Dla niej wszystko

W trakcie kariery w roli recenzenta przez ręce przechodziło mi wiele produktów lepszej lub gorszej jakości. Zawsze starałem się je oceniać w sposób sprawiedliwy i adekwatny do własnych odczuć. Pierwszy raz jednak spotykam się z sytuacją, gdy wszystkie wady obiektu recenzji zostały przez autora usprawiedliwione w czasem mniej, czasem bardziej naciągany sposób. Zostałem tym samym postawiony przed dylematem, czy przyjąć wymówki i przymknąć na nie oko, czy też zignorować i wytknąć wszystko to, co mi przeszkadzało. Taki konflikt spowodowała u mnie książka Dla niej wszystko Mariusza Zielke. Warto jednak na wstępie zarysować okoliczności, jakie towarzyszyły premierze produkcji.

Tytuł został opublikowany przez autora za darmo na stronie www.stopcenzurze.pl. Można stamtąd pobrać tekst w formie elektronicznej i dowiedzieć się, co skłoniło twórcę do rezygnacji z jakichkolwiek zysków ze sprzedaży. Zainteresowanych zapraszam do lektury, sam natomiast tylko podam krótki opis wydarzeń. Mariusz Zielke jest byłym dziennikarzem śledczym, który wielokrotnie swoimi dochodzeniami nadeptywał na odcisk wpływowym ludziom. Ci w ramach zemsty skutecznie blokowali mu wszystkie ścieżki kariery zawodowej. Pewnego dnia dostał ofertę nie do odrzucenia: miał opisać kryminalne dzieje znanego milionera. W trakcie badania sprawy trafił na wiele niewyjaśnionych wątków: od korupcji aż po morderstwa. Na podstawie odkrytego materiału postanowił napisać fikcyjną historię, ale opartą na prawdziwych wydarzeniach. Wtedy odezwały się głosy, które zakazują mu publikacji książki. Zielke zamiast poddać się sugestiom, zdecydował się umieścić tekst w całości w Internecie – za darmo. Naraził się tym samym na liczne niedogodności i wezwania do sądu. Uważa jednak, że sprawiedliwość stoi po jego stronie i prosi fanów o wyrazy wsparcia dla swojej sprawy. I tak dochodzimy do recenzji właściwej treści produkcji.

Akcja książki dzieje się w Trójmieście, a konkretniej w Sopocie. Daniel Wais, biznesmen i producent zabawek, ma piękną żonę Annę i dwójkę dzieci: studentkę Anię i 14-letniego Michała. Jak każdy przedsiębiorca, również i Daniel ma żądnych majątku wrogów. Jego świat staje jednak na głowie, gdy jego małżonka zostaje porwana, a sprawcy żądają okupu. Czy chodzi tylko o pieniądze, czy też Wais wpakował się w tarapaty, ściągając na swoją rodzinę niebezpieczeństwo? Na stronach powieści przewija się również wątek porwania Marty Furman, z którym nasz bohater może mieć coś wspólnego. Kto stoi za uprowadzeniem Anny Wais? Czy przeżyje? Czym Daniel sprowokował sprawców do takiego czynu? Jaką rolę w tym wszystkim gra Marta Furman? Na te pytania w niespiesznym tempie stara się odpowiedzieć autor, budując klimat Sopotu przeżartego korupcją i pogrążonego w porachunkach mafijnych.

Zielke tworząc powieść próbował inspirować się dziełami wielkich skandynawskich twórców, takich jak Stieg Larrson i Jo Nesbo. Jako fan tej dwójki ciekaw byłem, jak autor poradzi sobie z takimi wzorcami. Dla niej wszystko jest jednak produktem mocno ugrzecznionym. Przemoc została ograniczona do minimum zawartego w dwóch – trzech scenach, przekleństwa wrzucono trochę na siłę, a antagonistów, gdyby byli trochę mniej negatywni, można by uznać za miłych gości. Nie uważam przemocy i okrucieństwa za niezbędne elementy kryminału, lecz jeśli posługujemy się takimi narzędziami, powinniśmy wykorzystać je porządnie. Mamy jakieś morderstwo, mamy scenę uprowadzenia, lecz nie powoduje to żadnego dreszczu emocji, tak bardzo potrzebnych w tego typu produkcjach.

Drugi zarzut, który chciałem postawić fabule, to brak głębi. Autor prowadzi akcję od początku do końca w linii prostej i nie zatrzymuje się, by uraczyć nas złożonymi charakterystykami postaci czy rozbudowanymi opisami. Sam Zielke tłumaczył, że w pierwotnej wersji powieść była dłuższa o około 500 stron, lecz z powodu zawirowań prawnych z zleceniodawcą musiał rozpocząć pisanie praktycznie od początku, wycinając wiele ważnych wątków. Nie wiem, czy to jest przyczyną takiego rezultatu; recenzji podlega jednak produkt finalny, który trzymam w rękach, dlatego też nie mogę przymknąć oka na takie niedociągnięcia.

Nieoficjalne wydanie książki skutkuje również brakiem jakiejkolwiek korekty w tekście. O ile literówki i błędy interpunkcyjne jestem zdolny zignorować, tak niektórych gaf autora przemilczeć nie mogę. Najlepiej będzie, jeśli posłużę się przykładem: Mona, agentka policyjna, dokonuje przesłuchania podejrzanego. W połowie sceny na pytania bohaterki odpowiada… zupełnie inny mężczyzna i pozostaje obecny aż do końca rozdziału. Na próżno szukałem momentu zmiany postaci czy też obecności więcej niż dwóch osób w pomieszczeniu – autor po prostu nagle zapomniał, kto powinien wypowiadać kwestie. Powoduje to niemałe zamieszanie w trakcie lektury i jest błędem niewybaczalnym, niezależnie od poziomu tekstu.

Nim przejdę do podsumowania, chciałbym zastanowić się nad kwestią zawartą we wstępie. Czy utrudnieniami w publikacji i zawiłościami prawnymi można usprawiedliwiać wszelkie braki książki? Wiele osób po lekturze tekstu Zielke zarzuciło mu, że afera towarzysząca premierze jest tylko i wyłącznie produktem jego wyobraźni i kiepską wymówką dla kiepskiego dzieła. Nie będę tutaj wyrokował autentyczności wydarzeń, ponieważ nie mam argumentów pomocnych w podjęciu decyzji. Jeżeli jednak Zielke chciał stworzyć z Dla niej wszystko swój osobisty manifest przeciwko zatajaniu prawdy i manipulacji, powinien pokazać szerszej publice produkt własnoręcznie dopieszczony i posiadający przekonującą fabułę. Powieść zrobiona byle jak, nafaszerowana błędami, a momentami nawet niedokończona poskutkowała jedynie utratą zaufania ze strony czytelników.

Podsumowując Dla niej wszystko nie odbiegnę za daleko od prawdy, jeśli powiem, że mamy do czynienia ze zbyt dużą pewnością autora w stosunku do swojego produktu i własnej renomy. Brak oficjalnego wydawnictwa i korekty z pewnością wpłynęły negatywnie na końcowy odbiór tekstu, lecz nie wszystkie niedoróbki można z tego powodu zamieść pod dywan. Autorowi książki należy uświadomić, że słabym wydaniem przechylności publiki nie osiągnie, a samo dzieło zasługuje na naganę.

Dodaj komentarz

avatar