Ciemność płonie

Pamiętam stary dworzec kolejowy w Katowicach. Gdyby śnił mi się po nocach, to najpewniej stanowiłby scenerię dla najgorszych koszmarów – szary, bury i generalnie paskudny. Na domiar złego pełen leżących po kątach bezdomnych oraz ludzi otumanionych wszelkiej maści używkami. Wszystko to sprawiało, że nie sposób było poczuć się w tym miejscu bezpiecznie i komfortowo, wręcz przeciwnie – oczy dookoła głowy były niezbędne, jeśli chciało się zachować portfel i jego zawartość w nienaruszonym stanie. Budynek dworca uchodził za najlepszy w kraju przykład nurtu brutalistycznego w architekturze, wyróżniając się charakterystycznymi, betonowymi kielichami, o które podczas jego przebudowy toczył się zaciekły bój. Wielu nie potrafiło pogodzić się z myślą o zburzeniu czegoś tak niepowtarzalnego i unikalnego na skalę całej Europy. Teraz, czysty i schludny, w niczym nie przypomina tego miejsca sprzed tych kilku lat. Gdyby w czasach, gdy stary dworzec wciąż szpecił swoją obecnością oblicze Katowic, ktokolwiek powiedział mi, że można ten budynek postrzegać jako najbezpieczniejsze schronienie na świecie, to najpewniej zostałby przeze mnie odesłany na jakieś leczenie, bo bredzi. Na szczęście w książkach nie ma rzeczy niemożliwych.

Ciemność płonie jest na swój sposób bliska mojemu sercu – głównie przez fakt, że jej akcja dzieje się w miejscu dobrze mi znanym. Stację Katowice Główne pamiętam dokładnie – rozkład kas, sklepików i straganów. Wciąż potrafię odtworzyć w głowie plan całego budynku, a obrazy są na tyle żywe, że mam wrażenie, jakbym była tam wczoraj. Dalej pamiętam, w których miejscach na noc układali się bezdomni i gdzie lepiej było się nie zapuszczać. Właśnie, bo budynek dworca odwiedzali nie tylko podróżni przebywający tam tylko chwilę – stanowił również dom dla każdego, kto nie miał się gdzie podziać. Tutaj mieli możliwość wyspania się we względnym cieple i spokoju, wyżebrania kilku złotych i napicia się tego, na co nie pozwala żaden przytułek. W książce Ćwieka bezdomni nie byli sobie równi – owszem, wszyscy żyli w podobnych warunkach, jednak nie każdy z nich miał możliwość opuszczenia dworca, gdy tylko uda mu się wyjść na prostą i stanąć na własnych nogach. Nazywali siebie Wybranymi, a wybrała ich Ciemność spowijająca świat wraz z nadchodzącym mrokiem i przynosząca straszną śmierć. Jedynym miejscem, gdzie byli bezpieczni, był właśnie budynek stacji Katowice Główne, to za jego progiem nic im nie groziło. Z jednej strony schronienie, z drugiej – więzienie, do którego trzeba wrócić przed zachodem słońca, by Ciemność nie pochłonęła nas swoim płomieniem.

Do tego właśnie świata trafia Natka – studentka kulturoznawstwa; w podzięce za pomoc oddaje starszemu mężczyźnie znalezioną w portfelu monetę, nieświadomie biorąc na siebie jego klątwę. Jedynym schronieniem jest dworzec. Tym samym staje się Wybraną i musi dostosować się do nowego życia. Jego zasady nie są wcale takie jasne. Oto macki Ciemności zaczynają sięgać dalej niż dotychczas, przekraczając ustaloną wcześniej granicę i zmniejszając bezpieczne terytorium. Ciemność wyciąga konsekwencje z ich działań, wymierza im karę. Teraz już nikt nie jest pewien, jakie prawa rządzą; mogą się tylko domyślać, domniemywać i gdybać. Jedno jest pewne: jeśli wraz ze zmrokiem któreś z nich znajdzie się poza dworcem… umrze. Przyjaźnie i znajomości zostaną wystawione na próbę i sprawdzone w płomieniach Ciemności, każdy z bohaterów pozna swoją wartość i siłę poświęcenia. Poczują też gorzki posmak rozczarowania. Ciemność płonie wciąga od pierwszych stron, pomimo tego, że nie zaczyna się trzęsieniem ziemi, napięcie jednak stale rośnie – czuje się gęstniejący mrok, który nie wynika tylko z samej obecności zagrożenia. W obliczu niebezpieczeństwa w ludziach uruchamiają się przeróżne mechanizmy zachowań i to nie zawsze te pozytywne – znacznie częściej sięgają w te odmęty duszy, gdzie nigdy nie powstało dobro.

Książka Ćwieka to między innymi studium ludzkiego charakteru, analiza tego, do czego zdolny jest człowiek, by wydostać się z matni, odzyskać swoje poczucie bezpieczeństwa i w miarę normalne życie. Ukazuje nie tylko te jasne strony naszej natury, ale również te mroczniejsze, skryte pod pozorami – dążenie po trupach do celu i ignorowanie kosztów, które za nasze działania poniosą inni. Oczywiście są i te dobre cechy. Wszystko to zachowuje równowagę, nie ma ani gloryfikacji pozytywnych cech, ani potępienia innych – czytelnik sam może ocenić działania bohaterów sprowadzonych na katowicki dworzec przez różne koleje losu. Ciemność płonie jest nie tylko powieścią grozy, ale również opowieścią o nas samych – dzięki niej możemy przez moment zastanowić się nad własnym postępowaniem, przeanalizować je. Na dodatek książka przypomina nam, dlaczego kiedyś baliśmy się ciemności i dlaczego wciąż powinniśmy się jej bać. Zgrabnie napisane dzieło przykuwa uwagę, trzymając czytelnika zgodnie z zasadą „jeszcze tylko jeden rozdział” aż do samego końca, gdzie czeka na wytrwałych zbiór historii, które autor spisał, gdy przez pół roku sypiał na dworcu, by od podszewki poznać życie bezdomnych, zrozumieć jego trudy i dogłębnie poznać ten świat. Niewielu pisarzy zdobyłoby się na takie niewygody, nawet jeśli mieliby możliwość pojechania na weekend do domu, by porządnie się wyspać, ogrzać, najeść i umyć. Dzięki temu powieść Ćwieka jest autentyczna – nie upiększa rzeczywistości i nie zakłamuje jej, pokazując ją dokładnie taką, jaką była.

Jedynym minusem książki jest właściwie brak głębszego zarysu bohaterów, na czym szczególnie traci postać Natki. Wrzucona z dnia na dzień w świat dworcowego życia, zmuszona do porzucenia wygód dziewczyna staje w obliczu tego wszystkiego z podniesionym czołem, bez trudu godząc się ze swoim położeniem i dostosowując się do niego na tyle, na ile pozwalają okoliczności. Jedyną próbą desperackiego proszenia o pomoc jest udanie się do egzorcysty, nic ponadto. Pozostałe postacie zarysowane są o tyle lepiej, że bez większego trudu można zrozumieć motywacje ich działania i mechanizmy nimi kierujące, jednak studentka kulturoznawstwa zdaje się tam nie pasować, a jej jedyną funkcją jest bycie katalizatorem dla akcji powieści. Osobiście nie przepadam też za otwartymi zakończeniami, będąc zwolenniczką jasnego napisania w epilogu, że oto wszyscy giną lub żyją długo i szczęśliwie. Nie lubię się domyślać i tworzyć własnego zakończenia historii, są to jednak moje własne preferencje, które nijak nie rzutują na ocenę całości Ciemności.

Książka Ćwieka stała się czymś na kształt kroniki nieistniejącego już miejsca. Nowy dworzec w Katowicach to sceneria dla zupełnie innych opowieści, nie straszy już bowiem podróżnych i nie szpeci miasta. Przytulony do galerii handlowej jest ostoją konsumpcjonizmu, postawioną ku czci wszystkich goniących w swoim życiu za pieniędzmi. Oto autor kojarzony do tej pory z książek takich jak Kłamca czy Chłopcy całkowicie zmienia swój styl. Porusza znacznie głębsze tematy niż dotychczas, dodatkowo tworząc całkiem zgrabną powieść grozy, którą czyta się z przyjemnością, przerzucając kolejne kartki z powodu narastającej ciekawości tego, co jeszcze wydarzy się na następnej stronie. Ciemność płonie jest książką polecaną przeze mnie z czystym sumieniem i to z powodu dwóch aspektów – jako studium ludzkiej natury oraz jako dobrą powieść grozy. Sięgnę po nią jeszcze nie raz, zapewne z sentymentu do starego dworca w Katowicach. Może i napawał mnie w swoim czasie lękiem przemieszanym z obrzydzeniem, jednocześnie jednak jego gmach i unikatowe, betonowe kielichy stanowiły przez długie lata nieodłączny element krajobrazu miasta, będąc jego wizytówką na równi ze Spodkiem czy brakiem rynku.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Maja Córka Zegarmistrza Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Maja Córka Zegarmistrza
Gość
Maja Córka Zegarmistrza

Mnie budynek starego dworca kojarzył się z dzieciństwem, bezpieczeństwem i wakacjami – jako dziecko i nastolatka jeździłam z Lubelszczyzny na Śląsk do dziadków, ze Śląska w Beskidy z Tatą, też zawsze z dłuższą przesiadka na tym dworcu. Znałam go całkiem nieźle, nigdy się nie bałam i muszę powiedzieć – tęsknię za nim (nowym dworcem nie gardzę, choć jest tam potwornie jasno-biało XD )