Carrie Fisher

Carrie Frances Fisher – ur. 21.10.1956, zm. 27.12.2016. Amerykańska aktorka, scenarzystka i pisarka. Ikona kina, najlepiej znana fanom z roli księżniczki Lei Organy z Gwiezdnych wojen. Córka Mary Frances Reynolds (Debbie Reynolds) i Eddiego Fishera.

Deneve

Pamiętnik księżniczki Carrie Fisher to już trzecia książka filmowej Lei Organy, będąca w mniejszym lub większym stopniu autobiografią. Tym razem skupiona głównie wokół czasu spędzonego na planie pierwszych Gwiezdnych wojen. Carrie opisuje w niej przemilczany wcześniej romans z Harrisonem Fordem, pracę na planie i wszystko to, co wiązało się z nagłym rozkwitem jej kariery.

A to za sprawą odnalezionych pamiętników, które Fisher pisała w okresie kręcenia Gwiezdnych wojen – jak sama mówi, niskobudżetowego filmu, który niespodziewanie okazał się sukcesem. Pamiętniki te, „romantycznie schowane pod deską w podłodze”, są przyczynkiem do tego, żeby Carrie wpuściła nas do swojego intymnego – nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo – świata, przedstawia nam swoje problemy i walkę z nimi, choć ktoś mógłby zapytać: „Jakie problemy może mieć osoba, która tak młodo zdobyła sławę i pieniądze?”

Mam wrażenie, że z tej książki wyłania się bardzo smutny obraz samotnej, zagubionej i raczej nieszczęśliwej kobiety, której zależało na akceptacji i sympatii innych. Czytając, mam wrażenie, że trochę się w tym wszystkim pogubiła.

Stąd też, o ile nie pochwalam romansu z żonatym wtedy Harrisonem Fordem, jestem w stanie zrozumieć to, co działo się w głowie i sercu Carrie. Nie jestem w stanie jednoznacznie uznać jej za winną – zresztą oboje byli dorosłymi ludźmi, oboje wiedzieli, na co się piszą.

Fushikoma

Na początku było mi ciut ciężko „słuchać” takiej Carrie Fisher – źle reagującej na swoje starzenie się, świadomej tego, że bardzo potrzebuje być lubianą, czasami kokietującej czytelnika. Z jednej strony pisze do czytelników „chcę, żebyście mnie lubili”, troszkę narzeka, ale z drugiej ma ogromne poczucie humoru i spory dystans do siebie. Dlatego też, chociaż najpierw trochę się krzywiłam, szybko wczułam się w Pamiętnik, dowcip Fisher i jej szczerość. Zwłaszcza że bardzo dojrzale pisze o Fordzie i ich relacji – z dużą dozą nostalgii i czułości dla niego i młodej siebie.

Deneve

Myślę podobnie. Właściwie zdaje mi się, że może to fakt, że minęło aż czterdzieści lat i mogła dać temu okrzepnąć, zdystansować się, trochę na to wpływa. W każdym razie cieszy mnie jej dojrzałe podejście do sprawy. Tkwili w tym razem i nie zrzuca na niego winy, choć w zasadzie mogłaby próbować prowadzić w ten sposób narrację, żeby się wybielić.

Co ciekawe, Carrie zaznacza w książce, jaką Ford miał o niej opinię. Zupełnie rozmijającą się z rzeczywistością. Fisher była jedną z bardzo niewielu kobiet pracujących przy Gwiezdnych wojnach, otoczoną przez samych mężczyzn. Ale żeby tworzyły się aż takie plotki? W każdym razie, jego zdziwienie odnośnie tego, jak bardzo się mylił, było porażające.

Fushikoma

Ford chyba wychodzi w Pamiętniku na najbardziej naiwnego z zainteresowanych, dość paradoksalnie.

Deneve

Chyba tak. I to mimo tego, że był zdecydowanie od Carrie starszy!

W każdym razie, cała ta sytuacja pokazuje, jak chory był (a może nadal jest?) ten przemysł i jego działanie.

Fushikoma

Jeśli chodzi o romans, Fisher daje do zrozumienia, że o ile zaczął się z nagła i spontanicznie, a zainicjował go sam Ford, to potem nie była już taka bezwolna. Starała się kształtować tę relację, nawet jeśli bez szalonych sukcesów. Całkiem mnie wzruszył opis ich wspólnego wyjścia na piwo, kozaczącej i popisującej się zdolnościami aktorskimi Fisher. Przypomniało mi to moje własne romantyczne początki, stąpanie po niepewnych gruntach i udawanie mądrej. Ona bardzo dobitnie pokazuje, że nawet jeśli sobie zaplanujesz, że będziesz mieć wakacyjną miłość, wymyślisz sobie taki plan na początek dorosłości, to może ci wyjść nieoczekiwanie poważna sprawa… I dlatego myślę, że Pamiętnik powinny czytać dziewczyny w takiej sytuacji – wchodzące w samodzielność, związki; raz przekonane o byciu cwaną, kiedy indziej o swojej bezdennej głupocie.

Z kolei to, co pisze o Hollywood w roku 1979, na pewno nie jest jednoznaczne. Z jednej strony chory, maczystowski przemysł, z drugiej jednak sporo dobrej zabawy i twórczości. Bardzo miłe napomknięcia o Lucasie. Za to nie do końca wiem, jak traktować opowieść o imprezie, po której rozpoczął się jej romans z Fordem… Nie umiem zrozumieć, czy zachowanie współpracowników było dla niej straszne, śmieszne, głupie (pewnie to ostatnie najbardziej). Nawet mam wrażenie, że ona specjalnie nie ułatwia czytelnikowi tej oceny. Na pewno można odnieść wrażenie, że wtedy pojawiła się pierwsza jaskółka jej problemów alkoholowych – o których nie pisze za dużo w Pamiętniku, skoro poświęciła im sporą część swoich pozostałych autobiograficznych książek.

Deneve

Wydaje mi się, że nie chciała tych mężczyzn jednoznacznie oskarżać. Jest delikatna wskazówka, że być może chcieli ją wykorzystać. Może nawet się tego obawiała. Ale ostatecznie do niczego nie doszło, nie mogła więc wiedzieć, czy faktycznie mieli takie zamiary (chociaż ciężko mi uwierzyć, że nie).

Z jednej strony Carrie starała się opisywać siebie jako wyrachowaną, z drugiej z kolejnych wpisów widać, jak bardzo zależało jej na Fordzie i nawet w momencie pisania książki była gotowa wrócić do „Carrisonów” (swoją drogą: Harrison jest chyba żonaty?) Chyba trochę sama się oszukiwała, że nie zależało jej na nim, a dodatkowo starała się sprawiać pozory, że zupełnie nie przejmuje się otaczającym ją światem, jednocześnie bardzo chcąc się weń wpasować.

Czasami przy czytaniu miałam wrażenie lekkiego wodolejstwa lub przeciągania na siłę…

Fushikoma

Ta książka to taki trochę suplement do poprzednich, i dlatego można też mieć wrażenie, że jest w niej dużo zapychaczy. Jest jak kolejna rozmowa z kimś, kto już sporo wie o Carrie Fisher i Nowej nadziei.

Deneve

Może to nawet nie do końca zapychacze. Wydaje mi się, że autorka celowo od czasu do czasu przeciąga narrację. Może jako element swego rodzaju terapii. A może po prostu, żeby wszystko dokładnie opisać, żeby nie było niedopowiedzeń lub niepotrzebnych domysłów.

Fushikoma

Co do terapii – Pamiętnik i jej pozostałe książki na pewno były dla niej w dużej mierze czymś takim. Na szczęście są też dobrze zredagowane, dzięki czemu nie są tylko prywatnym rozdrapywaniem ran, ale po prostu niezłymi tekstami.

Deneve

To niesamowite, jak łatwo można zagłębić się w czyimś świecie. Na ile sposobów go interpretować i jak można takiej osobie współczuć, a momentami nawet się utożsamiać. Z jej wpisów wynika, że często nie było łatwo, a jej myśli błądziły w naprawdę mroczne rejony. Sama wspomina, że przelewanie tego na papier pomagało, bo w jej życiu pojawiło się wiele rzeczy, o których nie mogła nikomu powiedzieć.

Momentami miałam wrażenie, że bardzo dużo zachowań czy niewłaściwych wzorców wyniosła z domu, ale jednocześnie była wewnętrznie bardzo krucha i po prostu nie potrafiła sobie ze sobą poradzić.

Fushikoma

Dla mnie z Pamiętnika wyłania się obraz wrażliwej, bardzo dowcipnej osoby nieprzesadnie wierzącej w siebie nawet po licznych sukcesach. Bardzo krytycznie do siebie nastawionej. Szybko nabrałam do niej sympatii.

Deneve

Zgadzam się, to bardzo wrażliwa osoba, która pragnęła akceptacji, której nigdy nie miała od ojca. Ten zostawił przecież Debbie Reynolds dla Elizabeth Taylor, a Carrie, jako swoją córkę, widywał ledwie raz w roku przez jeden dzień. Trochę jakby te braki w domu starała się rekompensować sobie na planie.

Fushikoma

Pamiętam, ale z artykułów gazetowych, że mama była dla niej bardzo ważna. W Pamiętniku nie czuć tego za bardzo, może dlatego, że Fisher skupia się na początkach swojej kariery, pobycie w Anglii – czyli czasie, kiedy była sama. A nawet trochę samotna.

Deneve

Czasem można odnieść wrażenie, że Debbie poległa w wielu kwestiach jako jej matka.

Fushikoma

Mimo wszystko Carrie Fisher miło o niej pisze, czule.

Deneve

Wydaje mi się, że Carrie miała świadomość, że jej matka zawsze ją kochała, tylko czasami nie radziła sobie z otaczającym je światem. Nie twierdzę, że Debbie była złą osobą. W końcu też miała swoje problemy po dwóch rozwodach, separacji i przy upadającej karierze. A do tego musiała jeszcze wychować w tym huraganie zdarzeń dziecko.

Fushikoma

Wracając jeszcze do Hollywood i życia uczuciowego aktorów – ono było często traktowane jak kolejny element „szołbizu”. Pierwsze małżeństwo Elizabeth Tylor zostało zaaranżowane i zalecone jej przez wytwórnię. To dopiero dziki i bezwzględny przemysł rozrywkowy. Nic dziwnego, że ci ludzie miotali się potem w poszukiwaniu spokoju i bliskości.

Deneve

Zdecydowanie. Można odnieść wrażenie, że wtedy romanse czy sam seks przedmałżeński były czymś… w zasadzie codziennym (nie mówię o zdradach, bo na to chyba nigdy nie było jawnego przyzwolenia i poparcia, oczywiście)? To się po prostu działo. Dopiero później zaczęto zwracać na to uwagę. Jakoś w latach 90. przyszła taka świętoszkowatość, która teraz powoli zanika. Wreszcie przestaje się stygmatyzować takie osoby.

Fushikoma

A wracając do Pamiętnika: bardzo mi się podoba, że nawet w tych nastoletnich, afektowanych wierszach Fisher jest sporo humoru. Strasznie mi się nie chciało czytać tych fragmentów, ale kiedy już zaczęłam, nabrałam do niej… większego szacunku. Za to, że już wtedy umiała spojrzeć na siebie trzeźwo (mimo nawału emocji), ale też za to, że zdecydowała się pokazać ludziom taką nieopierzoną Carrie Fisher, żadną ikonę feminizmu, autorytet czy gwiazdę Hollywood. Po prostu uatlentowaną dziewczynę, którą na szczęście udało jej się w końcu wyciągnąć na światło dzienne i uratować od alkoholizmu.

Pamiętnik księżniczki

Deneve

Podsumowując, to naprawdę ciekawa lektura, pozwalająca zagłębić się w życie ikony kina. Życie wcale nie pełne, jak mogłoby się wydawać, luksusów, szczęścia i dostatku, ale życie na krawędzi. W dodatku życie osoby, która była niesamowicie wrażliwa. Warto też pamiętać, że wchodząc do świata showbiznesu, Carrie była jeszcze nastolatką. Niesamowicie zagubioną i łaknącą sympatii.

To nie książka dla każdego – to pewne. To nie czysta autobiografia. Raczej wspomnienia, urywki myśli, rozjaśnienie pewnych kwestii i próba rozliczenia się z trudną przeszłością. I choć Carrie na pewno nie była postacią do naśladowania, zdecydowanie była niesamowicie ciekawą i złożoną osobą.

Fushikoma

Powiedziałabym, że Pamiętnik jest nie tyle dla fanów Gwiezdnych wojen, ile osób czytających autobiografie czy zainteresowanych herstoriami. I, jak wspomniałam, dla młodych dziewczyn – chociaż naprawdę nie wiem, co myślałabym o tej książce dziesięć lat temu.

Szczegóły:

Tytuł: Pamiętnik księżniczki
Tytuł oryginalny: The Princess Diarist
Autorka: Carrie Fisher
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Gatunek: Biograficzne
Liczba stron: 288
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Monika Skowron

Dodaj komentarz

avatar