Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Aneta Jadowska swoją pierwszą powieść wydała w styczniu 2012 roku, był to Złodziej dusz – początek heksalogii o Dorze Wilk. Toruńskiej policjantce i wiedźmie, która na to określenie zasługuje głównie dzięki swoim magicznym zdolnościom, a nie urokliwemu charakterowi, chociaż i ten drugi nie pozostaje bez znaczenia. Kolejne tomy, wydawane nakładem Fabryki Słów, ukazywały się w dość regularnych odstępach czasu, rozbudowując nie tylko dzieje głównej bohaterki, ale również wprowadzając postacie poboczne, przy czym niektóre z nich urosły do rangi niezależnych bytów, którym warto było poświęcić nieco czasu i kilka książek. Nie dziwi więc, że po zamknięciu jednej serii pojawiły się pomysły na kolejne, dotyczące innych bohaterów, wciąż jednak dziejące się w tym samym uniwersum i w pewien sposób ze sobą powiązane. Zaskakuje jedynie to, że po Szamańskim bluesie, rozpoczynającym cykl przygód Witkacego, autorka podjęła decyzję, by zabrać się za pisanie zupełnie innej historii, tym samym na pewien czas zawieszając rozpoczętą już opowieść. Jadowska nie pozwala swoim czytelnikom wytchnąć, w tak krótkim czasie wydając swoją dziewiątą książkę, tym razem nakładem Wydawnictwa SQN. Mowa tu o Dziewczynie z Dzielnicy Cudów, gdzie główne skrzypce gra Nikita – poznana już wcześniej w heksalogii dawna przyjaciółka Dory Wilk. Powieść miała swoją premierę czternastego września, zaś dzięki dużej uprzejmości wydawnictwa, mamy możliwość ją zrecenzować.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to fakt, że zmiana wydawcy wpłynęła również na zmianę formatu książki. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów jest nieco wyższa niż pozostałe, wydane pod szyldem Fabryki Słów, dzieła Jadowskiej. Może to kłuć w oczy tych bardziej czepliwych, którzy koniecznie chcieliby coś skrytykować. Osobiście jednak nie widzę w tym większego problemu – zmiana nastąpiła wraz z nową serią, a nie w połowie już wydawanej, co faktycznie mogłoby wprowadzać pewien chaos i psuć odbiór całości. Na szczęście nie jestem małostkowa i nie mam z tym problemu, zwłaszcza że okładka Dziewczyny z Dzielnicy Cudów wybitnie mi się podoba, przykuwając mój wzrok i uwagę. Być może jest to kwestia samej kolorystyki, a być może grafiki Magdaleny Babińskiej, sama nie jestem do końca pewna. Zadbano też o to, by niektóre sceny w książce doczekały się odpowiedniego odwzorowania w formie rysunków. Jak w poprzednich, ilustrowanych przez Magdę książkach, grafik jest raptem kilkanaście, są one jednak rozmieszczone w miarę równomiernie, ładnie wkomponowując się w tekst i ułatwiając czytelnikowi wizualizację opisywanych bohaterów czy scenerii. Wszystkie utrzymane są w czarno-białej tonacji, nie stanowią więc kolorowych, rozpraszających ozdobników, które odrywałyby uwagę czytelnika od samej powieści. Nie należy jednak oceniać książek po okładce, przyjrzyjmy się więc bliżej zamkniętej na ponad trzystu stronach treści.

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Nikita po raz pierwszy fizycznie pojawiła się w trzecim tomie heksalogii – Zwycięzca bierze wszystko, gdzie gotowa była pociągnąć za spust i zabić najlepszych przyjaciół Dory Wilk, swojej dawnej kochanki. Poznaliśmy ją jako bezwzględną zabójczynię bez kręgosłupa moralnego i jakiejkolwiek refleksji nad tym, co robi i w jaką stronę podążyło jej życie. We wspomnieniach samej Dory została nam przedstawiona jako jej bratnia dusza, a obie dziewczyny przez wielu postrzegane były jako wybitnie do siebie podobne – obie bezkompromisowe, waleczne, mające trudności z uporaniem się ze swoim magicznym dziedzictwem, na dodatek z nieciekawą sytuacją rodzinną. Ich drogi rozeszły się tak skrajnie, jak tylko mogły – Dora została policjantką, zaś Nikita płatnym zabójcą z elitarnego Zakonu Cieni. Akcja Dziewczyny z Dzielnicy Cudów dzieje się trzy lata po wydarzeniach ze Zwycięzca bierze wszystko, czytelnikom ukazuje się więc zupełnie inny obraz bohaterki, teraz bardziej skłonnej do refleksji nad swoimi działaniami i do łez wywołanych ich konsekwencjami. Z jednej strony te trzy lata to okres, w którym wiele może się zmienić, z drugiej – spodziewałam się raczej śledzić tę przemianę na kartach książki, a nie obserwować już jaki jest jej efekt końcowy i co z niej ostatecznie wynikło. Nikita jest kobietą o wielu twarzach, co może sprawiać, że odbierzemy ją jako postać niespójną, kiedy tak naprawdę jest zagubioną w swoich odczuciach osobą o dość chaotycznej naturze. Fabuła umiejętnie pozwala nam śledzić nie tylko jej losy i przemyślenia, ale również odkrywa jak wiele w jej życiu było tajemnic, których istnienia nie podejrzewała.

To właśnie na sekretach opiera się cała fabuła książki. Jest ich tam cała masa, niezwykle trudno się przez nie przekopać, bo po odsłonięciu jednej niewiadomej zaraz pojawia się kilka kolejnych, wymagających wyjaśnienia. Jak na przykład to kim jest przydzielony Nikicie nowy partner, Robin – podejrzany osobnik, którego akta zostały sfabrykowane w niemal całkowicie i co takiego potrafi posiadany przez niego talizman. Sprawa jest o tyle podejrzana, że charakter i styl bycia Nikity sprawiają, że nie ma zbyt wielu osób, które chciałyby z nią pracować i chronić jej plecy, a jeszcze mniej jest tych, którym ona zaufałaby na tyle, by pozwolić im poza zasięgiem wzroku. Robin jest jednak wierzchołkiem góry lodowej, szybko bowiem na jaw wychodzi, że z Dzielnicy Cudów porwana została jedna z piosenkarek znanego klubu Pozytywka, na dodatek bliska znajoma naszej zabójczyni. Nie trudno domyślić się, że bohaterka ruszy z odsieczą. Kto stoi za tym uprowadzeniem i jaki ma w nim cel? Co wspólnego ma z tym wszystkim Matka Przełożona Zakonu Cieni i, co obie starają się ukryć, rodzona matka Nikity? Jak bardzo pogmatwane jest życie rodzinne bohaterki i jak bardzo namiesza w nim jej brat bliźniak? Przede wszystkim zaś, jaka tak naprawdę jest Nikita i co kryje się pod maską, którą ubiera w kontaktach z innymi ludźmi? Sekretów i tajemnic pojawia się tutaj co niemiara, część z nich zostaje rozwiązanych już w tym tomie, część zaś jest dopiero preludium do kolejnych zagadek i reszty cyklu. Serwowane są, jak może się wydać na początku, w sposób nieco chaotyczny i nieuporządkowany, przeplatając się ze sobą, ostatecznie jednak okazuje się, że w tym szaleństwie jest metoda – wszystko dzieje się według klucza i jest ze sobą powiązane. Gwarantuję, że nad książką nie sposób się nudzić – jest w niej dużo akcji, osadzonej w świecie stworzonym przez autorkę.

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

W swoich książkach Jadowska podzieliła znany nam świat na dwie płaszczyzny – świat który doskonale znamy z naszej codzienności i ten alternatywny, gdzie nikogo nie dziwią magiczne stworzenia i istoty. Do tej pory poznaliśmy Thorn, czyli odpowiednik Torunia oraz Trójprzymierze, będące odbiciem Trójmiasta. Istnienie pozostałych, podobnych miejsc, zostało ledwie delikatnie zaznaczone. Do czasu pojawienia się w księgarniach Dziewczyny z Dzielnicy Cudów, której akcja rozgrywa się w innym z miast – Warszawie. Czy raczej jej magicznym odpowiedniku, dość specyficznym ze względu na rys historyczny naszej stolicy. W alternatywnym świecie została ona bowiem podzielona przez Wisłę na dwa miasteczka: Wars, dość szalony i brutalny, jednak znacznie bardziej cywilizowany niż Sawa – pełna niebezpiecznych istot, uzbrojonych w kły i pazury. Obie części połączone są mostem, którego magia potrafi wywlec na światło dzienne najbardziej skrywane lęki. Ciekawym pomysłem autorki jest wątek, który tłumaczy dlaczego to konkretne miasto alternatywne jest w pewien sposób spaczone i inne od pozostałych. Tytułowa Dzielnica Cudów również intryguje – to jedna z lepszych dzielnic Warsa, która za sprawą magii utknęła w latach 30. ubiegłego wieku, od tego czasu wykształcając w sobie coś na kształt świadomości, pozwalającej na wybranie swoich mieszkańców. Magia w alternatywnym odpowiedniku naszego miasta stołecznego działa na nieco innych zasadach niż ta, którą poznaliśmy we wcześniejszych powieściach autorki.

Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Autorka wciąż utrzymuje poziom, do którego przyzwyczaiła swoich fanów i wiernych czytelników. Zdecydowanie lepiej wychodzi jej jednak snucie intryg, które w końcu przestają wyglądać jak nitka prowadząca prosto do kłębka, za to coraz bardziej przypominają sieć pajęczyn. Widać również duże podobieństwo, które kiedyś pozwalało uznać Dorę i Nikitę za bratnie dusze, co może być minusem dla tych, których irytowała główna bohaterka heksalogii (i tym najnowszej książki Jadowskiej nie mogę z czystym sumieniem polecić), jest jednak konsekwencją fabularną wcześniejszych założeń. Znacznym plusem jest też fakt, że nasza zabójczyni nie zyskuje już na samym początku niesamowitych zdolności – och, oczywiście jest istotą magiczną i jako taka dysponuje pewnymi umiejętnościami, których nie posiada przeciętny człowiek, nie korzysta z nich jednak na każdym kroku, właściwie starając się od nich oddzielić. Nie ma też za sobą szwadronu przyjaciół, którzy staną za jej plecami lub zbiorą za nią cięgi. Jest przez to znacznie mniej irytująca niż Dora, która z tomu na tom zyskiwała coraz to większe moce i coraz potężniejszych sprzymierzeńców, równoważących siłę przeciwników lub nawet w oczywisty sposób przechylających szalę zwycięstwa na jej stronę. Pod tym względem autorka nabrała umiaru, tworząc całkiem przyjemną lekturę. Nie jest to literatura z najwyższej półki, stanowi jednak dobrą rozrywkę na jesienne wieczory Pomimo tego, że książka nie jest w pełni oderwana od heksalogii o Dorze Wilk, to sięgnąć może po nią każdy, niezależnie od tego, czy wcześniej miał do czynienia z prozą autorki.

Dziękujemy Wydawnictwu SQN za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    Tytuł: Dziewczyna z Dzielnicy Cudów
    Autor: Aneta Jadowska
    Wydawnictwo: SQN
    Rok wydania: 2016
    Liczba stron: 314

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
IdrisAlive117 Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Alive117
Gość
Alive117

Ta książka mnie bardzo zaciekawiła. Robi niezłą furorę na polskim booktubie. Najwięcej dobrego słyszałem na temat wykreowanych postaci. No i te ilustracje 🙂 Naprawdę bardzo chcę sięgnąć po tę pozycję 🙂
Zapraszam do mnie, jest i muzycznie i książkowo 🙂
http://alive117.blogspot.nl/?view=flipcard

Idris
Gość
Idris

Ze swojej strony polecam – czas nad książką spędza się całkiem dobrze, a kreacja głównej bohaterki jest znacznie lepiej wyważona niż Dory Wilk, znanej z heksalogii (mniej super-mocy, mniej super-przyjaciół), co zdecydowanie jest plusem 🙂