Cytując prezydenta Stanów Zjednoczonych Ulyssesa Granta (lub przywołując fragment z serii dość popularnych gier komputerowych), „War never changes”. Wojna nigdy się nie zmienia i jest w tym sporo prawdy. Nadal pozostaje jednak kwestia perspektywy. Dla jednych będzie ona aktem bohaterstwa oraz honorową walką w obronie najwyższych wartości. Pozostali dostrzegą jej gnijące oblicze, pełne zniszczenia, bólu, terroru i śmierci niewinnych. Propagandowe hasła, dumne przemowy i pochwalne okrzyki zderzają się z zawodzeniem ocalałych oraz szeptanymi pożegnaniami i epitafiami. Marko Kloos w tym czasie siada okrakiem na zasiekach i nie chce wybierać żadnej ze stron.

Niedaleka przyszłość. Ludzkości udało się wykonać kolejny wielki krok. Kosmos stanął przed nami otworem i rozpoczął się żmudny, kosztowny i długotrwały proces wbijania narodowych flag w kolejne zasiedlone globy. Ładownie statków kolonizacyjnych wypełniła nowa nadzieja, wiara w lepsze jutro oraz najnowsze osiągnięcia techniki. Ludzie w drodze ku gwiazdom z przyzwyczajenia zabierali ze sobą również to, co najgorsze – wojnę. Międzynarodowy konflikt rysowany w barwach zimnej wojny (wschód kontra zachód) przeniósł się w przestrzeń kosmiczną. Wyścig zbrojeń, technologiczne przepychanki i dumne prężenie listy podbitych planet przyniosły za sobą ofiary oraz olbrzymie nakłady finansowe. W tym czasie życie na Ziemi wcale nie zmierza w kierunku lepszego jutra. Społeczeństwa wegetują na granicy śmierci głodowej. Miliony obywateli żyją upchnięte w betonowych kompleksach, gdzie spożywają przetworzoną żywność i całe dnie spędzają przykute do sieciowej telewizji pozbawionej sensu wartości i prawdy. Bieda, głód i brak perspektyw to jedyne, na co mogą liczyć pozostali na Ziemi ludzie. Egzystują na najniższym możliwym poziomie, podczas gdy ich polityczni przywódcy wydają miliardy na dominację na planecie i w kosmosie. Jedyną drogą ucieczki staje się zaciągnięcie do wojska. Nie jest to jednak szansa na lepsze życie, a jedynie okazja, aby umrzeć na własnych zasadach. Andrew Greyson korzysta z tej możliwości. Rozpoczyna wojskowe szkolenie, wchodzi na skomplikowaną ścieżkę kariery i zamienia się w trybik okrutnej maszyny wojennej, ale taka rola niespecjalnie mu przeszkadza.

Przyszłość wyrysowana przez Kloosa kipi wręcz od militaryzmu. Świat wokół bohatera pędzi na złamanie karku. Przepełniony jest konfliktami, a zdecydowana większość problemów rozwiązywana jest za pomocą serii z karabinu lub broni masowego rażenia. Narracja mknie naprzód podlana wysokooktanowym paliwem lotniczym, podrasowana adrenaliną oraz zapachem materiałów wybuchowych, tworząc jedną wielką batalistyczną scenę. Grayson ląduje w szkole wojskowej, poznaje strategie i technologiczne zabawki na wyposażeniu wojska. Niedługo potem wcielony zostaje do Armii Terytorialnej, gdzie sprząta bałagan na planecie oraz wewnątrz własnego kraju. Następnie wsiada na statek i z pierwszego rzędu obserwuje spotkanie zdecydowanie zbyt zaawansowanego stopnia z przedstawicielami obcej cywilizacji. Szybko prowadzona historia ma swoje plusy. Dużo się dzieje, akcja niemal nigdy nie zwalnia, a opisy kolejnych misji oraz funkcjonowania skomplikowanych wojskowych hierarchii i zależności nie nużą. Jest w tym sporo młodzieńczej fantazji i nieustępującego podniecenia. Broń, wybuch, zaawansowane skafandry, nieustanna wymiana ognia. Wszystko to dzieje się na najwyższych możliwych obrotach. Szczególnie dobrze powinien bawić się przy tym każdy miłośnik militarnych klimatów przyprawionych zaawansowanymi technicznymi nowinkami.

Szybka i pełna ferworu narracja niesie za to za sobą jedną poważną wadę. Marko Kloos nie chce opowiedzieć się po żadnej ze stron odwiecznego konfliktu wartości. Czasem chwali braterstwo broni, odwagę i poświęcenie, innym razem próbuje zaznaczyć okrucieństwo wojny, jej bezsensowność oraz tworzony przez technologię mur między żołnierzem a jego ofiarami. Nad żadnym z tych elementów nie zatrzymuje się zbyt długo. Kloos nie decyduje się na moralne rozważania, nie roztrząsa ważnych tematów. Nie zostawia nawet wystarczająco dużo czasu dla czytelnika, aby ten mógł zastanowić się chwilę nad charakterem wojny. Wszystkie pozytywne i negatywne aspekty życia na froncie pojawiają się w zrównoważonych proporcjach i stanowią w historii zaledwie naturalne elementy wojny. Stają się dla autora czymś oczywistym, a przez to niewymagającym oceny, i nie stanowią okazji do wyciągnięcia wniosków. Raz walka ramię w ramię z kumplami z wojska wydaje się dobrą zabawą, innym razem bohater staje naprzeciw zdesperowanych cywilów, pragnących jedynie lepszego życia w świecie bez perspektyw. Zanim odczujemy klimat przesiąkniętej beznadzieją i depresją przyszłości, bohater siedzi już na statku kilkadziesiąt lat świetlnych od ziemskich problemów.

Nawet postać stworzona przez Kloosa niespecjalnie angażuje się w moralne rozważania na temat wojny. Grayson staje się najzwyklejszym trybikiem, niewiele znaczącą śrubką wojennej machiny. Wokół zbyt dużo się dzieje. Huk wystrzałów oraz nieustanne poczucie zagrożenia sprawiają, że nie ma on czasu zastanawiać się nad wszechobecnymi na froncie desperacją, bólem, bezsensem. Chłopak nie jest marzycielem pragnącym dla siebie chwały, nie jest patriotą gotowym umierać z uśmiechem i hymnem na ustach. Siłą do wojska jednak też go nie zaciągali. Miał prosty wybór, mógł umrzeć w nędzy lub zarobić okrągłą sumkę na wojskowym kontrakcie. Wybór to w zasadzie żaden, więc skoro nie ma się nad czym zastanawiać, wskakuje w wojskowe buty, robi pompki do porzygu, salutuje, komu trzeba, i daje się zamknąć w supernowoczesnym kombinezonie. Wytyczne są proste: ciągnąć za spust, gdy zaświeci się odpowiednia lampka, przetrwać kolejny desant, a na koniec odebrać z konta należny żołd. Nad czym się tu rozwodzić? Najważniejsze przecież jest doczołganie tyłka w jednym kawałku do końca służby. Trudno wpadać w sentymentalny nastrój, gdy głowa nieustannie stanowi dla innych cel strzelniczy, a przeciwnicy są jedynie czerwonymi punktami na ekranie nowoczesnego wyświetlacza.

Pobór ma w sobie kilka mocnych elementów. Ziemia w przyszłości zamienia się w obraz nędzy i rozpaczy przepełniony poczuciem beznadziei. Służba wojskowa stanowi jedynie ucieczkę z piekła, w zamian jednak oznacza przejęcie roli klawisza z widłami. Natomiast wszechobecna technologia odczłowiecza zbrojne konflikty. Zamienia całą brudną rzeczywistość w słupki statystyk i ciągi liczb, ograniczając rolę żołnierza do ciągnięcia za spust. Kloos ociera się jedynie o te elementy, sprzedaje je na rzecz militarnej rozrywki. Książka pędzi od punktu do punktu, wypełniona jest akcją i łuskami pocisków. Nie zatrzymuje się w miejscach ważnych. Autor zbyt łatwo porzuca przygnębiający klimat, a relacji między bohaterem a czytelnikiem nie buduje na silnych emocjach. Trudno bowiem szczególnie przeżywać losy Graysona, gdy dość szybko okazuje się, że jest on uzbrojoną po zęby Mary Sue militarnego SF, którą może i wpada w kłopoty, ale wcześniej czy później wszystko ułoży się po jej myśli. Takie ma szczęście.

Szczegóły:

Tytuł: Pobór
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Typ: powieść
Gatunek: s-f, military s-f
Data premiery: 2016
Autor: Marko Kloos
Tłumaczenie: Piotr Kucharski

Dodaj komentarz

avatar