Recenzja kompendium World of Warcraft Chronicle Volume 2

World of Warcraft Chronicle vol.2

Recenzja napisana na podstawie wersji cyfrowej.

Minęło już trochę czasu, odkąd zajmowałam się World of Warcraft Chronicle. W tym roku światło dzienne ujrzał tom drugi tego jakże obszernego kompendium, przygotowany we współpracy studia Blizzard Entertainment i wydawnictwa Dark Horse Books.

Co tu dużo mówić o oprawie graficznej – jest świetna. Została utrzymana w tej samej konwencji, co tom pierwszy, a konsekwencja w tworzeniu szaty graficznej to coś, co bardzo się chwali. Nad jakością, bogactwem i pięknem grafik zachwycałam się w poprzedniej recenzji. Nie widzę powodu, żeby tutaj to powielać, dlatego jeśli ktoś jest chętny, może tam zajrzeć!

Tym razem całość podzielono na dwie części: Doom of Draenor (ang. „Zagłada Draenoru”) oraz Horde and Alliance (ang. „Horda i Przymierze”). Na wszystko składa się sześć rozdziałów. Rozdziały I-III należą do części pierwszej, IV-VI do drugiej. Na początku dowiemy się trochę o pradawnym Draenorze, Dzieciach Kamienia i samym Powstaniu Hordy. Z kolei część kolejna obfituje w informacje o Pierwszej Wojnie, Drugiej Wojnie, a także tym, co znalazło się za Mrocznym Portalem.

World of Warcraft Chronicle vol.2

O tym, jak obszerne jest warcraftowe lore, mówiłam już przy okazji recenzji pierwszego tomu tego kompendium. Nietrudno jest to zresztą zauważyć – na naszym portalu mamy liczne recenzje książek (niektóre również w przygotowaniu!), gier, komiksów, a nawet filmów! Na szczęście Blizzard Entertainment odpowiedziało na prośby fanów – oto mamy możliwość zagłębienia się w świat World of Warcraft ponownie, w drugim tomie kompendium spajającego wszelkie wątki poruszone przy innych produkcjach. Warto przy tym zauważyć, że wszystko dzieje się w doskonale zamkniętych ramach chronologicznych. Narracja prowadzona jest tu od początku do końca, nie ma niepotrzebnych wstawek i urywków z przyszłości czy przeszłości – wszystko miało, ma i mieć będzie swoją kolej, żebyście przypadkiem się nie pogubili.

Standardowo duże ilości tekstu okraszono pięknymi grafikami, za które odpowiedzialni byli Wei Wang, Abe Taraky, Sean Sevestre, Peter C. Lee, Alex Horley, Stanton Feng, Emily Chen oraz Joseph Lacroix – przy nazwisku tego ostatniego warto wspomnieć, że zajmował się mapami, kartami z kosmologią itp. To taki kolejny smaczek, że do konkretnych zadań, nawet przy grafikach, zatrudnia się do tego specjalistów!

Również przy pierwszej części wspominałam, jak ciężko jest opisać taki produkt jak kompendium. Ciężko nie sprzedać jakiejś informacji, którą warto wyczytać z książki samemu. I choć z jednej strony weterani World of Warcraft odkryją trochę nowych smaczków, to dla osoby, która jest ledwie niedzielnym graczem lub dopiero zaczyna swoją przygodę z tym bogatym światem, tego typu spoliery byłyby zwyczajnie nie na miejscu.

World of Warcraft Chronicle vol.2

W każdym razie, w tym tomie przedstawia się nam między innymi klątwę Sethe’a, którego pióra nie były tak wspaniałe jak Rukhmar. Brzmi mało znajomo? A co, jeśli do historii dołączy Anzu? Sethe był bowiem przekonany, że podobnie jak on sam, Anzu również zazdrościł Rukhmar, jednak sporo się przeliczył. Gracze umiłowani w dodatku The Burning Crusade z pewnością uśmiechną się teraz sentymentalnie, wspominając swoje walki z wspomnianym w kompendium Anzu i próby zdobycia przepięknego, pierzastego wierzchowca. Do czego zmierzam? World of Warcraft Chronicle spaja te wszystkie historie. Przywołany tu za przykład Anzu nabiera kształtów. I choć liczne questy przedstawiają nam często historie dotyczące naszych przeciwników, kompendium je poszerza, ukazując w formie niemalże legend. Tymczasem Anzu zostaje umieszczony w odpowiednim miejscu i czasie, można do jego historii wrócić w każdym momencie, jest na wyciągnięcie ręki, dokładnie opisana oraz okraszona ilustracjami.

Z kompendium dowiecie się również nieco więcej na temat orczych plemion zamieszkujących dawny Draenor. Już w książce Warcraft: Durotan wspomina się o nich, omawiając przy tym liczne zamieszkiwane przez nich terytoria. W powieści towarzyszymy Durotanowi i jego klanowi Mroźnego Wilka, podróżujemy z nim – na mapach World of Warcraft Chronicle oraz w tekstach możemy tę podróż przeżyć raz jeszcze, w zdecydowanie inny, ale jakże ciekawy sposób.

World of Warcraft Chronicle vol.2

Z tego dzieła dowiecie się również o początkach miasta Shattrath, jeszcze więcej o Orgrimie i Durotanie, poznacie historię orczej inwazji na Azeroth (ponownie możecie przeżyć to, co zamknięto w nieco inny sposób w książce Warcraft: Oficjalna powieść filmu), cenie plugawego Fel, umierającym Draenorze, a później również o początkach Medivha i jego jakże skomplikowanym losie, poznacie faktyczną historię romansu Garony oraz Strażnika Medivha (nie jak to było w książce czy filmie romansie Lothara z Garoną…), zobaczycie na ilustracji wnętrze Karazhan i postać maga Khadgara, przeczytacie o oblężeniach Wichrogrodu (Stormwind), poznacie historię rycerzy śmierci (Death Knights), będziecie świadkami upadku Quel’Thalas, licznych bitew, zniszczenia Mrocznego Portalu, powrotu Garony oraz mnóstwa innych wydarzeń, które tylko czekają, byście po prostu je odkryli lub, jeśli jesteście bardziej zagorzałymi fanami, odkryli na nowo. Jestem przekonana, że to pozycja, po którą warto sięgnąć. Świetnie zaprojektowana, z niesamowicie bogatą warstwą opisową, jak i graficzną. Całkowite musthave na półce każdego fana.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Dark Horse Books

Szczegóły:

Tytuł: World of Warcraft Chronicle Volume II
Pierwsze wydanie: 14 marca 2017
Autorzy: Chris Metzen, Matt Burns, Robert Brooks
Następna książka: World of Warcraft Chronicle Volume 3
Ilustratorzy: Joseph Lacroix, Alex Horley, Peter C. Lee, Wei Wang
Ilość stron: 199
Na licencji: Blizzard Entertainment
Wydana przez: Dark Horse Books

Izabela "Deneve" Ryżek

Izabela "Deneve" Ryżek

Studiuję archeologię na UMK w Toruniu... a tak naprawdę mieszkam w Internecie, lubię koty, flejmy i (nie)śmieszne memy. Rekreacyjnie katuję się analizą słabych książek (ale ćśś, to przecież guilty pleasure!). Można mnie spotkać na koncertach, konwentach i imprezach naukowych. Trochę nie mam życia, a trochę je przegrywam – głównie w karcianki, planszówki, RPGi, a ostatnio również gry typu moba. Człowiek-siedem-nieszczęść. Psuję wszystko, co jest do zepsucia (głównie siebie), kolejna plaga egipska pewnie nosiłaby moje imię.
  • Dlaczego nikt nie chce wydać tego w Polsce? Przecież potencjał sprzedażowy jest tutaj bardzo duży