Podczas gdy w Królach Wyldu motywem przewodnim było hasło „stary człowiek, a jeszcze może”, tak drugiej części znacznie jaśniej przyświeca myśl zaczerpnięta z serii o szybkich i wściekłych. Dom Torreto zwykł powtarzać, że „nie ma przyjaciół, ale rodzinę”. To właśnie w zgodzie z tą dewizą żyje i walczy Baśń.

Pam jest młodą dziewczyną wychowaną przez dwójkę sławnych najemników. Chociaż żyje w świecie pełnym potworów, magii, potężnych artefaktów i epickich wypraw, jej największe marzenie jest zaskakująco przyziemne. Na podobieństwo swoich rówieśniczek marzy o tym, aby wyrwać się z rodzinnego miasta, zobaczyć kawałek świata, przeżyć przygodę i nie harować przez resztę życia jako kelnerka w tawernie. Los uśmiecha się do dziewczyny, gdy do miasta z tournée przybywa grupa pod wodzą legendarnej Krwawej Róży. Kompania tak niezwykła, jak Baśń, nie może funkcjonować bez barda sławiącego jej osiągnięcia w ponadczasowych pieśniach. Braki kadrowe drużyny postanawia uzupełnić zbieg okoliczności we współpracy z poczciwym wujkiem. Pam chwyta za lutnię i wstępuje w szeregi najemników, by posmakować życia pełnego adrenaliny i niebezpieczeństw. Tymczasem z północy docierają złe wieści. Sześć lat po ataku Hordy z Wyldu kolejna potężna armia potworów zagraża ludzkości. Podczas gdy każda szanująca się drużyna najemników zamierza odeprzeć najazd i okryć się wieczną chwałą, Baśń wyrusza w przeciwnym kierunku.

Nicholas Eamers po błyskotliwym debiucie szybko powraca do Grandualu i jego niebezpiecznych okolic. Tym razem autor daje jednak odetchnąć styranym i zasapanym weteranom z legendarnej Sagi i wprowadza na scenę nową ekipę. Baśń to grupa złożona z niezwykłych i nietuzinkowych jednostek. Krwawa Róża od lat próbuje wyjść z cienia swojego ojca, podejmując kolejne ekstremalne wyzwania. U jej boku trwa wiernie najprawdopodobniej ostatni (chociaż kto by ich tam wiedział) druin Bezchmurny. Złośliwa i skryta Tuszowiedźma zapewnia ekipie potworne wsparcie, przywołując na pole bitwy stwory z najgorszych koszmarów. Brune natomiast to kawał chłopa, który zamienia się w niedźwiedzia… poza tymi momentami, gdy pod presją nie staje na wysokości zadania i wychodzi mu mały niedźwiadek, ale przecież to się zdarza. Funkcje managera grupy sprawuje lubiący wypić i przekąsić skórzany pasek satyr, a młoda dzielna Pam do tego towarzystwa pasuje jak hobbit do drużyny koszykówki.

Autor uzupełnia drużynę wykokszonych wojowników żółtodziobem niskiego poziomu nie po to, by pośmiać się z nieporadności i otworzyć sobie drogę do żartów w stylu „czemu dostałam drewnianą pałkę zamiast porządnego miecza +10 do groźnej postawy?”. Pam przypada w udziale rola obserwatorki. Dzięki temu, że dziewczyna nie przesiąkła awanturniczym życiem, dostrzega rządzące nim zjawiska oraz jego prawdziwe oblicze. Świat, chociaż tak znajomo fantastyczno-rpgowy, nieco się zmienił. Walka z potworami i najemnictwo stało się rozrywką porównywalną do igrzysk. Dawniej, jak gdzieś koło wioski czaił się parszywy stwór, trzeba było zamknąć dzieci w piwnicach, robić zrzutkę na nagrodę i czekać, aż jakiś bohater sam lub z drużyną będzie przechodził w okolicy i zainteresuję się zadaniem pobocznym. Teraz potwory przestały zbliżać się niebezpiecznie do okien. Organizuje się im więc wjazdy na leża i zaciąga do miast, by ginęły ku uciesze gawiedzi. Po co więc ryzykować w obronie bezbronnych, skoro sława i chwała czekają na arenie? Tylko kto tu jest teraz większym potworem?

To właśnie uwspółcześnienie świata przedstawionego oraz nadanie mu nowego charakteru wypada w Krwawej Róży najciekawiej. Cała reszta to w zasadzie powtórka z poprzedniego tomu. Dostajemy pełno akcji, mnóstwo potworów, sporo humoru, ciekawych bohaterów z własnymi demonami do pokonania, trochę odwołań do popkultury oraz zabaw konwencją. Dzięki kilku podmiankom oraz zmienionym proporcjom Eames zachowuje świeżość i nie zajeżdża początkowego pomysłu. Fabularnie oferuje nam inną przygodę, chociaż ta nadal jest klasycznym schematem, przedstawia opowieść z perspektywy zupełnie innego typu postaci, a relacje między bohaterami rysuje w nieco odmienny, bardziej familijny sposób.

Największa zmiana zachodzi w proporcjach klimatu. Emocjonalne, dramatyczne i podniosłe chwile przeważają nad tymi niepoważnymi. Komiczne i absurdalne elementy świata nadal cieszą oko, lecz nie są już tak częste, jak w Królach Wyldu – a szkoda, bo już wtedy nie można była narzekać na ich nadmiar. Na szczęście pozostało sporo błyskotliwych dialogów, które bawią, jakby napisane były z myślą o kinowym filmie akcji. Kanadyjczyk wyraźnie próbuje uderzać w inne tony. Chociaż na głęboki ukłon zasługują jego poszukiwania, eksperymenty i dbanie o świeżość, to widać, że znacznie swobodniej czuje się w uroczym naigrawaniu się z fantastycznych światów.

Podczas gdy Królów Wyldu można porównać do Niezniszczalnych z weteranami kina akcji ze Stallonem na czele, tak Krwawa Róża ma w sobie sporo z Szybkich i wściekłych. Bohaterów łączą nie tylko cieplutkie rodzinne więzi, ale również niemożliwe do wykonania zadanie, które wpakuje ich w jeszcze większe kłopoty. Akcja miesza się z poświęceniem, złośliwymi docinkami i brawurową jazdą. Dynamiczne tempo prowadzi wprost do efektownego finału, którego nie powstydziłby się ostatni sezon Gry o tron – kilka pomysłów mogłoby nawet trafić do Winterfell z zyskiem dla produkcji. Eames może i przez większość książki nie bawił się tak swobodnie, jak za pierwszym razem, ale za to ostatnie rozdziały wyglądały jak mokry sen, na który zasłużyła adaptacja powieści Martina.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Krwawa Róża
Wydawnictwo: Rebis
Autorzy: Nicholas Eames
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Gatunek: Fantasy
Data premiery: 16.07.2019

PRZEGLĄD RECENZJI
Nasza Ocena
8
KOREKTALilavati
Poprzedni artykułDo gwiazd i jeszcze dalej! Recenzja książki Do gwiazd
Następny artykułStrzelając na oślep. Recenzja komiksu John Wick
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

Dodaj komentarz

avatar