Bez znieczulenia

Ludzie to istoty bardzo skomplikowane. Opisano je chyba na milion sposobów, a i tak co roku pojawiają się nowe publikacje częściowo negujące dotychczasowe spostrzeżenia. Poza samą budową anatomiczną kolejnym bardzo złożonym elementem człowieka jest psychika. Jej złożoność zawsze koreluje z wyobraźnią oraz nabytym bagażem doświadczenia, nierzadko tworząc niespójną całość. Jak to dobrze, że każdy z nas jest inny…

Z twórczością Juliusza Wojciechowicza po raz pierwszy miałem styczność w Hardboiled. Jego opowiadanie zatytułowane Lana przyprawiło mnie o niemały, aczkolwiek bardzo przyjemny mindfuck. Z niecierpliwością godną głodnego sępa śledziłem więc dalsze teksty tego kreatywnego autora. W końcu za sprawą Wydawnictwa GMORK do moich rąk trafiło, wydane w sierpniu tego roku, kolejne dzieło lublinianina (za co serdecznie dziękuję Panu Przemysławowi Rybie i całemu wydawnictwu!).

Bez znieczulenia to ponad 200 stron, na które składają się: genialny wstęp Marka Zychli, 35 opowiadań Juliusza Wojciechowicza oraz dodatek w postaci krótkich wyjaśnień autora dotyczących inspiracji dla poszczególnych historii. Nie są one ze sobą w żadnym stopniu powiązane, ale łączy je jedno: to solidna porcja emocji, niepisana każdemu. Zupełnie jak w przypadku jednolitej dawki leku na oddziale intensywnej terapii: jednemu nie zaszkodzi, by drugiemu zaserwować konwulsje godne mistrza breakdance’u. Każdy, kto zapoznał się już ze specyfiką twórczości Wojciechowicza, może być pewien kilku rzeczy: bezkompromisowości, czarnego humoru, groteski oraz niejednokrotnie bolesnego (równie mocnego co cios w krocze) finału i puenty. Autor w bardzo inteligentny sposób obnaża ludzką głupotę (Bestseller,Wulgarynka), prymitywne żądze (Pożądana, Dziewczynka ze świeczkami), ale równie stylowo wychwala też spryt i zdolności adaptacyjne wynikające nieraz z zaistniałej sytuacji (Układ). Ponieważ spoiler 35 opowiadań to rzecz niemożliwa, pozwolę sobie na krótki opis trzech, moich ulubionych historii z całego zbioru. Jedną z nich jest Wyścig. Wojciechowicz w groteskowy sposób przedstawia sytuację na przejściu dla pieszych. Każdy z przechodniów jest zawodnikiem tytułowego wyścigu. Po przeczytaniu tej anegdotki przechodzenie przez „zebrę” nie będzie już nigdy takie samo. Na szczególną uwagę zasługuje też Drobny problem. To opowieść o 50-letnim sprzedawcy, którego życie nabrało kolorów dopiero po ślubie. Tytułowy problem to nic innego jak rozterka sercowa. Główny bohater skrycie podkochuje się i pożąda pewnej blondynki. Widzi ją niemal każdego dnia, gdy przechodzi obok jego witryny sklepowej. Robi wtedy wszystko, aby popatrzeć na nią choć przez chwilę. A finał? Zaszokuje każdego. Ostatnie opowiadanie, które wywarło na mnie ogromne wrażenie, nosi tytuł To zawsze będziesz ty. Nie ukrywam, że treść historii bardzo przypomina scenariusz jednego z filmów Pedro Almodovara. Na uspokojenie dodam, że autor napisał ją wcześniej, nim zabandażowana twarz jednego z bohaterów filmu zaczęła przewijać się na srebrnym ekranie.

Ogromnym minusem zbioru jest, że tak to ujmę, „zespół jeszcze jednego opowiadania”. Po zakończeniu czytania jednej z historii czytelnik ma ogromną chęć poznania treści kolejnej, by z należytym spokojem móc zasnąć lub oddać się innym, równie przyjemnym czynnościom. Jeśli więc jesteś pracoholikiem ściganym przez demony dedlajnów i raporty niechcące się same napisać albo świeżo upieczoną matką, której nowy rodzinny nabytek wymaga niemal 24h uwagi – to radzę odpuścić sobie Bez znieczulenia. Książka wymaga czasu, aby nie tylko się z nią zapoznać. Wymaga też czasu, aby po każdym opowiadaniu zrobić sobie szybki rachunek sumienia i oddać się głębszym kontemplacjom.

Ostrzegam tylko: tytuł książki to nie żaden chwyt marketingowy. Po niej naprawdę może coś zaboleć… To pozycja must have dla wszystkich tych, którym niestraszne jest bolesne zderzenie z rzeczywistością i wizją Wojciechowicza. Potrzebna jest tylko recepta na wolny czas, bo tego na pewno wam zabraknie.

Dodaj komentarz

avatar