Utopia w rozkładzie – recenzja książki Przedksiężycowi, tom II

Przedksiężycowi2

Napisanie dobrej serii jest jak wybudowanie domu, który miałby przetrzymać lata oraz kolejne pokolenia lokatorów – potrzebna jest porządna podstawa, utrzymująca całość budowli w ryzach, do tego solidne ściany i nieprzeciekający dach. Jeśli któryś z tych elementów to prowizorka, to trudno się spodziewać, by budynek przetrwał próbę czasu i nie zawalił się na głowy mieszkańców. Tak samo jest w przypadku literackich serii – właściwie każdy tom jest pułapką, która może skutkować uznaniem całego cyklu za dzieło nieudane. Po przeczytaniu pierwszego tomu Przedksiężycowych, muszę przyznać, że Kańtoch wylała porządne fundamenty pod swoją opowieść. Pora zatem sięgnąć po drugi tom i przekonać się, czy i reszta tej konstrukcji jest równie solidna.

W drugim tomie główny ciężar fabuły wciąż spoczywa na znanych nam z poprzedniej części bohaterach – Kairze i Finnenie. To oni są osią napędową całej opowieści, mniej lub bardziej pośrednio wpływając na rozwój wydarzeń w Lunapolis, siłą rzeczy to wokół nich mają miejsce najważniejsze zdarzenia. W tym tomie Przedksiężycowych wychodzimy jednak z wcześniej ukazanych nam perspektyw – pierwszej, wspomnianej pary bohaterów, którzy znają miasto i rządzące nim zasady oraz drugiej, Daniela, kosmicznego rozbitka, który dopiero próbuje pojąć specyfikę świata, w którym znalazł się zupełnie przypadkowo. W tej części, bohaterów, których losy możemy śledzić jest więcej, siłą rzeczy więcej jest też punktów widzenia na toczące się w mieście wydarzenia. Pozwala to nam również na zdobycie wiedzy potrzebnej do rozwiązania pewnych niewiadomych, które pojawiły się w poprzednim tomie.

Kańtoch zgrabnie wplata w narrację inne postacie, dzięki którym pokazuje nam różnorodność otaczającego je świata i wpływ, jaki wywiera na różne grupy społeczne to, co dzieje się w Lunapolis. Bliżej poznajemy zatem Tellis – funkcjonariuszkę, która epizodycznie pojawiała się w pierwszym tomie Przedksiężycowych oraz jej partnera; dowiemy się jaki los stał się udziałem rodzeństwa Kairy, a także co roi się w głowie jej ojca – Brina Issy. Pojawia się również nowa postać, Ibris Marely, skorumpowany strażnik miejski, którego tożsamość, na skutek ostatniego Skoku, uległa całkowitej zmianie – stał się orędownikiem powrotu do archaicznego pojęcia moralności, a także skromności, mających według niego pozwolić dostąpić Przebudzenia. Potępia on dotychczasowe rozpasanie społeczeństwa i skupienie się na dobrach doczesnych i, o dziwno, znajduje w tym naśladowców.

Przedksiężycowi2

Wprowadzenie nowych postaci pozwala czytelnikowi na poznanie psychiki ludzi żyjących ze świadomością, że kolejny Skok może być tym ostatnim, a do oczekiwanego Przebudzenia przetrwają nieliczni. Oto nadchodzi coś, co aż prosi się o nazwanie końcem świata, bo nawet jeśli ktoś przeżyje, to… będzie musiał zmagać się z zupełnie nową rzeczywistością. Daje to świetny pretekst, by przedstawić zwykłych ludzi i ich sposób radzenia sobie z wydarzeniami, które mają nadejść – jedni akceptują to ze świadomością, że i tak nic nie zmienią, drudzy buntują się, jeszcze inni zaś skłaniają się ku odnowie moralnej i zwykłej, ludzkiej dobroci, której brakowało w mieście ostatnimi czasy. Bezradność i panika mieszkańców jest namacalna, bo oto chaos przeniknął do dotychczas uporządkowanej rzeczywistości. Pojawiają się refleksję nad tym, czym tak właściwie różni się ich świat od tych odrzuconych przy poprzednich Skokach. Zwłaszcza, że w końcu mamy możliwość poznania realiów życia w rzeczywistości, która została z tyłu, i to nie z punktu widzenia turysty, a kogoś, kto musi walczyć tam o każdy dzień.

Na razie brzmi to, jakby książka nie miała wad, jednak nic bardziej mylnego – zdarzyło się kilka potknięć, które w pewien sposób przeszkadzały w odbiorze. Moim głównym problemem była psychika pary głównych bohaterów – Kairy i Finnena. Powierzchowność ich psychiki raziła w chwilach, w których nie okazywali takich reakcji, jakich byśmy się spodziewali. W momentach, gdy normalny człowiek wybuchnąłby płaczem, wpadł we wściekłość lub chociaż pozwolił sobie na głębsza refleksję, oni zdają się wzruszać ramionami, stwierdzając przy tym „meh, no bywa”. W efekcie wydają się do tego stopnia wyprani z emocji, że trudno z nimi sympatyzować i liczyć, że ich plany i działania się powiodą. Nie oczekuję wiwisekcji postaci, jednak przydałoby się chociaż odrobinę uprawdopodobnić ich reakcje na pewne traumatyczne wydarzenia.

Uderza to zwłaszcza w kilku momentach, w których autorka ma świetną okazję, by rozwinąć temat genozmian oraz ich wpływu na tożsamość człowieka, poddanego temu zabiegowi. Czy w chwili, w której przestaje być artystą, a staje się art-zbrodniarzem wciąż jest tą samą osobą, czy jednak już nie do końca? Zmieniają się tylko umiejętności i to, co sprawia radość, czy jednak przemianie ulega też coś głębiej? A może to, co potrafimy, lubimy i co nas cieszy, tak naprawdę definiuje nas jako jednostkę i każda zmiana na tej płaszczyźnie nie pozostaje bez echa, odbijając się na naszej osobowości? Nierozwinięcie tych wątków boli, potęgując tylko uczucie, że dwójka głównych bohaterów to właściwie emocjonalne wydmuszki. Na całe szczęście jest jeszcze kilka innych postaci, którym można kibicować.

Przedksiężycowi2

Pierwszy tom Przedksiężycowych charakteryzował się głównie powoli rozwijającą się fabułą, będąc raczej wprowadzeniem w świat i panujące w nim zasady. Nie wrzucał nas od razu na głęboką wodę, powoli przedstawiając nam to, co powinniśmy wiedzieć o bohaterach, mieście i rzeczywistościach, które zostały odrzucone, dość delikatnie zarysowując przyszłe wydarzenia. Druga część pod tym względem zmienia się dość znacznie – wciąż dostajemy informacje o tym, jak wygląda zmieniające się powoli Lunapolis, jacy są bohaterowie, dostajemy jednak dużo więcej akcji. Bieg fabuły nie przypomina już strużki wody z trudem przeciskającej się między kamieniami, coraz bardziej upodabniając się do wartkiego trumienia, który porywa wszystko, co znajdzie się na jego drodze. Problemem jest jednak to, że samo miasto wydaje się być tak odległe, że trudno było mi przejąć się jego losami – poczułam się postawiona w roli obserwatora oglądającego życie mrówek, pomimo tego, że mrówki nieszczególnie mnie interesowały.

Nie zrozumcie mnie źle – bez problemu znalazłam powód, dla którego czytałam dalej, chociaż główni bohaterowie i samo miasto stanowili trudne do polubienia obiekty. Wciągnęła mnie intryga zarysowana w pierwszej części Przedksiężycowych, która teraz doczekała się ciekawego rozwinięcia, a niektóre z męczących mnie po przeczytaniu poprzedniego tomu pytań doczekały się odpowiedzi. Dodatkowym atutem były również nowe postacie, znacznie mniej napełnione idealistycznymi motywami, a przez to o wiele bardziej przystępne i nadające się do polubienia. Kańtoch również świetnie sobie rodzi w pokazaniu powolnego upadku utopii oraz mechanizmów sterujących ludzkimi zachowaniami w świetle nadchodzącego końca znanej rzeczywistości.

Drugi tom Przedksiężycowych to dobry pomost łączący dwa brzegi opowieści – jej początek oraz zakończenie. Radzi sobie z utrzymaniem uwagi czytelnika, popychając fabułę do przodu, rozwijając niektóre wątki, wprowadzając nowe postacie i odpowiadając na część pytań, które pojawiły się po lekturze poprzedniej części serii. Umiejętnie balansuje też na granicy tego, ile dokładnie może zdradzić czytelnikowi, by nie powiedzieć mu za dużo, a ile przemilczeć, by nie zniechęcić go nadmiarem tajemnic. Jeśli więc przypadł wam do gustu pierwszy tom serii, to po drugi sięgajcie bez zastanowienia, naprawdę warto poznać dalszy bieg tej historii.

Szczegóły:

Tytuł: Przedksiężycowi, tom II
Wydawnictwo: Powergraph
Autorzy: Anna Kańtoch
Typ: Książka
Gatunek: Fantastyka
Data premiery: kwiecień 2013
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-61187-76-9

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękujemy wydawnictwu Powergraph.

Martyna „Idris” Halbiniak

Martyna „Idris” Halbiniak

Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.