Recenzja książki Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym

Jesteś cudem

Niemożliwe jest możliwe. Każdy powinien mieć w życiu osobę, która będzie codziennie przypominać o jednej ważnej rzeczy: Jesteś cudem i to właśnie ty możesz zmieniać świat. Jedyne, co musisz zrobić, to zacząć tam, gdzie jesteś i zająć się tym, co możliwe. Bo nieważne jest, ile masz na koncie – możesz mieć ogromny wpływ na świat. Swój świat, świat drugiego człowieka, świat wszystkich ludzi. Musisz po prostu wyolbrzymiać dobro, dawać z siebie wszystko i nie zadręczać się… Dochodzę do wniosku, że mogłabym stworzyć naprawdę dobry tekst, składający się jedynie z tytułów lekcji, jakie daje czytelnikom Regina Brett.

Nie wszystko możemy zrobić, a tego, co możemy, nie możemy zrobić idealnie, ale to nic. Wystarczy, że postawimy pierwszy krok, właśnie tu i właśnie teraz. Wystarczy, że postawimy pierwszy krok, a odmienimy świat.

Książka Jesteś cudem jest drugim, po Bóg nigdy nie mruga, zbiorem 50 felietonów kobiety, która wiele w życiu przeszła, z molestowaniem i rakiem włącznie. Nie chcę tym stwierdzeniem wzbudzać współczucia i zmuszać do sięgnięcia po tę pozycję. Chcę jedynie zaznaczyć, że jestem zaskoczona, bo nawet w osobie z tyloma problemami może być wiele pozytywnej energii i chęci do niesienia pomocy. Do niesienia pomocy w swojej okolicy, sobie i ludziom… z całego świata. I cieszę się, że istnieją ludzie, którzy potrafią dawać z siebie wszystko, co dobre, i nie ranić własnymi ranami.

– Wszyscy popełniamy błędy – powiedział. – Tyle że każdy popełnia inne. Oni nie są w niczym gorsi ode mnie. Chodzi tylko o konsekwencje. Moje pomyłki i złe uczynki nie zaszkodziły mi tak jak im (…).

Jesteś cudem to 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym, krótkich, ale treściwych, a każda z nich (jak zdążyliście zapewne zauważyć we wstępie) traktuje o czymś – mogłoby się wydawać – oczywistym. Ale, jak to w życiu bywa, rzeczy oczywiste są często najtrudniejsze do zrozumienia, dlatego właśnie Regina Brett pisze o nich w sposób niekonwencjonalny i uniwersalny. Jako zadeklarowana chrześcijanka, często porusza tematy wiary, Boga i duchowości, ale nie są one myślą przewodnią felietonów. Myśl przewodnia to największy cud świata – człowiek. Człowiek, który może wszystko, jeśli tylko sięgnie tam, gdzie wzrok na co dzień nie sięga. Bo świat potrzebuje usłyszeć od ciebie: tak! Połącz siły z innymi, mierz wyżej, spełnij czyjeś marzenie…

Zapewne nie uda mi się napisać zwykłej opinii, jak o wielu innych książkach się pisze, bo akurat ta nie jest jakimś tam czytadłem. Co chwilę zaznaczałam ołówkiem fragmenty, które do mnie przemawiają, są warte uwagi, przekazują coś wartościowego, czy po prostu ładnie brzmią. Każda z lekcji ma w sobie „to coś”, ale jedna jest dla mnie szczególna. Bądź oryginalny. Znajdź własną drogę. Regina Brett pisze o przemowach wygłaszanych według utartego schematu. Nikt nie pamięta o czym i kto przemawiał na rozdaniu świadectw licealnych, bo większość z wystąpień jest powtórzeniem poprzednich. Dlatego autorka zachęca do pójścia własną drogą, zostawienia mapy (która przynosi wiele banalnych, jak np. jej ponowne złożenie, i poważnych problemów – na żadnej z nich nie znajdziesz wykrzykników) i posłużenia się swoim własnym wewnętrznym kompasem. Tworzenie prywatnej mapy niesie za sobą wiele wyzwań, odrzuceń i przeszkód, ale z każdą z tych rzeczy można sobie poradzić, bo miejsce w świecie dla Ciebie, tej wyjątkowej osoby, jest tylko jedno. Nikt nie ma obowiązku się tam stawić, mówi Regina, ale każdy dostaje od Boga zaproszenie. 

Jeśli próbujesz być kimś innym, poniesiesz porażkę. Świat już ma taką osobę.

Niby tak prosta rzecz, coś, co wie już każdy nastolatek. Niby oczywista,  do zrozumienia bez problemu, ale też rzecz, o której nie myśli się na co dzień, bo na co dzień funkcjonujemy w biegu. Lekcja 32 to zbiór przykładowych błędów, wskazanie trudnych sytuacji, które mogą wydawać się końcem świata (choć są początkiem możliwości), zbiór konkretów i kilku pocieszeń. 6 stron subtelnego pchnięcia na przód i szepnięcia „odwagi”.

Większość lekcji wygląda podobnie, ale nie nudzą nawet przez chwilę. Przez to, że felietony są krótkie, książkę czyta się metodą „jeszcze jeden rozdział”, a następnego dnia umiera ze zmęczenia, będąc szczęśliwszym albo bardziej świadomym, niż przed przeczytaniem tych kilku drobnych lekcji. Jesteś cudem wprowadza nutkę optymizmu w świat przepełniony zwykle pesymizmem, bo każdy – czy to kobieta, czy mężczyzna – potrzebuje być tego świadomym. Jesteś cudem i jesteś wyjątkowy, dla świata, dla jednego człowieka, dla Boga… Jak wspominałam, Regina Brett pisze swoje teksty z perspektywy zadeklarowanej chrześcijanki, ale tak naprawdę pisze o życiu, nie o konkretnej religii, więc książkę mogą czytać przedstawiciele różnych wyznań. Ponadto doprawia teksty poczuciem humoru, refleksyjnością i wiarą we własne możliwości. Dlatego jest uniwersalna. Poza tym, zwroty bezpośrednio do czytelnika czynią ją spersonalizowaną i myślę, że każdy znajdzie choć jedną lekcję specjalnie dla siebie. Ja taką znalazłam i czytałam już kilka razy. Może i wy poszukajcie?

Nigdy nie trać wiary w siebie i w to, co możesz zaoferować światu. Dopóki chodzisz po świecie, jesteś na nim potrzebny.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym
Wydawnictwo: Insignis
Autor: Regina Brett
Typ: książka
Gatunek: publicystyka literacka
Data premiery: 06.11.2013
Liczba stron: 355

Urszula "Asik" Michalik

Urszula "Asik" Michalik

Studentka kulturoznawstwa, pasjonująca się kulturą i ludźmi. Nałogowo czyta (w komunikacji miejskiej, na przystanku, na uczelni, w pociągu, na łóżku, krześle, podłodze, na leżąco, na siedząco, na stojąco… w każdej wolnej chwili, bo czasu ciągle mało) i kupuje książki, w antykwariatach spędza całe godziny, w bibliotece potrafi przesiedzieć pół dnia. Uwielbia pisać, rozmawiać, podróżować pociągami, poznawać ludzi i spacerować (zimą mniej). Stara się napisać opinię o każdej przeczytanej książce i podzielić się nią z innymi, ponadto prowadzi bloga https://askier-pisze.blogspot.com/.

  • Chciałem kiedyś kupić, ale jakoś nie wyszło.
    Mam taki problem, że “Kropki” Markowicza strasznie odrzuciły mnie właśnie od takich książek. Nie wiem czy zestawienie tych dwóch tytułów jest dobre, ale wydaje mi się, że są do siebie podobne. Odrzucił mnie banał i w pewnym stopniu narzucanie zdania przez autora.
    A może jednak warto dać jeszcze jedną szansę, tym razem nie kropkom, a lekcjom? 😀

    Dobry tekst, pozdrawiam.