Recenzja książki SuperBetter. Życie to gra, naucz się wygrywać

Superbetter 1

Komu z nas nie marzy się „epickie zwycięstwo” w życiu? Zmagamy się z różnymi problemami przez całe dnie, tygodnie, lata: od skarpetek nie do pary, złamanego paznokcia, przez puste konto pod koniec miesiąca, mandaty za jazdę na gapę i przekroczenie prędkości, do straty czy poważnej choroby. A gdyby tak pokonać codziennych przeciwników… rozrywką? Nie trzeba być zapalonym graczem, by wiedzieć, że gry odprężają, zmuszają do myślenia i zbliżają do innych ludzi… w rozsądnych ilościach, rzecz jasna.

Tematem gier i ich wpływu na psychikę i zdrowie człowieka zainteresowało się w ostatnich latach wielu psychologów, a lekarze są skłonni wykorzystywać je w leczeniu nawet ciężkich przewlekłych chorób i obrażeń, takich jak depresja, ciężkie poparzenia, zespół stresu pourazowego. W jaki sposób? W 2009 roku dr Jane McGonial doznała wstrząśnienia mózgu. Nie zdrowiała jak należy, całe dnie spędzała w łóżku, nie mogła czytać, pisać, oglądać telewizji, za dużo rozmawiać z ludźmi. By pozbyć się myśli samobójczych, które są normalne przy wstrząśnieniu mózgu, jednak – jak możemy się domyślić – bardzo problematyczne, wymyśliła swego rodzaju „grę w życiu”. Korzystając z umiejętności projektowania zadań do gier wideo, każdego dnia robiła proste rzeczy, które miały nadać sens całodniowemu leżeniu i patrzeniu się w sufit. Jak się okazało później, pomysł ten zaczął się dynamicznie rozwijać, a dziś metoda Superbetter jest powszechnie stosowana i przynosi efekty nawet u ludzi, którzy nie są chorzy, czy po traumatycznych przejściach, a chcą po prostu zmienić coś w swoim życiu, uczynić je lepszym, pozbyć się niechcianych nawyków. Metoda dla każdego, ale zacznijmy od początku…

Superbetter 2

Dr Jane McGonial jest badaczką w Instytucie dla Przyszłości i autorką książki Reality is Broken: Why Games Make Us Better and How Then Can Change the World (Rzeczywistość nie działa: dlaczego dzięki grom możemy stać się lepsi i jak gry mogą zmienić świat), która otrzymała wiele pozytywnych recenzji. Ponadto dr McGonial ma na swoim koncie zaszczytne wyróżnienia: jest jedną z najbardziej kreatywnych osób biznesu, najważniejszych ludzi przemysłu gier i innowatorów, których warto obserwować. Jej książka Superbetter ma charakter poradnikowy. Wiem, co możecie pomyśleć: takie książki mnożą się ostatnio jak grzyby po deszczu. Wchodzimy do księgarni i atakują nas tytuły zachęcające do zmiany swojego życia na lepsze, czy pokochania siebie. Jedni powiedzą, że nikt nie będzie mówił im, jak mają żyć, bo wiedzą to najlepiej, inni z kolei, że takie poradniki to dobre drogowskazy. Ale Superbetter nie jest zwykłym drogowskazem, jest przybliżeniem metody (istnieje również aplikacja o takiej samej nazwie). Tematem powinni się zainteresować zapaleni gracze, gdyż myślę, że nie wiedzą, jaki skrywają w sobie potencjał dzięki tej pasji, a także rodzice i nauczyciele, którzy narzekają, że gry to „marnowanie czasu” i „negatywny wpływ na zdrowie i psychikę dzieci i młodzieży” czy „głupota”. Fakt, co za dużo, to niezdrowo. W książce czytamy, że w tygodniu powinniśmy grać około 21 godzin. Komu to nie wystarcza, niech zacznie grać w grę w codziennym życiu. I nie mówię tutaj o graniu kogoś, kim się nie jest albo o byciu sztucznym – przeciwnie, chodzi o pokazanie się z tej lepszej, bardzo kreatywnej i umiejętnej strony. Jak to zrobić, pokazuje właśnie dr McGonial.

Muszę jednak zaznaczyć duży minus tej książki: w co drugim rozdziale jest stosowany rodzaj żeński, a w co drugim – męski. Ewa Kaniowska, która podjęła się przetłumaczenia Superbetter, zaznacza w przypisie, że w książce jest wiele bezpośrednich zwrotów do czytelnika/czytelniczki, co w języku polskim – inaczej niż w angielskim – wymaga dookreślenia rodzaju. Dla ułatwienia lektury zdecydowałam się na rozwiązanie mieszane. Popytałam więc znajomych, co o tym sądzą. Mężczyźni mówili, że raczej pomijaliby rozdziały pisane do kobiety (jak, skoro jeden rozdział nawiązuje do poprzedniego?) albo nie podjęliby się lektury, bo to znaczy, że książka jest skierowana do kobiet. Pojawia się więc problem, bo męska część czytelników pominęłaby tak dobrą pozycję, a myślę, że przede wszystkim oni powinni poznać tajemnice gier, przy których spędzają tak dużo czasu. Kobiety natomiast powiedziały, że nie miałyby problemu, gdyby cała książka była pisana w rodzaju męskim, bo można uznać go za uniwersalny (zwracanie się do „człowieka”, więc „ty, człowieku, czułbyś się dobrze”). Przez pewną część książki nie mogłam się wciągnąć na tyle, by nie zwracać uwagi na zmiany co rozdział, ale w pewnym momencie tak mnie zaciekawił temat, zadania, badania i historie graczy Superbetter, że po prostu czytałam dalej.*

Jak się okazało, Superbetter jest nie tylko rzetelnym źródłem wiedzy, stosunkowo dość nowej i stale się rozwijającej, ale także rozrywki i zrozumienia niektórych zastanawiających zachowań zapalonych graczy wideo (a także tych, którzy traktują gry jako czystą rozrywkę). Naukowy, ale zrozumiały język, przystępne tłumaczenie niektórych procesów i pojęć, przytaczane prawdziwe historie z życia zawodowego dr McGonial, a także po części zwroty bezpośrednio do czytelnika sprawiają, że książkę czyta się przyjemnie, z każdą stroną angażując się coraz bardziej w wykonywane zadania i ćwiczenia. Te z kolei pobudzają mózg do myślenia o rzeczach nowych i absorbujących, więc przy okazji ćwiczymy naszą pamięć, umiejętności i umysł, a konkretnie cztery obszary: odporność fizyczną, odporność psychiczną, odporność emocjonalną i odporność społeczną.

Superbetter 3

Żadne z ćwiczeń nie wymaga szczególnego wysiłku, nie męczymy się… Chyba że strach przed wykonaniem jakiegoś ćwiczenia, niepewność bądź nadmierne rozmyślanie nazwiemy „męczeniem się” – wtedy owszem. Nie ma jednak obowiązku wykonania wszystkich na raz, zawsze można je pominąć i wrócić, gdy będziemy gotowi. Ja jednak polecam wykonywać ćwiczenia, bo rzeczywiście zwiększają one odporność. Niektóre z nich wykonywałam ze ściśniętym gardłem, ale zawsze okazywało się, że nie było czego się bać. Ba! Poprawiłam wiele relacji z dawnymi przyjaciółmi, zacieśniłam więzy ze znajomymi, sprawiłam ogromną przyjemność bliskim. Przyznaję, że sobie też. Wiele zadań pozwala „zajrzeć w głąb siebie” i poznać się z innej strony, uwolnić od niepotrzebnych lęków. Na pewno inaczej sprawa wyglądałaby w przypadku osoby chorej czy z zaburzeniami, ale metoda Superbetter jest opracowana głównie dla nich, więc na pewno nie byłoby gorzej – może odrobinę trudniej, jak sama autorka zaznacza. Na wstępie obiecuje nam, że przygotowane przez nią zadania zwiększą naszą pewność siebie, poczucie kontroli i optymizm w odniesieniu do wyzwań realnego życia, a jednocześnie zaznacza, że im dalej zajdziemy, tym zadania będą trudniejsze. Jak w grach wideo. W końcu dowiadujemy się, dlaczego gry nas rozwijają (nie uwsteczniają, jak myślą niektórzy).

Po skończonym „kursie” będziemy potrafili lepiej panować nad swoimi uczuciami i myślami, nawet zmagając się z ogromnym stresem i bólem, znajdować „potencjalnych sojuszników”, a także samodzielnie się motywować. Te i wiele innych rzeczy jest opisanych dość szczegółowo na przykładach naukowych, a jednocześnie każdy rozdział kończy się podsumowaniem przystępnym dla każdego. Przyjemnie się czyta wymienione umiejętności, które właśnie nasz mózg przyswoił i którymi za chwilę nauczy się operować. Dla rodziców i pedagogów istotny może okazać się fakt, że dzięki książce Superbetter można nauczyć się rozmawiać i spędzać czas z pochłoniętymi przez wirtualny świat dziećmi… I nie tylko. A wszystko zaczyna się od rzucenia sobie wyzwania.

Ale jak wytrwać w dążeniu do osiągnięcia jakiegoś celu? Jak go określić? Jak się wzmacniać, by nie odpuścić i nie dać się pokonać czarnym charakterom? I w końcu, jak samemu projektować zadania? To wszystko może wydawać się trudne, ale jak już się wkręcimy w grę, to nie jesteśmy w stanie tak łatwo się poddać. I właśnie o to chodzi: o nauczenie się tego, co potrafią gracze i wykorzystanie danych umiejętności w życiu codziennym. O uświadomienie sobie ich obecności.

Już po kilku rozdziałach zauważyłam, że zmieniło się moje myślenie i nastawienie do tych części książki, do których na początku podchodziłam sceptycznie. Ściągnęłam kilka gier proponowanych przy zadaniach i wystarczyło pół godziny przy nich spędzone, by zauważyć, że opisane badania mają przełożenie w rzeczywistości również w moim przypadku. I jak wiele poradników przeczytałam w ostatnim czasie, tak ten zrobił na mnie najlepsze wrażenie. Postanowiłam nawet zgłębić temat i wyjść poza lekturę samej książki Superbetter, zacząć rzeczywiście grać według zasad przedstawionych przez McGonial i wymyślać własne. Wiem, że będę ją polecała każdemu i sama nieraz do niej wrócę.

KONKURS:

Jednym z ważnych elementów metody Superbetter są doładowania – czynności, które nie zajmują wiele czasu, ale dodają sił i motywacji do działania lub po prostu poprawiają samopoczucie. Jakie jest Twoje sprawdzone doładowanie? – odpowiedź w komentarzu. Wśród komentujących wybierzemy jedną osobę, do której powędruje książka. Komentować można do 15.03. Wyniki podamy do 20.03.

KONKURS ZAKOŃCZONY

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: SuperBetter. Życie to gra, naucz się wygrywać
Wydawnictwo: Czarna owca
Autor: Jane McGonigal
Typ: Książka
Gatunek: Literatura motywacyjna
Data premiery: 01.02.2017
Liczba stron: 480

Urszula "Asik" Michalik

Urszula "Asik" Michalik

Studentka kulturoznawstwa, pasjonująca się kulturą i ludźmi. Nałogowo czyta (w komunikacji miejskiej, na przystanku, na uczelni, w pociągu, na łóżku, krześle, podłodze, na leżąco, na siedząco, na stojąco... w każdej wolnej chwili, bo czasu ciągle mało) i kupuje książki, w antykwariatach spędza całe godziny, w bibliotece potrafi przesiedzieć pół dnia. Uwielbia pisać, rozmawiać, podróżować pociągami, poznawać ludzi i spacerować (zimą mniej). Stara się napisać opinię o każdej przeczytanej książce i podzielić się nią z innymi, ponadto prowadzi bloga https://askier-pisze.blogspot.com/.
  • mj druk

    45 minut biegu daje mi dużo motywacji. Podczas tego czasu staram się przebiec jak najwięcej km. Daje mi to możliwość sprawdzenia się i uwierzenia, że da się osiągnąć więcej.

  • Moim doładowaniem są najczęściej: gra w siatkówkę, bieganie na bieżni i czytanie książek. Bardzo motywuje mnie każdy odebrany lub dobrze wykonany serw, nowy rekord w bieganiu. Robię w ten sposób coś dla siebie, aktywnie spędzam czas i czuję przypływ energii. Książki są dla mnie doładowaniem innego rodzaju, poprawiają mi nastrój w beznadziejne dni, potrafią wyciszyć moje negatywne emocje.

    westolia z http://czytelnicze-recenzje.blogspot.com

  • Michał

    Z natury jestem intro- ambiwertykiem. Po całym dniu pracy kontaktu z klientem, czuje się kompletnie rozładowany “życiowo”. Swoją energię uwielbiam doładowywać spędzając czas na świeżym powietrzu z wykrywaczem metalu. Pozwala mi to efektywnie, aktywnie zagospodarować wolny czas, który mogę spędzić na eksploatowaniu historii, poznając przy tym nowych ludzi, miejsca. Lecz przede wszystkim jest on moim tranzystorem, pozwala mi z powerem rozpocząć następny dzień/tydzień. Daje mi to poczucie satysfakcji z spędzonego zdrowo oraz aktywnie czasu, oraz uczucie spełnienia z powodu tego co robię i inwestuje. Zachęcam wszystkich do aktywnego spędzania wolnego czasu, niekoniecznie musi być to sport. Jest wiele różnych hobby, które możemy ubogacić lub rozwinąć. Osobiście Ja z w.w. wykrywaczem na plecach jeżdżę rowerem robią przy tym +/- 15 km i słuchając podcastów. Generalnie nie żyjcie pracą, pozdrawiam 😉

  • Jakub Mieszko Michalik

    Bardzo bym chciał by moim “doładowaniem się” było czytanie książek, oczywiście naukowych, bądź też dokumentacja zabytków, tak, jak na młodego padawana archeologii przystało. Jednak najczęściej

  • Jakub Mieszko Michalik

    Bardzo bym chciał by moim “doładowaniem się” było pisanie artykułów naukowych i dokumentacja zabytków, jak to na młodego padawana archeologii przystało, lecz jednak takie z tego doładowanie jak lizanie baterii 9V. Z kolei fajną odskocznią jest także gotowanie “dziwnych” posiłków w lesie i wrzucanie tych filmów na youtube (nie żebym się reklamował, nie warto tego oglądać :D), wtedy sił i motywacji jest wprost proporcjonalnie do spożytego węgla po zjedzeniu “leśnego” posiłku. Najlepszym sposobem na “zresetowanie” się jest jak dla mnie zwykłe wyjście ze znajomymi na piwo, oczywiście kraftowe i za minimum jedną roboczogodzinę, jak wiadomo “sztosy muszą kosztować”. Po tym tradycyjnie odbywa się konsumpcja kebabu, nieodłącznego przyjaciela imprez na mieście. A z bardziej codziennych? Jak kromka chleba spadnie masłem do góry.

  • Fokeuke 1

    Osobiście jestem dość zamkniętą osobą, która właśnie szuka takich doładowań, które dają motywacyjnego kopa. Szczerze mówiąc wsparcie przyjaciół i miłe słowa działają bardzo pozytywnie na pewność, przez co też ma się więcej chęci na zrobienie niektórych rzeczy.
    Często zaczynam śpiewać na cały głos przez jakiś czas i to też bardzo dobrze oczyszcza ze wszystkich złych emocji.
    Ale to nie wszystko. Trzeba się też samemu udoskonalać. Nie chodzi mi tu o upiększanie się w sferze wyglądowej (chociaż pewnie to też dodaje pewności siebie, a co za tym idzie, to więcej działań), a o sferze psychicznej. Czytanie, uczenie się języków i jak największa illość nowopoznanych rzeczy, które udoskonalamy. Mamy więcej wiedzy, a zatem możemy bć bardziej pewni w towarzystwie.
    Negatywne zdarzenia działają na mnie dwojako. Niektóre wydarzenia dodają mi energii, ponieważ przeradzam emocje w działanie, ale czasami mogą odebrać siłę i to już zależy od sytuacji.
    Każdy jak widzę z poniższych komentarzy ma własne sposoby i też z nich skorzystam kiedy nadarzy się okazja. Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Moim doładowaniem są spacery z psem. Ze względu na to, że pracuję w domu, spacery z psem sprawiają, że nawet jeśli mam ochotę popracować z łóżka, to jednak muszę wstać, ubrać się i wyjść z moją Rudą Bestią. To świetny sposób na dotlenienie mózgu i posłuchanie audiobooka. Poza tym taki spacer pozwala się wyciszyć, oczyścić umysł, nacieszyć beztroskim szczęściem psa. Skoro on tak potrafi, to niby dlaczego mnie miałoby to przerosnąć?

    A książka idealnie wpasowuje się w obszar moich naukowych zainteresowań 🙂 Pisałam pracę dyplomową o motywacjach graczy gier internetowych (głównie MMO), więc dziękuję za tę recenzję. Normalnie nie ruszam literatury motywacyjnej, ponieważ jestem do niej z zasady zrażona, ale tutaj widzę naprawdę duży potencjał i to poruszający sferę na ogół przyjętą za głupawą czy przynoszącą więcej szkód niż korzyści. Dobrze wiedzieć, że ktoś potrafił w ciekawy sposób pokazać tę drugą, pozytywną stronę medalu 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  • Paul U

    Pierwszy raz widzę tu tyle komentarzy 🙂
    Idąc jednak w stronę tematu…doładowaniem jest dla mnie robienie tego co lubię.
    Oglądając jakiś film…włącz mi się proces myślowy (to mnie doładowuję). Czytając jakąś książkę, wizualizuję to sobie, to pozwala mi się rozwijać, a przy okazji doładowywać. Lubię też pojeździć na rowerze, bo daję to trochę powera (chociaż właściwie, powinno go zabierać).

  • Ja mam kilka takich doładowań.
    Po pierwsze sport. Ścianka i yoga – zawsze po treningu wracam z nową energią do życia, chociaż fizycznie zmęczona. Dlatego jak mam gorszy dzień i czasami nie chce mi się wyjść z domu, to i tak idę, bo wiem, że to tylko poprawi mi nastrój. Przy sporcie rośnie ilość endorfin i zyskujemy nową moc.

    Innym takim doładowaniem jest kawa i ciastko. Cukier w połączeniu z kofeiną poprawiają nastrój i są najlepszym sposobem na doła. Nie wymaga to żadnego wysiłku (poza czasami pójściem do sklepu), nie jest uzależnione od innych itp. A jak jem ciastko i myślę sobie, że mogę to robić bezkarnie, bo nigdy nie będę gruba, to już w ogóle bajka.

    I ostanim takim doładowaniem są spotkania i rozmowy z przyjaciółmi. Czasami takie, żeby się wygadać, a czasami będące właśnie odskocznią od codzienności, żeby się zresetować. Zawsze jednak motywujące, bo pokazują, że nawet jak ileś rzeczy nie wychodzi, to są ludzie, którzy cię lubią i im zależy.

  • 9 9

    Osobiście żeby się doładować muszę odciąć się od nadmiaru bodźców. Dlatego lubię po prostu się położyć, włożyć zatyczki do uszu i odciąć dopływ światła w pokoju, po czym wdychać powietrze nosem przez sekundę, trzymać je w płucach przez dwie sekundy i wypuszczać ustami. Pozwala mi to na zrelaksowanie się i odprężenie przed podjęciem ważnego zadania. Przed przystąpieniem do nauki wykonuję również kilka ćwiczeń, w rodzaju pompek czy pajacyków. Dużo dobrego daje mi też słuchanie relaksującej muzyki, albo odgłosów deszczu – na przykład z tej strony – https://mynoise.net/NoiseMachines/rainNoiseGenerator.php

  • Daria

    Po ciężkich i męczących ośmiu godzinach siedzenia na krześle i słuchania nauczyciela ( który ma na uczniów bardziej wywalone niż uczniowie na niego) moim doładowaniem po powrocie ze szkoły jest rower. Kiedy wracam do domu jestem całkiem bez energii i nastroju. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani opowiadać o swoim dniu. Kiedy w końcu wychodzę z domu i wsiadam na rower czuję się WOLNA. Jazda na rowerze i tlen sprawiają , że naładowywuję się na nowo. Wraca energia i nastrój. Czuję się jakbym gubila za rowerem swoje problemy,stres i negatywne emocje. Jeżdżąc na rowerze zapominam o swoich chorobach. Zakładam słuchawki na uszy i jadę . Nie myślę o tym, że czeka mnie długa droga powrotną. Jadę i z każdym kilometrami czuję przypływ energii. Czuję, że żyję. W podobny sposób działa tak na mnie bieganie. Lubię czuć pracę swoich mięśni i wracać do domu ze świadomością , że coraz bardziej pokonuje swoje słabości 🙂 Te obie czynności są dla mnie jak życiowa ładowarka. Pozdrawiam.

  • Nagrodę w postaci książki SuperBetter zgarnia @annaomieciska:disqus Gratulujemy i prosimy o kontakt 🙂