Porwanie na planecie Z

Porwane z blogaska?

Porwanie na planecie Z Natalii Kuntić kusi prostą, estetyczną okładką. Niestety, pobieżne przekartkowanie książki sprawia, że dobre wrażenie nieco się rozmywa. Portrety postaci czy umieszczone przy każdym nowym rozdziale tytuły piosenek i obrazki starają się krzyczeć z kart: „Patrz, jaka jestem wyjątkowa!” Wyjątkowość zamienia się jednak w przaśność dla każdego, kto chociaż raz w życiu zbłądził w sieci i trafił na serwis Wattpad albo blogasek z wątpliwej jakości powieścią-romansikiem oraz przekonaną o swojej nieomylności „aŁtoreczką”. Ale pretensjonalna otoczka nie świadczy jeszcze o katastrofie w treści, prawda?

Niestety, nie pomaga również blurb, z którego wyczytać można: „Trzynaście osób zostaje zakładnikami bezwzględnych terrorystów z innego plemienia. Wśród uwięzionych są politycy, celebryci, turyści i zwariowane studentki”. Zwariowane studentki? No nie wiem, wszystko w mojej głowie krzyczy: „To będzie opko!” Opis naprowadza mnie (mam nadzieję, że błędnie) na tekst, który chciałby poruszać poważną tematykę, ale jednocześnie przedstawiać główne bohaterki jako cool, z solidną dawką niezamierzonego „marysuizmu”. Czy słusznie?

Porwanie na planecie Z

Rok 2320 minus trzysta lat

Zdradziłam już, że całość kręci się wokół porwania. Zakładnicy to niezła mieszanka towarzyska, chociaż jej dobór trąci trochę współczesnością. Współczesnością trąci też wszystko inne, może poza imionami bohaterek. System edukacji wygląda praktycznie tak samo, mimo że mamy rok 2320. Trudno to uznać za mrugnięcie do czytelnika, raczej pewną nieporadność przy tworzeniu świata. Miało być nowocześnie i fantastycznie – nie do końca wyszło. I nie miałabym z tym problemu, gdyby książka opowiadała o fikcyjnych wydarzeniach dziejących się w fikcyjnym świecie, który mógłby być zbliżony postępem technicznym do naszego. Bo poza tym, że zamiast miast występują tu całe planety (nazwane literami alfabetu), a bohaterowie mają egzotycznie brzmiące imiona, naprawdę niewiele tu z fantastyki naukowej. Nawet tablice geometryczne, które mają być supernowoczesnym narzędziem do nauki, przywodzą na myśl zwykłe, współczesne tablety.

Natalia Kuntić nie jest pierwszą vlogerką, która zabrała się za pisanie książek. I choć sporo przy tym potknięć, na szczęście sprawnie posługuje się słowem pisanym, chociaż sam styl pozostawia wiele do życzenia. Suchy, prosty, niemalże dziennikarski, od samego początku polega głównie na odhaczaniu kolejnych czynności z listy zadań dla bohaterów. Szkoda, bo trochę trudno się w nich wczuć. Trudno ich zrozumieć, trudno im współczuć i trudno z nimi przeżywać to, co dzieje się dookoła. A dzieje się niemało! Dalej jest nieco lepiej, jakby wraz z postępem fabuły rozwijał się warsztat autorki.

Porwanie na planecie Z

Wszystkiego po trochu

Wspomniałam, że dzieje się dużo – rzecz w tym, że aż za dużo. Kuntić porusza tyle tematów, zagadnień i wątków, że w pewnym momencie chyba trochę wymknęło się to spod kontroli. Kuleje również cały wątek dziennikarzy, którzy opisani w blurbie jako „do bólu cyniczni”, są zwyczajnie edgy. I to na siłę. Humor w powieści ma przez to dziwnie nierówny poziom – przez większą część książki jest znośnie, można się czasem uśmiechnąć, ale momentami bańka pryska, a na skórze wykwitają ciarki zażenowania.

Autorka na kartach Porwania… przetwarza współczesną popkulturę czy powiedzenia znanych osób, jak choćby słowa Einsteina: „Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi”. Nawiązuje też do współczesnych wydarzeń historycznych. Tylko, cholera, robi to z gracją… cóż, może nie słonia w składzie porcelany, ale mnie jako baletnicy.

Humor mimo wszystko przez większość czasu nie jest zły, a i sama fabuła byłaby całkiem w porządku, gdyby nie było tu przesadnego nagromadzenia kierunków, w które ta historia chciała podążyć. Mamy trochę o studentkach, trochę o porwaniu, polityczne intrygi, wydarzenia, które jednocześnie nawiązują poniekąd do rzeczywistości, a do tego porusza kwestie różnic kulturowych (to ostatnie akurat robi bardzo fajnie) – jak na trzysta siedemdziesiąt stron jednego tomu to trochę dużo.

Porwanie na planecie Z

Słów kilka na koniec

Mimo wszystkiego złego, co o Porwaniu… napisałam, to naprawdę nie jest zła książka.Bo do złej literatury niesamowicie jej daleko. W przypadku średniego tytułu łatwiej też wytknąć wszelkie potknięcia, niż skupić się na pozytywach, bo te są nieco przyćmione. To taka pociągowa lektura i jeśli nie będziecie się przy tym nastawiać na czytanie science-fiction, miło spędzicie przy niej czas. Zdecydowanie lepiej wypadałaby przerobiona na young adult, ale i tak nie jest źle. Gdyby był to tekst na blogu, powiedziałabym nawet, że jest całkiem dobrze. Ale na drukowaną książkę, moim zdaniem, dla autorki było trochę za wcześnie.

Wszystko to, co wymieniłam na minus, jest do poprawienia – wierzę, że autorka z czasem się wyrobi, bo początki są zawsze najtrudniejsze. Mimo wszystko, czasu spędzonego przy lekturze nie żałuję.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu poczytne.pl

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Porwanie na planecie Z
Autorka: Natalia Kuntić
Wydawnictwo: poczytne.pl
Data wydania: 23 października 2018
Liczba stron: 372
Gatunek: fantastyka, fantasy, science fiction

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Evs Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Evs
Gość

Nie moje klimaty ta książka. Ale post super. Pozdrawiam Eva