Fantastyka jest niesamowita pod wieloma względami. Jednak jej największym atutem jest fakt, że nie narzuca ona żadnych ram czy granic. Pozwala opowiadać o wszystkim i na dowolny sposób. Jedynym ograniczeniem pozostaje wyobraźnia. Fantaści radośnie korzystają z tego przywileju, niejednokrotnie tworząc niepowtarzalne światy wypełnione niezwykłymi pomysłami. Ktoś próbuje doszukać się w tym pomyśle logiki i sensu, powytykać absurdy i brak konsekwencji? Delikwenta można spławić słowami „przecież to fantastyka” i sprawa zostaje w zasadzie zamknięta. Niektóre pomysły zdają się powstawać pod nieobecność wszelkich norm, praw fizyki i zdrowego rozsądku. Jest w tym coś pięknego. Czy królewską czarodziejką urzędującą na Wawelu może być nastoletnie dziewczę, wyglądające jakby urwało się z koncertu Nirvany? Oczywiście, że może.

Sara jest żywiołową, potężną i bezczelną czarodziejką. Nie lubi się podporządkowywać. Zasady wywołują u niej reakcję alergiczną, a o dobrym wychowaniu najprawdopodobniej nigdy nie słyszała. Dworską etykietę, której wypadałoby przestrzegać na jej stanowisku, zwykła deptać zabłoconymi glanami, a wszelkie konwenanse panujące na salonach obchodzą ją tyle, co gastryczne problemy parobka żyjącego na peryferiach królestwa. Do swojego przełożonego, czyli króla miłościwie panującego na Wawelu, zwraca się jak do młodszego brata. Jej zachowanie, niesubordynacja, niewyparzony język i naganne maniery z miejsca powinny zagwarantować jej pobyt w wilgotnym lochu, batożenie, łamanie kołem i wszystkie inne średniowieczne atrakcje. Tyle tylko, że Sara zna się na swojej pracy i jest najlepsza z najlepszych. Zabija potwory, robi w konia diabły i demony, kumpluje się ze Smokiem Wawelskim, a na widok jej magicznych pocisków nawet Voldemort podwinąłby kieckę. W Krakowie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Znikają magiczne przedmioty chroniące miasto, niepokój wśród czarodziejów i magicznych istot narasta i tylko Sara może powstrzymać nadciągające szaleństwo i zniszczenie.

Spalić wiedźmę wygląda trochę jak niedojrzały nastoletni żart. Dowcip zrobiony, by doprowadzić do białej gorączki psorkę od historii. Niepoważny bunt wobec obowiązujących zasad, mający ośmieszyć coś poważnego. Jest w tym pomyśle mnóstwo beztroskiej zabawy, zadzierania nosa i robienia na złość. Niektórzy dostaliby wysypki, szczękościsku i apopleksji, czytając o średniowiecznym władcy noszącym zegarek czy jego nadwornej czarodziejce chodzącej w glanach i koszulce z Kaczorem Donaldem. Alternatywna Polonia wykreowana przez Kubasiewicz jest równie niepokorna, co główna bohaterka. To niezwykłe miejsce, w którym zaraz po wyjściu z audiencji u króla możesz wejść między bloki i wskoczyć do budki na zapiekankę czy kebab. O krążących wokół króla kandydatkach na żonę można przeczytać w tabloidach, a lokalne wiadomości donoszą o walczących o prawa obywatelskie syrenach. Autorka łączy quasi-średniowieczny klimat pełen magii i fantastycznego inwentarza z rzeczywistością współczesnej Polski. W tym wszystkim jest trochę z Wiedźmina, bo pojawia się wiele nawiązań do ludowych wierzeń oraz krakowskich legend, trochę nastoletniej dramy o zbuntowanej dziewczynie z problemami i Korony Królów, która chce być Grą o Tron, ale odpowiednich środków ewidentnie brak.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Spalić wiedźmę jest literackim debiutem. Autorka bierze na warsztat światy niemal niemożliwe do pogodzenia, zupełnie do siebie niepasujące i wyglądające przez to niepoważnie. Początek książki prezentuje się niczym oderwane od reszty opowiadanie. Późniejsza narracja w dużej mierze również cierpi na brak spójności. Sara prowadzi dochodzenie, poszukuje wskazówek, łączy wątki i nagle wykrzykuje oczywiste (przynajmniej dla niej) wnioski. „Drogi czytelniku, nie załapałeś? Nie pora na wyjaśnienia, pędźmy na Wawel, szkoda czasu”. Budowania klimatu, napięcia czy prowadzenia jakiejkolwiek historii jest niewiele. Kubasiewicz w dużej mierze unika opisów, podąża na skróty, przeskakuje między wątkami i ucina akcję w momencie, gdy powinna się właśnie rozkręcać. Chaotycznie prowadzona narracja sprawia wrażenie, że autorka sama pragnie zakończyć niektóre wątki najszybciej, jak to możliwe.

Jest jednak coś, co sprawia, że na książkę patrzy się łaskawym okiem. Z każdą kolejną stroną widać, że autorka coraz pewniej czuje się w swojej historii. Na oczach czytelnika jej warsztat stale się poprawia. Narracja z rozdziału na rozdział staje się bardziej spójna, skrótów jest znacznie mniej, a i pomysły wypadają coraz lepiej, bo, poza mignięciem w tle, zaczynają stanowić prawdziwy i żywy element świata. Końcówka książki reprezentuje zupełnie inny poziom niż sam początek i obserwuje się to z przyjemnością. Napawa to optymizmem i sprawia, że na kolejne pomysły autorki należy spoglądać z ciekawością. Czytałem już kolejną pozycję i warto, bo jest tylko lepiej.

Szczegóły:

Tytuł: Spalić Wiedźmę
Wydawnictwo: Genius Creations
Typ: powieść
Gatunek: fantasy
Data premiery: 2015
Autor: Magdalena Kubasiewicz

Dodaj komentarz

avatar