Mogliście już słyszeć o Historiach fandomowych, i to z kilku źródeł. Ta książka może nie ma ambicji wzburzenia wód polskiego fandomu, ale na pewno wywołuje zainteresowanie. Przy okazji trafia się też i krytyka. Pindel opisuje czytelników science fiction (to lata 70.), fantasy (90.) i wreszcie graczy czy cosplayerki. A przede wszystkim pisarzy, potem pisarki, i osoby odpowiedzialne za tłumaczenie światowej popkultury na nasze.

Historie dzielą się na dwie części będące właściwie osobnymi reportażami. Obie składają się w dużej mierze z rozmów, fragmentów wypowiedzi ilustrujących lub tłumaczących jakieś zjawiska z pierwszej ręki. No i z anegdot, oczywiście. Pierwsza część książki to historia fanów SF, od PRL do wczesnych lat dwutysięcznych. Ta epoka dzieli się na trzy fazy rozwoju fandomu, które definiowane są przez zmianę pokoleń i ustroju, czyli dostępności popkultury. W drugiej Pindel opisuje swoją wizytę na Pyrkonie 2018. Zanim zaczniecie marudzić, że to bardzo ograniczona perspektywa jak na dzisiejszy fandom – przyjrzyjcie się dokładniej, z kim autor rozmawia o rozwoju tego środowiska od pierwszych rozdziałów.

Jedną z pierwszych osób, które odzywają się w Historiach (obok Parowskiego i innych „dinozaurów”), jest Paulina Braiter-Ziemkiewicz. Może nie jest przedstawicielką najmłodszego pokolenia fandomitów (będę uparcie tak teraz mówić, dziękuję, panie Pindel!), ale ciągle wiele dla nich robi. Niedawno mogliście widzieć jej nazwisko, przetłumaczyła Ciemność nad miastem, książkę z uniwersum Stranger Things. Co dla mnie ważne, nie jest przedstawicielką fandomowego Olimpu, a poza tym jest kobietą. Na początku dziewczyn nie było w tym gronie prawie wcale, pojawiły się liczniej w latach 80., czytelniczki i pisarki, ale do niedawna stanowiły „getto w getcie” (o czym wypowiada się dla Historii między innymi badaczka Maria Głowacka, autorka Kobiecej prozy science fiction w Polsce). Usłyszycie także Annę Brzezińską. Bardzo doceniam, że Pindel zajął się tą sprawą.

Jeśli jesteśmy przy ciężkich tematach, bardzo chętnie posłuchałabym więcej o tym, dlaczego fandom, zwłaszcza mocno pełnoletni, ma obecnie opinię konserwatywnego i ksenofobicznego. Na samym początku książki pojawia się anegdota o wykładzie wygłaszanym podczas konwentu w 2015 roku. Wykładający go przedstawiciel pierwszego pokolenia fandomitów nie krył swojej niechęci do imigrantów i podrzucał pomysły, jak się przed nimi obronić. Jedynym komentarzem od autora książki jest stwierdzenie, że słuchacze się z treścią przekazu zgadzali, czasem entuzjastycznie. Koniec dygresji. Oczywiście, nie chciałabym, że Historie stały się jakimś mieczem mającym podzielić odbiorców popkultury na (wybaczcie skrót myślowy) Polskę A i B… Jednak fascynuje mnie, jak można nienawidzić obcych i dopingować Geralta w bronieniu elfów przed tłuszczą. Koniec mojej dygresji.

Rozmawiając ze znajomymi o książce Pindela, spotykałam się z kilkoma wątpliwościami czy zarzutami. Po pierwsze: do kogo mówi narrator? Do kogoś zaangażowanego w fandom (raczej nie) czy może zupełnego laika? Według przedmowy do tego drugiego. Ale już Wojciech Szot narzeka, że jego zdaniem taki odbiorca piorunem znudzi się tym wszystkim. Moim zdaniem Historie są idealne dla kogoś takiego jak ja: czytelniczki nieprzesadnie zaangażowanej w życie fandomu (nie jestem zbyt konwentowa), ale wciągającej dużo popkultury, w tym (to ważne) polskiej. Także dla kogoś ciekawego, dlaczego się z niego śmieją, że lubi Grzędowicza, Prosiaka i Sagana – ale mającego po prawdzie te podziały w łonie polskiej fantastyki, jak mawiał Syfon z Ferdydurke, w duuu… żym poważaniu.

Historie fandomowe opowiadają o historii polskiego fandomu od czasów kół czytelniczych, przez Fantastykę i lata 90., po cosplay. Pindel rozmawia przede wszystkim z osobami jakoś związanymi ze wspomnianym miesięcznikiem, stąd pewne skrzywienie na to, co ich interesowało. Oraz jego jako czytelnika. Na przykład komiksy pojawią się tylko na moment, nie uświadczycie informacji o Produkcie czy Kawaii. To musimy sobie jeszcze opisać sami (Michał Lipka już zaczął, opublikował zbiór wywiadów z produktowcami). Podobnie gry, jako nowe zjawisko, zostaną wspomniane bardzo pobieżnie jako sól w oku każdego „dinozaura”.

Książka Pindela jest bardzo sympatycznie napisana, dużo w niej cytatów, miniwywiadów, pod tym względem mnóstwo w niej życia. Nie jest przesadnie najeżona nazwiskami i faktami, dacie radę sobie wszystko mniej więcej poukładać. Co znamienne, jej dwie części nie do końca układają się w całość. I być może to jest najlepsze przesłanie tej historii o starym i nowym fandomie – bardzo mocno się rozeszły, więc dzisiejsze małe i duże fanbazy i geekowe organizacje nie muszą przejmować się starymi sporami. Zapomnijmy podziały, pamiętajmy za to o tłumaczach, to w końcu oni przynoszą nam tę literaturę z całego świata pod nosy.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Historie fandomowe
Wydawnictwo: Czarne
Autor: Tomasz Pindel
Gatunek: reportaż, non-fiction, wspomnienia
Data premiery: 2019

Dodaj komentarz

avatar