Mamy już połowę listopada, do Bożego Narodzenia został nam mniej więcej miesiąc, a sklepy, które do tej pory jakimś cudem nie zaatakowały nas świąteczną ofertą (a pierwsze jej przebłyski w pewnej znanej sieci widziałem już na samym początku października), nadrabiają ten błąd. Nic więc dziwnego, że i na księgarskich półkach przybywa publikacji w tym temacie. I nic też dziwnego, że Matt Haig, wielokrotnie nagradzany autor książek dla dzieci i dorosłych, powraca z trzecią swoją powieścią z gwiazdkowej serii, kontynuując w niej losy Amelii. Nie ma jednak znaczenia, czy czytaliście dwa poprzednie tomy – jeśli szukacie uroczej, ciepłej, sympatycznej i wciągającej historii dla całej rodziny, Ojciec Gwiazdka i ja to dzieło dla was idealne.

Główną bohaterką książki jest dziewczynka, Amelia Wishart, której w życiu niezbyt się układało. Po śmierci matki i zaginięciu ojca wiodła nieciekawy żywot i nie potrafiła znaleźć swojego miejsca na tym świecie. Została jednak zabrana przez Ojca Gwiazdkę do Elfiego Jaru i…
… w tym momencie zaczyna się ta historia. Czym jest Elfi Jar? To miasteczko na Dalekiej Północy, którego nie znajdziecie na żadnej z map. Co więcej – dla większości ludzi jest ono niewidzialne. Wszystko dlatego, że jest magiczne, a by móc je dostrzec, trzeba w nie uwierzyć, co nie jest wcale łatwe. Poza tym, jak wskazuje sama nazwa, poza Amelią mieszkają tu praktycznie same Elfy. Ale chociaż w tej okolicy panuje wieczny mróz, a w elfiej szkole nieustannie śpiewa się świąteczne piosenki, dziewczynce żyje się tu naprawdę wspaniale. Niestety już wkrótce wszystko to może zniknąć, bo zazdrosny Króliczek Wielkanocny chce raz na zawsze zniszczyć święta Bożego Narodzenia. Jego armia rusza do ataku, a jedynie Amelia i jej nowa rodzina mogą go zatrzymać. Pytanie tylko, czy będą w stanie to zrobić…

Lekka, ciepła, sympatyczna – tak w skrócie można określić tę lekturę. Usiąść z tą książką w jakieś śnieżne, mroźne popołudnie, przy kominku, w którym trzaska ogień, z kubkiem gorącego kakao w dłoni i piernikowymi ciasteczkami – to byłoby niezwykłe przeżycie, ale nawet bez takiej otoczki Ojciec Gwiazdka i ja potrafi obudzić w dorosłych czytelnikach tęsknotę za dzieciństwem, wiele sentymentów i, oczywiście, magię świąt.

I dokładnie o to chodzi. Ta książka taka ma być, dać dzieciom i dorosłym – bo nie sądzę, by jedynie najmłodsi po nią sięgnęli – wszystko to, czego oczekują od podobnych dzieł. Podobnie jak świąteczne familijne filmy, które takimi pasjami ogląda się na całym świecie (legendarny status Kevina samego w domu jedynie to potwierdza, w końcu nie tylko u nas jest kultowy), tak i trylogia Haiga doskonale wykorzystuje familijne ciepło i niezwykłą atmosferę tego czasu w roku, który przestał być jedynie religijnym doświadczeniem. Dzięki temu budzi wiele uczuć i emocji, i wciąga, nawet mimo swej przewidywalności.

Stylistycznie całość jest prosta, ale nie infantylna. Podobnie rzecz ma się z treścią. Haig swoją opowieść opiera na schemacie, jaki wykorzystali np. twórcy Lobo w Paramilitarnych Świętach specjalnych, ale robi to z wyczuciem i urokiem. Historię czyta się lekko, szybko i przyjemnie – i równie przyjemnie ogląda się czarno-białe ilustracje, których w książce jest mnóstwo. Warto też docenić samo wydanie, z dodatkową obwolutą, tłoczeniami i zdobieniami, naprawdę wpadającymi w oko. W skrócie: warto kupić dzieciom, przeczytać z nimi lub samemu. Idealna lektura na Gwiazdkę gwarantowana.

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie książki do recenzji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Ojciec Gwiazdka i ja
Data premiery: listopad 2018
Autor: Matt Haig
Gatunek: literatura dziecięca

Dodaj komentarz

avatar