Wiezy krwi 1

Nie przepadam za książkami z uniwersum Star Wars. Nawet te mające już status kultowych do mnie, delikatnie mówiąc, nie przemawiają. Od tej reguły jest tylko jeden niezawodny wyjątek i jest nim twórczość Claudii Gray.

Więzy krwi wydawały się jak stworzone dla mnie. Akcja kilka lat przed Przebudzeniem Mocy, Leia i polityka, piloci, żadnej Mocy i mistycyzmu. Mogę już teraz powiedzieć, że się nie zawiodłam.

Powieść opisuje sytuację polityczną w Nowej Republice na krótko przed tym, jak Najwyższy Porządek stał się zagrożeniem, a także rolę Lei w odkryciu tego niebezpieczeństwa. Skupia się również na skrywanej przez księżniczkę tajemnicy – faktu bycia córką Lorda Vadera.

Narracja w książce prowadzona jest z punktu widzenia pięciu osób – Lei, jej politycznych przeciwników: Ransolma Casterfo i Carise Sindian, oraz współpracowników: dyplomatki i byłej pilotki Greer Sonnel oraz młodego pilota Jopha Seastrikera. Ponieważ jedną z największych zalet tej książki są postacie, warto się przy nich zatrzymać.

Nowy kanon ma niestety skłonności do okropnego odmóżdżania Lei i z ulgą odnotowałam, że w tym przypadku się tak nie stało. Leia Claudii Gray zna się na polityce, niekiedy tęskni za niebezpieczeństwem, wspominając młode lata, ale umie oszacować i podjąć ryzyko. Może nie jest to wybitnie, ale porządnie napisana postać.

Wiezy krwi 2

Najciekawszym bohaterem jest zdecydowanie Ransolm Casterfo. Należy do frakcji centrystów, pragnących skupienia władzy w jednym miejscu, w przeciwieństwie do populistów, pragnących pozostawić więcej swobody poszczególnym planetom, za którymi opowiada się Leia. Oboje mają bardzo często odmienny punkt widzenia na wiele spraw, ale współpracując ze sobą i poznając się lepiej, uczą się szanować i rozumieć – mimo że nie zawsze to wychodzi.

Casterfo jest też, jak sam przyznaje, idealnym przykładem ironii losu – i to kolejna rzecz, która podoba mi się w tej książce. Że błędne decyzje mają konsekwencje, czasami trudne do przewidzenia, i nie wszystko kończy się sukcesem.

Mam wrażenie, że Ransolm, przy całej złożoności, jest trochę typem postaci, do której mieli wzdychać odbiorcy. Bo mamy tu i tragiczne dzieciństwo, traumę z przeszłości, i dość efektowny wygląd, i nieco rozdarcia moralnego, świetne umiejętności walki wręcz, odwagę, smutny los… Odczucie pogłębiło mi się, kiedy przeczytałam, że autorka podczas pisania wyobraża sobie aktorów obsadzonych w rolach postaci i za świetnego Ransolma uznała Toma Hiddlestona.

Co popieram, jak najbardziej.

Greer Sonnel ma dla Claudii Gray twarz Priyanki Chopry, ślicznej, pełnej wdzięku aktorki. Nic dziwnego, że od pierwszej chwili zauroczyła Jopha.

Tutaj jednak pojawia się problem, bo wątki Greer i Jopha wydają się niewykorzystane. Jest w nich sporo rzeczy, które właśnie po prostu są i na tym kończy się ich funkcja – jak na przykład wspomniane gdzieś tam zauroczenie czy choroba Sonnel – a nie rozwijają się potem w żaden sposób. Wydają się zbyt rozwinięte (ciekawym elementem jest choćby opis kultury Pamarthe, z której pochodzi Greer), aby być tylko elementem tła, a zbyt mało rozwinięte, żeby grały jakąś istotną rolę i aby poświęcać im tyle miejsca.

Ostatecznie jednak i Greer, i Jopha trudno nazwać papierowymi postaciami – obojgu autorka nadała osobowość i życiorysy, tyle że nie wykorzystała w pełni potencjału.

Wiezy krwi 3

Carise wykorzystuje schemat zepsutej bogatej dziewczynki, ale podoba mi się, że autorka nadała jej poza tym inne cechy – choć przecież i tacy ludzie istnieją, można było poprzestać na tym – że od początku konsekwentnie pokazuje też jej spryt i daje jej jakieś motywacje i pragnienia, może mogące wydawać się niektórym głupie czy płytkie, ale prawdziwe i widać, że dla niej ważne.

W tle pojawia się też Han i choć nie mogę powiedzieć, żeby autorka pisała go wyraźnie poza oryginalnym charakterem, nie potrafię też poczuć osobowości pierwowzoru. Ostatecznie jednak Han jest postacią mocno trzecioplanową, wypowiadającą dość obojętne zdania, istniejącą głównie jako wsparcie Lei – może przesadą byłoby wymaganie w tym przypadku nieziemskiej głębi.

Kiedy zastanawiałam się, co mogę powiedzieć o stylu, jako pierwsze przyszło mi do głowy: nie przeszkadza w czytaniu. Nie jest ani męczący i tekturowy, ani też szalenie barwny i wysoce literacki. Przypuszczam, że to jeden z lepszych wyborów do książki tego typu.

Na plus również zachowanie klimatu uniwersum, niekoniecznie poprzez opisywanie nowych planet, kultur i ras – choć to też się trafia – ale często przez drobne wzmianki o egzotycznych zwyczajach, płciach czy gatunkach. Chwilami pojawiają się też przebłyski subtelnego humoru.

Intryga może szału nie robi, ale jest umotywowana, wynika z czegoś i trzyma się kupy, a to o wiele więcej, niż można powiedzieć o mnóstwie dzieł z tego uniwersum.

Z wielką przyjemnością obejrzałabym ekranizację tej powieści z sugerowanymi przez autorkę aktorami, może byłby to pierwszy film z uniwersum Gwiezdnych wojen, który uznałabym za po prostu dobry. Obawiam się jednak, że nawet gdyby Carrie Fisher żyła, nie byłoby na taką produkcję wielkich szans.

Wiezy krwi 4

Szczegóły:

Tytuł: Star Wars. Więzy krwi
Tytuł oryginalny: Star Wars. Bloodline
Autorka: Claudia Gray
Tłumaczka: Anna Hikiert
Wydawnictwo: Uroboros
Gatunek: science fiction
Liczba stron: 480
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-280-4264-3

Dodaj komentarz

avatar