
Ale skoro są Wybory, musi być też i Władza, czyli temat, który wypływa zawsze, kiedy ludzie się spotykają. My narzekamy na władzę, władza narzeka na nas. Przywódcy zmagają się z lustracją i googlowaniem, bronią się, by nie oderwano ich od koryta, a szary człek, jak to on, w sondażach i na ulicy może jedynie powiedzieć, co o nich myśli.
Wszystko to wieńczy zaś Czas. Czas świąt, czas wypoczynku, czas grillowania. Okres, gdy wakacyjne parawany zasnuwają plaże tak samo, jak śmieci, a ludzie długi weekend spędzają w korkach.

W skrócie: mamy tu życie. I politykę. Tylko tyle i aż tyle. Przeżute i… nie wyplute, a wydalone, bo czasem inaczej się nie da. Zapowiada to już okładka. Wita nas w końcu otwór gębowy, złote zęby, otwieramy tom, trafiamy do przełyku, na końcu okazuje się, że ktoś te złote zęby krat już wyrwał, a my zmierzamy jelitem do innego otworu, którym powracamy na świat. Tak następują nasze ponowne narodziny z oczami choć odrobinę przetartymi na absurd rzeczywistości, którą Koza ośmiesza w sposób dosadny, może czasem niewybredny, ale najczęściej jakże udany. Najczęściej, bo zdarza się, że jego humoreski do mnie nie przemawiają. Oczywiście specyfika jego podejścia do tematu sprawia, że nie każdego będzie to śmieszyło, ale taki już urok podobnych prac – albo kupią czytelnika, albo rozczarują.

Podobnie rzecz ma się z rysunkami. Trudno je nazwać dobrymi, bo Janek Koza operuje kreską wyglądającą niczym to, czym mógłby pochwalić się uczeń podstawówki, który miewa przebłyski talentu, ale nie nauczył się jeszcze, co to perspektywa, nie chce mu się zadbać o to, by twarz bohatera za każdym razem wyglądała tak samo – albo żeby linie proste z założenia były takie choć trochę w rzeczywistości. Kolor, który sporadycznie się pojawia, ogranicza się najczęściej do pomalowania jakiejś postaci kończącym się już flamastrem, bez szczególnego pilnowania jej granic. Do tego wygląda na to, że autor swoje ilustracje tworzy na odwrocie wszelkiej maści dokumentów, pism i wydruków, a czasem także na wyrwanych z zeszytu kartkach. Niechlujność ta jednak ma coś w sobie, choć zdecydowanie wymaga od czytelnika zaakceptowania umowności i przejścia do porządku nad tym wszystkim.

Ale kto lubi satyrę – głównie polityczną, bo nawet w tych bardziej życiowych żartach często ona pobrzmiewa – Złotą kolekcję śmiało może przeczytać. Nie zawiedzie się. To w swojej kategorii dobra pozycja, ciekawie wydana (w twardej oprawie, ale dociętej do formatu stron, co daje interesujący efekt) i mająca swój urok.

A ja dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Złota kolekcja, tom 1
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Autorzy: Janek Koza
Typ: komiks
Data premiery: styczeń 2019
Liczba stron: 96

Dodaj komentarz

avatar